Biznes Ludzie Pieniądze

Pakiet antykryzysowy wreszcie gotowy

Piotr Skwirowski
2009-07-01, ostatnia aktualizacja 2009-07-01 23:44

Późnym wieczorem Sejm przyjął w środę ustawy z pakietu antykryzysowego. Pakiet podoba się pracodawcom, związkowcom zdecydowanie mniej.

Tzw. postojowe dla firm z pakietu antykryzysowego wzbudziło kontrowersje.
Fot. Bartłomiej Barczyk / AG
Tzw. postojowe dla firm z pakietu antykryzysowego wzbudziło kontrowersje.
 0,02MB
0,02MB
Pakiet wychodzi z Sejmu w wersji zbliżonej do tego, co zaproponował rząd. W czasie wieczornych głosowań posłowie przyjęli tylko jedną, niezbyt istotną z przeszło 20 poselskich poprawek. - Poprawki znacząco poprawiały pakiet - ubolewała Elżbieta Rafalska z PiS.

Pakiet to rządowe ustawy: •  o łagodzeniu skutków kryzysu ekonomicznego dla pracowników i przedsiębiorców •  oraz nowelizacja przepisów o podatku od dochodów osobistych. W sumie 10 z 13 punktów pakietu antykryzysowego przyjętych po kilkumiesięcznych, żmudnych negocjacjach przez Komisję Trójstronną. Mają pomóc firmom w okresie recesji i spadku zamówień. W zamian za dopłaty do pensji pracowników w czasie przestojów i możliwości elastycznego kształtowani ich czasu pracy firmy mają się powstrzymać od zwolnień. Większość z tych rozwiązań ma obowiązywać przez dwa lata.

Burza o elastyczny czas pracy i postojowe

Pakiet jeszcze nie wszedł w życie, a już zdążył wzbudzić ogromne emocje. Wściekłość związkowców wywołała np. decyzja rządu, żeby z pakietu mogły korzystać wszystkie firmy, a nie tylko te, które wpadły w tarapaty z powodu kryzysu. Liczyli, że to uda się zmienić w Sejmie, ale w środę w głosowaniach koalicjanci z PO i PSL zgodnie opowiedzieli się przeciwko poprawkom, które w ich imieniu zgłaszali posłowie opozycji. W zamian opozycja wstrzymała się od poparcia ustawy łagodzącej skutki kryzysu.

Związkowcy obawiają się, że teraz najważniejsze rozwiązanie w pakiecie, czyli tzw. uelastycznienie czasu pracy, obróci się przeciwko pracownikom. Pracodawca będzie mógł dowolnie kształtować czas pracy pracowników, mógłby więc zażądać, by najpierw pracowali np. po sześć godzin dziennie, potem po 10. I nie musiałby płacić za nadgodziny. Zdaniem związkowców, o ile takie uelastycznienie czasu pracy byłoby uzasadnione w firmach, które np. mają kłopoty z zamówieniami, to już w tych, które żadnych kłopotów nie mają, może być niebezpieczne dla pracowników.

- Wszelkie zmiany warunków zatrudnienia będą musiały zyskać akceptację przedstawicieli pracowników - uspokajała w czasie wieczornych głosowań minister pracy Jolanta Fedak. I tłumaczyła, że kryzys ma charakter domina i w przyszłości może obejmować także te firmy, które teraz jeszcze nie mają kłopotów.

Kontrowersje wywołały także dopłaty dla firm do tzw. postojowego. Rząd chce w ten sposób zachęcić firmy, by zamiast zwalniać pracowników, w okresie przestojów wypłacały im pensję minimalną, czyli 1276 zł brutto. Państwo dopłaciłoby do niej blisko połowę. Z dopłat mogłaby skorzystać firma, której zamówienia spadły o co najmniej 25 proc.

Problem w tym, że wedle przepisów UE rządowe dopłaty stanowiłyby tzw. pomoc publiczną. Musi się więc na nie zgodzić Komisja Europejska. - Ile czasu na to potrzeba i czy firmy pogrążone w kryzysie zdążą w ogóle skorzystać z dopłat w tym roku? - pytali posłowie. Minister pracy zapewniła, że rząd już stara się o taką akceptację KE. Decyzja może być już w lipcu.

Mniej wątpliwości budziło inne odejście od ustaleń z Komisji Trójstronnej. Chodzi o wynegocjowane zwolnienie od podatku bonów towarowych o wartości 380 zł rocznie, które pracownicy dostają z pieniędzy zakładowego funduszu socjalnego lub funduszy związków zawodowych. Rząd zamiast bonów postanowił zwolnić z podatku gotówkę, także do 380 zł rocznie, wypłacaną pracownikom z funduszy zakładowych. Tę zmianę związkowcy przyjęli z zadowoleniem - bony przywiązywały do określonych, głównie dużych sieci handlowych, gotówką można rozporządzać swobodniej.

Pakiet dopisuje także do katalogu zwolnień podatkowych zapomogi z funduszy zakładowych lub międzyzakładowych organizacji związkowych. Zwolnienie obejmie zapomogi do wysokości nieprzekraczającej w ciągu roku 638 zł (połowa minimalnego wynagrodzenia).

Każdy trochę ustąpił

- Z punktu widzenia eksperta, który w pracach nad pakietem reprezentował pracodawców, mogę powiedzieć, że to, iż udało się wypracować jakieś kompromisy, jest sukcesem. Każdy przeciwko czemuś protestował. Związkowcy nie chcieli elastycznego czasu pracy. Rząd mówił, że nie może dać oczekiwanych przez związkowców pieniędzy na pomoc firmom. Ostatecznie każdy trochę ustąpił i jest pakiet - powiedział "Gazecie" Jacek Męcina z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan", przedstawiciel pracodawców w Komisji Trójstronnej. - Jeśli spojrzeć na to, jak firmy próbują sobie radzić, wysyłając ludzi na przymusowe urlopy, skracając czas pracy, obcinając niektóre składniki wynagrodzenia czy wreszcie zwalniając część załogi, to każde z rozwiązań zapisanych w pakiecie jest od tego o niebo lepsze - dodał.

- Pakiet był trudnym kompromisem. Niestety, ten kompromis został zburzony. Źle się stało - ocenia tymczasem przewodniczący "Solidarności" Janusz Śniadek. Przyznaje, że ciągle są w pakiecie rozwiązania korzystne dla pracowników, ale jest też wiele niekorzystnych. Takich, które zamiast stabilizować sytuację pracowników, pogarszają ją. I pozwalają pracodawcy uderzyć w pracownika. - Oczywiście chodzi tu o rozszerzenie wbrew uzgodnieniom możliwości stosowania elastycznego czasu pracy na wszystkie firmy. Nie tylko te pogrążone w kryzysie. Pakiet daje też firmom możliwość zawierania z pracownikami umów na czas określony przez okres aż 24 miesięcy - wyliczał przewodniczący "S". Jego zdaniem możliwość obniżania pensji pracowników, choćby poprzez niewypłacanie pieniędzy za nadgodziny, uderza w ich siłę nabywczą, co przełoży się na ograniczenie popytu. - To zaszkodzi całej gospodarce, zamiast pomagać jej podźwignąć się z kryzysu - uważa Janusz Śniadek.

Przekonuje też, że oprócz tych błędów merytorycznych w pakiecie są też inne ułomności. - Nie ma np. mowy o tym, jak ograniczony czas pracy czy postojowe będą liczone do emerytur osób, które mają prawo do świadczeń pomostowych. Ponadto rząd chce przezwyciężyć kryzys, nie wykładając na to ani grosza z budżetu. Dopłaty dla firm mają pochodzić z Funduszu Pracy, na który zrzucają się pracodawcy. A co się stanie, jeśli w Funduszu zabraknie pieniędzy? Nic na ten temat nie wiemy - wylicza przewodniczący "S". Jego zdaniem w porządnym dokumencie to wszystko powinno być rozstrzygnięte.

- W sumie to wszystko powoduje nasze absolutne wzburzenie - tłumaczy Śniadek. Co będzie dalej? - Związek nie ma możliwości zatrzymania ustawy. Ale jest jeszcze Senat. Może tam dojdzie w końcu do namysłu nad tymi przepisami. Może rząd zacznie rozmawiać i słuchać naszych argumentów - mówi z nadzieją w głosie. I ciągle nie wyklucza zawieszenia udziału "Solidarności" w pracach Komisji Trójstronnej.

- Partnerom społecznym nie we wszystkich punktach udało się uzyskać porozumie - przyznała w środę wieczorem w Sejmie minister Jolanta Fedak. - Ciągle jednak istnieje jeszcze niewielka szansa na osiągnięcie kompromisu - dodała.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3

2 głosy