Za Pirate Bay, jeden z najpopularniejszych pirackich serwisów, szwedzka spółka Global Gaming Factory ma zapłacić ok. 7,7 mln dol. (60 mln koron szwedzkich). GGF, właściciel jednej z największych sieci kawiarenek internetowych i klubów dla graczy, poinformował o transakcji w ostatni wtorek.
Tymczasem okazało się, że zakup Pirate Bay, z którego co miesiąc korzysta ponad 20 mln osób z całego świata, wziął pod lupę nadzór szwedzkiej giełdy.
Jak pisze Wired, zanim Global Gaming ogłosiło zamiar kupna Zatoki Piratów, na giełdzie jego akcje cieszyły się umiarkowanym zainteresowaniem - co dzień średnio ok. 162 tys. akcji spółki zmieniało właściciela, a w pierwszej połowie czerwca kurs akcji GGF oscylował wokół 9 centów. I raptem, 22 czerwca, tydzień przed ogłoszeniem transakcji, kurs wystrzelił w górę - zanim nadzór zawiesił notowania, sprzedano ponad 1,2 mln akcji, a cena za jeden papier Global Gaming wzrosła prawie dwukrotnie, do 18 centów.
- Są powody, by przypuszczać, że nastąpił przeciek informacji - mówi Peter Gönczi, wiceszef szwedzkiej giełdy AktieTorget. Dodaje, że spółka nie podawała publicznie żadnych wiadomości, które uzasadniałyby tak nagły skok kursu.
Notowania wznowiono właśnie we wtorek, 30 czerwca, gdy GGF ogłosiło przejęcie Pirate Bay - na zamknięciu tego dnia płacono za akcję już 38 centów (obrót tego dnia wyniósł 5,8 mln akcji). Dzień później papiery potaniały do 25 centów, przy obrocie prawie 7 milionów akcji.
Gönczi dodaje jednak, że zarząd giełdy będzie bacznie się przyglądał nowemu nabytkowi GGF (spółka chce sfinalizować przejęcie Pirate Bay w sierpniu br.). I może wówczas rozpocząć śledztwo na większą skalę. - AktieTorget nie pozwoli, by przedsiębiorstwa zajmujące się kryminalną działalnością, były notowane na giełdzie - mówi.
A niepokój szwedzkiego nadzoru budzi wyrok z kwietnia br. - czwórka współzałożycieli serwisu Pirate Bay została wówczas skazana na rok więzienia i 3,6 mln dol. za pomocnictwo w łamaniu praw autorskich. Odwołali się od wyroku.