Biznes Ludzie Pieniądze

PKO płaci, prezes zostaje

Nina Hałabuz, Maciej Samcik
30.06.2009 , aktualizacja: 30.06.2009 21:31
A A A Drukuj
Prezes PKO BP zostaje. Akcjonariusze banku zamiast obiecywanych przez prezesa 3 zł dywidendy na akcję dostaną jedynie 1 zł. Kolejne dwa - być może później. Być może budżet będzie musiał gdzie indziej poszukać 1,2 mld zł
PKO BP
fot. AG
PKO BP
Jak PKO BP dzielił się zyskiem z akcjonariuszami
Jak PKO BP dzielił się zyskiem z akcjonariuszami
O to, jak podzielić ubiegłoroczny zysk PKO BP, od miesiąca spierali się publicznie prezes banku z radą nadzorczą i Komisją Nadzoru Finansowego, a za ich plecami ministrowie skarbu, finansów i gospodarki. A było o co, bo w 2008 r. PKO należące w połowie do skarbu państwa pochwaliło się rekordowym, blisko trzymiliardowym zarobkiem! Czy te pieniądze powinny zostać w banku i go wzmocnić w czasach kryzysu, czy też trafić jako dywidenda do akcjonariuszy, czyli zasilić budżet państwa? Wtorkowe walne zgromadzenie akcjonariuszy miało rozstrzygnąć ten spór.

Akcjonariusze uchwalili, że PKO przeznaczy na dywidendę jedną trzecią ubiegłorocznego zysku, czyli miliard złotych. To oznacza, że każdy akcjonariusz banku dostanie po 1 zł dywidendy na akcję, znacznie mniej, niż proponował prezes banku Jerzy Pruski. On mówił o dywidendzie w wysokości 2,88 zł.

Jesienią PKO ma wypłacić drugą dywidendę, zaliczkową, na poczet zysku za 2009 r. Pod warunkiem że bankowi uda się jesienią przeprowadzić emisję nowych akcji i zdobyć do 5 mld zł. Akcjonariusze zgodzili się wczoraj, by nowa emisja liczyła do 300 mln akcji.

Do kieszeni akcjonariuszy trafią więc dwie dywidendy. - Ministerstwo Skarbu Państwa szacuje, że może to być blisko 3 mld zł. Ale dokładną kwotę trudno określić, bo przepisy pozwalają spółkom giełdowym zaliczkowo wypłacić tylko połowę zysku za maksymalnie trzy kwartały roku. A dziś nie wiadomo, ile zarobi bank w 2009 r. Zapewne znacznie mniej niż w zeszłym roku.

Zanim doszło do głosowania, prezes PKO BP przekonywał, że bank byłoby stać na wypłatę 2,88 zł dywidendy. Szefowa rady nadzorczej Marzena Piszczek oświadczyła, że rada jest przeciwna. Dzień wcześniej rada przedstawiła własną propozycję - zatrzymanie całego ubiegłorocznego zysku w banku i sprzedaż 9,99 proc. z pośród 51 proc. akcji skarbu państwa którejś z państwowych firm (chodziło o Bank Gospodarstwa Krajowego). To zdaniem Piszczek pozwoliłoby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - zapewnić bankowi bezpieczeństwo finansowe, a budżetowi potrzebne pieniądze.

Ostatecznie akcjonariusze ustalili, że jednozłotowa dywidenda zostanie wypłacona pod koniec września.

Między młotem a kowadłem, ale z absolutorium

Czy kompromisowe rozwiązanie zaproponowane przez Ministerstwo Skarbu zakończy spór o dywidendę? Przypomnijmy, że kontrolująca banki Komisja Nadzoru Finansowego chciała, by PKO BP - tak jak inne banki - zatrzymał cały zysk w skarbcu. I gromadził rezerwy na wypadek wzrostu wartości złych kredytów.

Ministerstwo Finansów naciskało, by bank przeznaczył na dywidendę cały zysk. W budżecie państwa straszy gigantyczna dziura, a z ubiegłorocznego zarobku PKO BP rząd mógłby wycisnąć dla siebie nawet 1,8 mld zł! Przy jednozłotowej dywidendzie dostanie tylko 600 mln zł. A przecież minister finansów Jacek Rostowski chce uzyskać z dywidend od państwowych spółek ponad 8 mld zł.

Jerzy Pruski, prezes PKO BP, znalazł się między młotem a kowadłem. Dwa tygodnie temu zarekomendował akcjonariuszom następujący pakiet: wypłatę całego zysku na dywidendę, a za kilka miesięcy emisję akcji, która z nawiązką zasypałaby lukę w kapitałach.

Szybko okazało się, że pomysł Pruskiego nie cieszy się poparciem Ministerstwa Skarbu, które kontroluje radę nadzorczą PKO BP. W jej rękach jest też los prezesa banku. Szef resortu skarbu Aleksander Grad ogłosił, że prezes Pruski w ogóle nie konsultował z nim swojego planu. - Najpierw nowa emisja akcji i podwyższenie kapitału, a dopiero potem dywidenda - mówił stanowczo Grad. Rada nadzorcza oświadczyła nawet, że szef PKO BP może nie dostać absolutorium za 2008 r.

Wczoraj okazało się, że to były strachy na Lachy. Akcjonariusze zatwierdzili działalność wszystkich członków zarządu i udzielili im skwitowania.

- Dzięki dobremu zarządzaniu PKO BP odzyskał z rąk Pekao palmę pierwszeństwa na rynku - komplementowała prezesa Pruskiego szefowa rady Marzena Piszczek. Pomimo tych słów uznania trudno oczekiwać serdecznych stosunków między prezesem a radą nadzorczą, która kilka dni temu wnioskowała o nieudzielanie mu absolutorium. Pruski unikał odpowiedzi na pytanie, jak sobie wyobraża dalszą współpracę z radą nadzorczą. - Należy się koncentrować na sprawach strategicznych. To jest wielki bank i wszystko powinno być podporządkowane jego dalszemu rozwojowi - stwierdził krótko.

W kuluarach można było jednak usłyszeć, że rada nadzorcza na najbliższych posiedzeniach zastanowi się nad formułą dalszej współpracy z dotychczasowym prezesem.

Czy zdążą z emisją w tym roku?

Nie wiadomo, czy obniżenie dywidendy z ubiegłorocznego zysku do złotówki na akcję pogodzi interesy resortu skarbu i ministra finansów Jacka Rostowskiego. Przegłosowana wczoraj propozycja resortu skarbu nie daje bowiem gwarancji, że łączna dywidenda (ta wypłacona teraz i zaliczkowa za 2009 r.) zaspokoi oczekiwania ministra Rostowskiego.

Jeśli PKO BP w tym roku będzie miał niskie zyski, zaliczkowa dywidenda też będzie mizerna. I w sumie budżet państwa zarobi znacznie mniej, niż gdyby PKO BP już teraz wypłacił udziałowcom cały ubiegłoroczny zysk. Ministerstwo Skarbu proponuje co prawda "dodatkową dywidendę" w 2010 r., ale nie podaje w żadnych szczegółów.

Niektórzy analitycy widzą jeszcze jedno zagrożenie. Resort skarbu planuje przeprowadzenie wartej 5 mld zł emisji dopiero pod koniec roku (prawo do nabycia nowych akcji przysługiwałoby akcjonariuszom mającym akcje banku 29 października). To może oznaczać, że PKO BP nie zdąży z wypłatą dywidendy zaliczkowej jeszcze w tym roku. A to byłaby kolejna zła wiadomość dla ministra Rostowskiego.

Podczas obrad walnego głos zabrali też mniejszościowi akcjonariusze PKO. Występująca właśnie w roli akcjonariusza banku Aleksandra Natalli-Świat, polityk Prawa i Sprawiedliwości, skrytykowała pomysł wypłaty dywidendy. - To osłabi zdolność banku do udzielania kredytów i akwizycji innych banków, którym kryzys powinien sprzyjać - oświadczyła Natalli-Świat.

Prof. Jerzy Osiatyński, b. członek rady nadzorczej PKO BP (także występując jako posiadacz akcji banku), powiedział, że najlepsze byłoby rozwiązanie zgodne z dotychczasową polityką banku, czyli nie więcej niż 40-50 proc. ubiegłorocznego zysku na dywidendę.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów