Agata Nowakowska: Minister finansów Jacek Rostowski ostrzega, że budżet na 2010 r. będzie najtrudniejszym po 1989 r.! Mamy się bać? Stanisław Gomułka, b. wiceminister finansów, ekonomista BCC: - Minister tego nie pamięta, bo nie był doradcą w rządzie Hanny Suchockiej, ale po odejściu rządu Jana Olszewskiego, pod koniec 1992 i w 1993 r., groził nam 8-10-proc. deficyt sektora finansów publicznych. Przestrzegał przed tym sam Andrzej Olechowski, minister finansów u Olszewskiego.
Polska prowadziła wtedy rozmowy z Klubem Paryskim o umorzeniu części długu wobec innych rządów, mogliśmy stracić 20 proc. tej kwoty, gdybyśmy nie spłacali zadłużenia, a tu jeszcze MFW domagał się zbicia deficytu sektora do 5 proc.
PKB!
Przygotowałem wtedy dla rządu pakiet opiewający na 5-6 proc. PKB nowych dochodów i cięć w wydatkach. Obniżyliśmy o 9 proc. emerytury, rzecz dziś nie do pomyślenia, z której potem wycofywano się przez lata! Wprowadziliśmy podatek graniczny, VAT.
Wtedy walczyliśmy ze spuścizną po PRL, teraz mamy kryzys, który pustoszy nasze finanse publiczne. - Mówmy nie o budżecie centralnym, bo tu możliwe są różne sztuczki: wypchnięcie wydatków na drogi do Krajowego Funduszu Drogowego, a on przecież te 10 mld zł będzie musiał pożyczyć, czy zmuszenie FUS do zaciągnięcia kredytu. Nieważne, czy pożyczać będzie minister finansów, czy FUS. Mówmy o potrzebach pożyczkowych państwa.
Jeśli sprawdzą się prognozy Komisji Europejskiej, w tym roku deficyt całego sektora finansów publicznych: budżetu, państwowych funduszy, samorządów, sięgnie 6-7 proc. PKB, czyli 80 mld zł. A w przyszłym 7-8 proc. PKB, to jest 95 mld zł.
Dlaczego? Przecież w przyszłym roku wzrost PKB ma być wyższy, według prognozy ministra Rostowskiego 0,5 proc. - Wzrost gospodarczy będzie w okolicy zera, nie będzie dodatkowych dochodów, tymczasem wydatki będą wyższe. Jeszcze w 2008 r. w obawie przed odebraniem przywilejów emerytalnych na wczesne emerytury zamiast 100 tys. poszło aż 250 tys. osób. Trzeba im te emerytury wypłacać. Do tego dojdą nowi renciści i emeryci. Mamy ustawowo zagwarantowaną waloryzację tych świadczeń wskaźnikiem
inflacja plus 20 proc. wzrostu płacy realnej. Nawet jak nie będzie wzrostu płacy, to emeryci muszą dostać podwyżki uwzględniające inflację. Kolejnym sztywnym wydatkiem, który w przyszłym roku wzrośnie, są koszty obsługi długu publicznego.
Mam wrażenie, że ministerstwo nie analizuje wzrostu kosztów sztywnych. W tym roku po pierwszych pięciu miesiącach dotacja do FUS jest o 4 mld zł wyższa niż w roku ubiegłym, a koszt obsługi długu - o 4,4 mld zł. W skali roku to razem 20 mld zł więcej.
Dlatego te 37 mld zł ubytku w dochodach w tym roku, o których mówi minister Rostowski, to za mało. Potrzebna będzie druga nowelizacja. W przyszłym roku będzie to samo. Jest pewne, że trzeba będzie podnieść
deficyt budżetowy o co najmniej kilkanaście miliardów złotych.
Minister Rostowski jasno dał do zrozumienia, że czeka nas podwyżka podatków. - To dziwne, bo koalicja nie jest w stanie tego zrobić, nawet gdyby chciała. Prezydent będzie wszystko wetował.
Koalicja mogłaby próbować się dogadać z SLD w sprawie podwyżki składki rentowej czy powrotu do 40-proc. stawki w PIT dla najlepiej zarabiających. - SLD za takie poparcie zwykle każe sobie słono zapłacić wzrostem jakichś wydatków, np. socjalnych. Nie sądzę też, by PO była zachwycona pomysłem 40-proc. stawki, na dodatek budżet niewiele mógłby na tym zarobić. Podobnie na wzroście akcyzy - tu rząd może się nie oglądać na prezydenta i opozycję, może to zrobić rozporządzeniem, jedyne, co go ogranicza, to lęk o wzrost kontrabandy, gdyby podwyżka była bardzo wysoka. Wątpię za to, by nawet koalicyjny PSL poszedł na podnoszenie stawek VAT.
Podatki odpadają, zostaje cięcie wydatków. - Odpada z tych samych powodów. W 1992 r. to było możliwe, ba ja przekonałem Bronisława Geremka, szefa klubu UW, do tego, a minister finansów Jerzy Osiatyński przekonał premier Suchocką. Prof. Geremek miał zresztą potem o to pretensje, że przez mój pakiet Unia Wolności straciła popularność.
Teraz nie ma nawet z kim rozmawiać. Ani prezydent Lech Kaczyński, ani lider PiS Jarosław Kaczyński nie mają chęci współpracować z rządem. Musimy zaczekać na nowe rozdanie, nowego prezydenta, ale to będzie miało przełożenie na nieblokowanie ustaw dopiero w 2010 r.
Rząd może tylko biernie się przyglądać, jak pogrążamy się, zaciągając nowe długi? - Rząd może pomyśleć nad innym sposobem finansowania deficytu budżetowego: nie poprzez emisję papierów skarbowych, ale przychodami z prywatyzacji. Premier Tusk powinien przestać bać się prywatyzacji, wyrzucić ministra skarbu Aleksandra Grada i postarać się uzyskać z prywatyzacji jakieś 30 mld zł. Trzeba też skorzystać z tych 20 mld dol. przyznanej nam pożyczki z MFW i wziąć kolejne parę miliardów euro z Banku Światowego.