Madoff, były prezes rady dyrektorów elektronicznej giełdy NASDAQ, właściciel firmy Bernard L. Madoff Investment Securities LLC sam przyznał, że za pomocą składek od nowych członków spłacał starych. Zaufali mu m.in. reżyser Steven Spielberg czy aktor Kevin Bacon. Pod koniec zeszłego roku, gdy oszustwa Madoffa wyszły na jaw, samobójstwo popełnił jeden z jego klientów Rene-Thierry Magon de la Villehuchet, francuski arystokrata, który stracił w ten sposób należące do siebie i swoich klientów 1,4 mld dol.
Nawet w Polsce pod koniec zeszłego roku przez chwilę było nerwowo, gdy agencja Bloomberg podała, że wśród ofiar Madoffa jest fundusz Pioneer Alternative Investments. Przedstawiciele obecnego w Polsce TFI Pioneer Pekao uspokajali jednak, że polski oddział z aktywami Madoffa nie miał nic wspólnego.
Dziś sąd federalny w Nowym Jorku ma ogłosić wyrok w sprawie 71-letniego magika finansowego. Grozi mu nawet 150 lat więzienia. Adwokat Madoffa Ira Sorkin poprosił o karę 12 lat więzienia. Argumentuje, że jego klient dobrowolnie oddał się w ręce wymiaru sprawiedliwości i przyznał się do winy. Zaapelował do sędziego o "odłożenie na bok emocji i histerii otaczającej tę sprawę".
- Madoff dostanie nie mniej niż 20 lat więzienia - powiedział jednak AFP były prokurator federalny William Devaney.
W USA sprawa wywołuje bardzo silne emocje. Dla komentatorów szokujące jest to, że w sprawie Madoffa oskarżony jest jeszcze tylko jego audytor. Zarzutów nie postawiono dwóm synom Madoffa i jego bratu, z którymi prowadził interesy. Nie oskarżono także żony Madoffa, Ruth. Musi ona jednak wyrzec się majątku wartego 80 mln dol. Dostanie "tylko" 2,5 mln dol. w gotówce. Dużo dotkliwiej swoje oszustwa poczuje w portfelu sam Bernard Madoff - sędzia Denny Chin zarządził konfiskatę jego majątku do wysokości 170 mld dol.
Takich pieniędzy Madoff z pewnością nie ma. Z dokumentów FBI wynika, że niedługo przed aresztowaniem finansista mówił swoim pracownikom, że pozostało mu około 200-300 mln dol. Do tego Madoff miał co najmniej kilka luksusowych jachtów i apartamentów.
Bernard Madoff nie jest jedynym finansistą, który na masową skalę defraudował pieniądze w USA. Od pół roku toczy się śledztwo przeciwko milionerowi z Teksasu Allenowi Stanfordowi. Tydzień temu prokuratura w Waszyngtonie postawiła mu zarzuty zdefraudowania 8 mld dol., prania pieniędzy i utrudniania śledztwa. Stanford przez lata przyciągnął nawet 50 tys. klientów w 140 krajach, którzy zainwestowali około 50 mld dol.
Piramidy tworzono też na mniejsza skalę. Prokuratorzy z Filadelfii oskarżają o defraudację 80 mln dol. Josepha Fortego, który obiecywał swoim klientom krociowe zyski na giełdzie. Problem w tym, że jego fundusz notorycznie tracił pieniądze. Wyrok w sprawie Fortego ma zapaść na początku października.
Z kolei 82-letni Richard Piccoli oszukiwał głównie osoby starsze i religijne (reklamował swe usługi w gazetkach religijnych). Szacuje się, że jego piramida pogrążyła około 800 osób, które straciły nawet 25 mln dol. Część z defraudowanych pieniędzy Piccoli przelał swoim dzieciom.
- Zainwestowałam około 5 tys. dol. To nie bardzo dużo pieniędzy. Ale te pieniądze były dla moich, a nie dla jego, dzieci - powiedziała na początku czerwca gazecie "The Buffalo News" 79-letnia Joann Abram, która razem ze 150 innymi ofiarami finansisty pojawiła się w sądzie, w którym odbywa się proces Piccolego. Wyrok w jego sprawie ma zapaść 21 października.