Biznes Ludzie Pieniądze

Koniec Zatoki Piratów?

Tomasz Grynkiewicz
30.06.2009 , aktualizacja: 01.07.2009 11:26
A A A Drukuj
Największy na świecie serwis dla internetowych piratów kupiła szwedzka giełdowa spółka Global Gaming Factory. Zapłaciła 7,7 mln dol. I chce piratów ugrzecznić
piratebay.org
fot. Pirate Bay
piratebay.org
- The Pirate Bay to jedna ze stu najczęściej odwiedzanych stron w internecie. Ale by przetrwać, potrzebuje nowego modelu biznesowego, który zadowoli wszystkie strony: dostawców treści, operatorów internetowych, użytkowników i sądy - mówi Hans Pandeya, szef szwedzkiej Global Gaming Factory, cytowany w komunikacie. Za serwis spółka zapłaci 60 mln szwedzkich koron (7,7 mln dol.) - część gotówką, resztę we własnych akcjach. GGF zapowiada, że właściciele praw autorskich do plików ściąganych za pośrednictwem serwisu będą wynagradzani.

Spółka obiecuje też internautom szybsze ściąganie plików, m.in. po to za 100 mln koron przejęło spółkę Peerialism zajmującą się technologiami p2p.

Global Gaming to właściciel jednej z największych sieci kawiarenek internetowych i klubów dla graczy. Po co im piracki serwis? - Wymienianie się plikami już dziś generuje ponad połowę ruchu w internecie - mówi Pandeya i przekonuje, że dzięki Pirate Bay i Peerialism spółka stanie się ważnym graczem na rynku cyfrowej dystrybucji.

Ale dla wielu internautów oznacza to koniec Zatoki Piratów - co miesiąc do serwisu zagląda ponad 20 mln osób z całego świata, z Polski - przynajmniej pół miliona. Przyciąga ich jedno: można tu znaleźć adresy internetowe (linki) do ściągnięcia tysięcy filmów, muzyki czy programów komputerowych. Za darmo.

Choć serwis nie przechowuje fizycznie żadnych plików, w kwietniu br. szwedzki sąd skazał czwórkę właścicieli na rok więzienia i 3,6 mln dol. odszkodowania. Założyciele Pirate Bay odwołali się od wyroku. Zgodnie zapowiadali, że Zatoka Piratów przetrwa. - Nawet gdybym miał pieniądze, wolałbym je spalić, a nawet po popiół musieliby się pofatygować - mówił jeden ze skazanych.

Dziś tłumaczą, że serwis potrzebował świeżej krwi. "Przez ostatnie dwa, trzy lata niewiele się działo. A w internecie, jeśli coś nie ewoluuje, umiera. Nie mogliśmy pozwolić, by podobny los spotkał Pirate Bay" - czytamy na stronie serwisu.

Pieniądze ze sprzedaży mają zasilić konto zagranicznej fundacji założonej po policyjnym nalocie na Pirate Bay w 2006 r. I zostaną wydane na inne projekty internetowe.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów