Franklin Templeton Investments to jedna z czołowych globalnych firm zarządzających kapitałami zgromadzonymi np. w funduszach inwestycyjnych. Klienci powierzyli jej blisko 450 mld dol. Z tej puli 24 mld jest zainwestowane na rynkach wschodzących, z czego na Polskę przypada ok. 0,5 proc. Najnowszą inwestycją Templetona u nas było objęcie kilka dni temu nowej emisji akcji dewelopera Polnordu.
Podczas spotkania z dziennikarzami i zarządzającymi polskimi funduszami na warszawskiej giełdzie Mobius przedstawił optymistyczną diagnozę dla rynków wschodzących w czasach globalnej dekoniunktury, szczególnie dla Rosji, a w naszym regionie - dla Polski. - Akcje na młodych rynkach są tańsze niż w
USA, a stopa wypłaty dywidendy wyższa - przekonywał Mobius.
Tomasz Prusek: Wielu inwestorów jest zdezorientowanych, nie wie, co robić. Jaka jest obecnie sytuacja na rynkach finansowych - mamy "byczy" rynek, czyli hossę, czy też "niedźwiedzi", czyli bessę? Dr Mark Mobius, dyrektor zarządzający Templeton Asset Management: Dość "byczy". Ale inwestorzy powinni być ostrożni, bo na rynkach dojrzałych od dna bessy indeksy poszły w górę o 40 proc., a na młodych - o 70 proc. Teraz indeksy będzie cechować gwałtowna zmienność: będą rosnąć, spadać, rosnąć, spadać, jednak trend jest czytelny - w górę. Nawet 20-proc. korekta cen w dół tego nie zmienia.
Wierzy pan, że recesja w USA skończy się w tym roku, tak jak wieszczy szef Fed Ben Bernanke? - Myślę, że ma rację. Recesja już jest skończona! W tym sensie, że zaufanie na rynkach powraca, firmy są w stanie znowu gromadzić nowe kapitały, zwiększa się akcja kredytowa.
Czy młode rynki w kryzysie są na tyle atrakcyjne, aby przyciągać uwagę zagranicznych inwestorów? - O tak, bo ich gospodarki najszybciej rosną. Niektóre zanotują imponujące wzrosty:
Chiny - 8 proc.,
Indie - 6 proc. Średnia wzrostu
PKB na młodych rynkach pomimo kryzysu będzie w tym roku na poziomie zera, podczas gdy dojrzałe spadną o 4 proc. W Polsce w 2010 r. spodziewamy się niskiego wzrostu.
PKB w Polsce ciągle rośnie. Czy to wystarczający powód, aby do Polski płynął globalny kapitał? - Niekoniecznie. Polskie akcje nie są najtańsze na świecie. Poszczególne spółki są atrakcyjne, ale ceny nie są takie niskie, porównując z całym globalnym rynkiem. Potrzebujemy tutaj głębszego rynku, notowania większej liczby dużych spółek, więcej wielkich prywatyzacji. To będzie dobre także dla całej gospodarki.
Czy nasz rząd powinien prywatyzować pomimo kryzysu? - To jest najlepszy czas, aby to robić. To ożywi gospodarkę. Na świecie jest mnóstwo pieniędzy. Jednak problemem wielu uczestników rynku jest czekanie na najwyższe możliwe wyceny, na szczyt hossy. Nie należy z tym zwlekać. Sprywatyzowana firma będzie wydajniejsza, będzie mieć większe zyski i płacić wyższe podatki.
Które sektory są pana inwestycyjnymi faworytami w Polsce? - Dwa chciałbym wyróżnić - firmy surowcowe, bo wierzymy, że surowce nadal będą drożeć, oraz związane z szeroko rozumianą konsumpcją, w tym banki, które obsługują klientów detalicznych. Przyszłość Polski zależy od rewolucji w konsumpcji, która jest motorem napędowym
warszawskiej giełdy i całej gospodarki.