Biznes Ludzie Pieniądze

Kto się boi gazet i radia? Nadawanie cyfrowe budzi emocje

Vadim Makarenko
26.06.2009 , aktualizacja: 26.06.2009 11:45
A A A Drukuj
Nadawcy radiowi i wydawcy prasowi mogą marzyć o naziemnej telewizji cyfrowej. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji oraz Urząd Komunikacji Elektronicznej chcą ograniczyć ich rozwój na rynku telewizyjnym.
Anna Streżyńska, prezes UKE
Fot. Tomasz Wawer / AG
Anna Streżyńska, prezes UKE
Przez lata nikt nie był w stanie zagrozić pozycji telewizyjnej wielkiej trójki - TVP, Polsat oraz TVN, bo na uruchomienie nowej konkurencyjnej stacji po prostu nie było wolnych częstotliwości. Przejście na nadawanie cyfrowe ma - przynajmniej w teorii - złamać ten oligopol. Przekaz cyfrowy pozwoli zmieścić w obecnym eterze dużo więcej ogólnokrajowych stacji, i to z lepszą jakością obrazu i dźwięku.

Dlatego rozdanie częstotliwości w nowym, cyfrowym eterze budzi wśród stacji telewizyjnych ogromne emocje, głównie po stronie obecnych gigantów telewizyjnych. Wprowadzenie naziemnej telewizji cyfrowej w naszym kraju odbywa się bez specjalnych ustaw, więc o wszystkim na bieżąco decydują KRRiT oraz UKE.

Ich plan zakłada, że nadajniki analogowe w Polsce zostaną wyłączone w lipcu 2013 r. W pierwszej wiązce częstotliwości cyfrowych, czyli tzw. multipleksie, zmieszczą się programy siedmiu stacji, które już dziś nadają swój program za pośrednictwem analogowych nadajników naziemnych (TVP 1, TVP 2, TVP Info, TVN, Polsat, TV 4 oraz TV Puls). Te stacje mają same wybrać operatora multipleksu - firmę, która zajmie się emisją ich sygnałów w systemie cyfrowym.

W drugim multipleksie naziemnej telewizji cyfrowej również zmieści się siedem stacji, ale sposób ich doboru od początku budzi dyskusje. Anna Streżyńska, szefowa UKE, chciałaby, żeby o wyborze stacji zdecydował operator. Krajowa Rada wolałaby sama zagospodarować miejsce w multipleksie i narzucić operatorowi listę kanałów. Ostatecznie urzędy zawarły kompromis: cztery spośród siedmiu miejsc Rada ma obsadzić w drodze konkursu koncesyjnego. A o obsadzie pozostałych trzech miejsc zdecyduje operator drugiego multipleksu.

Ten operator ma zostać wyłoniony w konkursie. UKE opublikował już projekt dokumentacji konkursowej. Do 24 lipca zainteresowani mogą zgłaszać do niego uwagi.

Co wybierze operator?

Projekt zakłada, że operator drugiego multipleksu ma zagospodarować pozostałe trzy miejsca tak, by w miarę możliwości nie dostały ich: •  kanały powiązane kapitałowo z TVP, TVN oraz Polsatem; •  kanały powiązane kapitałowo z Polskim Radiem, RMF FM oraz Radiem ZET; oraz •  kanały powiązane kapitałowo z jakimkolwiek dziennikiem ogólnopolskim (niezależnie od tego, czy jest to gazeta opiniotwórcza, czy tabloid, specjalistyczna czy ogólnotematyczna).

Za każdy taki kanał operator dostanie w konkursie o 100 pkt mniej. Maksymalna liczba punktów, która jest do uzyskania wynosi 1400. Gdyby mimo wszystko chciał wybrać te kanały, będzie musiał zapłacić za licencję operatorską więcej pieniędzy.

A gdyby chciał zdobyć maksimum bez dopłacania, to jaki ma wybór? W grę wchodzą przede wszystkim kanały satelitarne, niepowiązane z polskimi grupami medialnymi, ale należące do zagranicznych koncernów, jak np. Bertelsmann, BBC czy News Corp. Większość gigantów medialnych już ma w Polsce swoje kanały.

W dobrej sytuacji są kanały tematyczne Cyfry+ (jak np. Mini Mini, Kuchnia TV czy Domo TV), która nie ma naziemnej telewizji, radia ani dziennika ogólnopolskiego. Podobnie jest w przypadku grupy TP, która prowadzi kanał sportowy Orange Sport. Czego nie można powiedzieć o dwóch pozostałych platformach N (należącej do TVN) oraz Cyfrowego Polsatu (powiązanego z Polsatem przez właściciela Zygmunta Solorza-Żaka).

- Można zastanawiać się nad ograniczaniem tych, którzy już mają znaczący udział w rynku telewizyjnym. Ale ograniczanie rozwoju radia czy gazet jest bez sensu, bo żyjemy w dobie konwergencji mediów. Nikomu nie można zabraniać wejścia do telewizji, a szczególnie prasie, która jest skazana na inwestycje w multimedia - mówi Zbigniew Benbenek, właściciel holdingu ZPR, do którego należy "Super Express" oraz Radio Eska, które uruchomiło ostatnio kanał muzyczny Eska TV. I właśnie pokrewieństwo z "Super Expressem" będzie przeszkadzało tej stacji walce o rynek telewizyjny. W podobnej sytuacji są wydawcy innych dzienników - Agora (wydawca "Gazety Wyborczej"), Axel Springer (wydawca "Faktu"), Presspublica (wydawca "Rzeczpospolitej") czy Infor PL (wydawca m.in. "Gazety Prawnej").

Kto jest autorem?

Zdaniem naszych rozmówców z TVN i Polsatu projekt dokumentacji jest "uderzeniem w największe grupy medialne w tym kraju". Jednak oficjalna reakcja nadawców na razie jest stonowana.

- Nie będziemy tego komentować. Prześlemy nasze uwagi do UKE zgodnie z procedurą. Będą one publicznie dostępne - mówi Tomasz Berezowski, dyrektor techniczny TVN.

Ostrożny jest też Józef Birka z rady nadzorczej Polsatu. - Z wcześniejszych zapowiedzi szefowej UKE wynikało, że Urząd będzie dążył do zwiększenia konkurencji na rynku telewizyjnym - mówi.

Tylko że Anna Streżyńska, prezes UKE, odcina się od pomysłów. Twierdzi, że wprowadziła je do dokumentacji konkursowej na wniosek KRRiT, bo działała pod presją czasu. Sama uważa je za "zbyt daleko idące". - To faza konsultacji i zapisy mogą być jeszcze zmienione. Zresztą na to właśnie liczymy. Uważam, że sam operator powinien decydować, jakich programów chce - mówi Streżyńska.

Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady, zastrzega, że autorów zapisów należy szukać w UKE. - Sugerowaliśmy Urzędowi rozwiązania, które gwarantują pluralizm źródeł informacji i różnorodność na rynku medialnym. Miały być bardziej złożone. Najmniej punktów mieli dostać obecni nadawcy, podczas gdy radio i prasa miały mieć lepszy start. Ale opublikowane zapisy nie powstały w Radzie - twierdzi Kołodziejski. I dodaje, że dokumentacja konkursowa nie zakazuje radiowcom i wydawcom prasowym budowania projektów telewizyjnych. - To ograniczenie, a nie zakaz - zaznacza.

Nie wiadomo, czy KRRiT będzie broniła ograniczeń w konsultacjach. - Zobaczymy, jakie będą argumenty. Na razie sami analizujemy je pod kątem szans polskich podmiotów w konkursie - ucina szef KRRiT.

Prof. Tadeusz Kowalski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego i współtwórca projektu ustawy medialnej, rozumie intencje autorów zapisów. Ale ograniczenia dla nadawców radiowych i wydawców prasy w telewizji cyfrowej uważa za ryzykowne. - Skoro redakcje radiowe czy gazetowe chcą tworzyć własne stacje telewizyjne, to dlaczego mamy im to utrudniać? Stworzyłbym preferencje dla nadawców, którzy już są jakoś osadzeni na polskim rynku medialnym, ale niekoniecznie w telewizji - mówi prof. Kowalski.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów