Jak tłumaczyła wczoraj minister finansów Elena Salgado, choć w bankach hiszpańskich kryzys finansowy nie spowodował takich turbulencji jak w innych krajach, pomoc jest potrzebna. Zwłaszcza mniejszym bankom regionalnym - te wpadły w tarapaty przez krach na rynku
nieruchomości, który doprowadził do zwiększenia złych długów i problemów z płynnością.
Kłopoty Hiszpanii zaczęły się pod koniec ub. r. - kraj wpadł w pierwszą od 15 lat recesję, bo kryzys na rynkach finansowych pogłębił korektę na rynku mieszkaniowym. Krach w branży budowlanej szybko rozlał się na inne sektory - w rezultacie stopa
bezrobocia już na początku roku sięgnęła 15 proc. Niektórzy ekonomiści już wieszczą, że w 2010 r. co piąty mieszkaniec Hiszpanii może być bez
pracy.
Tymczasem rząd powoli rusza z projektami inwestycyjnymi - w sumie ma być ich ponad 30 tys. o wartości 11 mld euro. Szacuje się, że powstanie dzięki nim - przynajmniej czasowo - ponad 300 tys. miejsc pracy.