- Gdy trwa sztorm, trzeba przestawić żagle - takim biznesowym haiku rozpoczął swą pierwszą mowę nowy prezes.
W Japonii, która kocha też historyczne metafory, nominację Akio Toyody porównują z przełomem w 1867 r. Młody cesarz Mutsuhito zaczął radykalną reformę pogrążonego w kryzysie kraju. Zaczęła się epoka Meiji, która całkowicie odmieniła Kraj Kwitnącej Wiśni i zapoczątkowała jego marsz, a potem bieg. Są powody do takich porównań.
Akio Toyoda ma 53 lata - jak na japońskie stosunki jest wyjątkowo młodym prezesem. Już zyskał przydomek "książę", bo wywodzi się z dynastii założycieli koncernu. Jego pradziadek Sakichi Toyoda skonstruował krosna, które automatycznie zatrzymywały się w razie zerwania nici. Dzięki temu unikano produkcji felernych tkanin.
Patent na zmyślne krosna kupili Brytyjczycy, a za pieniądze z tej transakcji Kiichiro Toyoda, dziadek, założył firmę motoryzacyjną. Literę "d' z nazwiska Toyoda zamieniono na "t", bo Toyotę zapisuje się po japońsku za pomocą ośmiu znaków, a osiem to szczęśliwa liczba.
Po Toyodzie dziadku koncern samochodowy przejął niemal obsesyjne dążenie do perfekcji. Rodzina Toyodów ma już tylko 2 proc. akcji koncernu. Ale japońscy analitycy nie mają wątpliwości - nazwisko jest wielkim atutem nowego prezesa, zwłaszcza w razie wprowadzenia bolesnych reform.
Dla Toyody pracownicy Toyoty zrobią więcej niż dla prezesa o innym nazwisku.
A reformy tak radykalne jak w epoce Meiji mogą się okazać niezbędne, bo Toyota zaskakująco boleśnie odczuła załamanie w światowej branży motoryzacyjnej.
Zanim nastał kryzys, nowy XXI wiek był dla Toyoty pasmem szczęścia - koncern co roku bił rekordy zysków. W zeszłym roku szefowie Toyoty trzykrotnie zmieniali prognozy wyników firmy na coraz bardziej pesymistyczne. Wreszcie ogłosili, że w ostatnim roku obrotowym po raz pierwszy w swojej historii firma nie miała zysku ze sprzedaży aut i pierwszy raz od 1951 r. zanotowała stratę netto, blisko 5 mld dol. W obecnym roku obrotowym ma być minus 5,5 mld!
To był cios w morale całej Japonii. Toyota, która zaczęła produkować auta w 1937 r. od kopiowania konstrukcji General Motors, by po 70 latach zabrać GM tytuł największego koncernu samochodowego świata i doczekać jego bankructwa, dla mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni była i jest symbolem sukcesu ojczyzny. Kłopoty Toyoty to dla nich klęska Japonii.
- Nie chciałbym, aby stratami zakończył się także trzeci rok - zapowiedział Akio Toyoda. Pierwszą decyzją, jaką podjął, było obniżenie własnych zarobków o 30 proc.
W Japonii liczy się etyka i osobista odpowiedzialność. Szefowie koncernów muszą dawać przykład pracownikom i własną głową odpowiadają za porażki firm, nawet
niezawinione. Takie podejście do biznesu kazało Toyodzie wnukowi przeprosić Japończyków, że muszą aż do listopada czekać na nową wersję elektryczno-spalinowego Priusa, bo fabryki nie nadążają z produkcją tego przebojowego samochodu.
Akio Toyoda jest pierwszym od lat szefem Toyoty, który ma dyplom nie inżyniera, lecz ekonomisty. Jak to wpłynie na strategię Toyoty, zastanawiają się analitycy.
Pasją nowego prezesa są sporty motorowe. W zeszłym roku, trzeci raz z rzędu, startował w słynnych 24-godzinnych wyścigach na wytrzymałość na torze Nuerburgring w Niemczech.
Czy jako prezes koncernu będzie podobnie wytrwały? I czy duchy przodków pomogą? - pytają Japończycy.