Komentarz na
blogu Marka Wielgo.
Posłowie PiS zaproponowali przekształcenie ogrodów we wspólnoty na wzór mieszkaniowych. Działkowcy nie należeliby do Polskiego Związku Działkowców (PZD), bo ten byłby zlikwidowany, a jego majątek - znacjonalizowany. Jednak np. budynki oraz infrastruktura techniczna na terenie ogrodów stałyby się współwłasnością ich użytkowników. Ci mogliby złożyć w gminie wniosek o wykup swojej działki z bonifikatą sięgającą 99 proc. jej wartości.
- System "radziecki" chcemy zamienić w system obywatelski oparty na własności - przekonywał posłów Andrzej Dera z PiS. Z marnym skutkiem. - Nie konsultowaliście tego projektu z milionową rzeszą działkowców? I to jest właśnie bolszewizm. Władza radziecka nie pytała zainteresowanych. Władza wiedziała lepiej - ripostował Stanisław Kalemba z PSL. Przypomniał, że w ubiegłym roku PZD zebrał ponad 600 tys. podpisów pod protestem przeciwko pomysłom uwłaszczeniowym.
I właśnie za nie autorom projektu oberwało się wczoraj w Sejmie najwięcej. Wiesław Szczepański z Lewicy zwrócił uwagę, że uwłaszczenie jest fikcją, gdyż ok. 680 tys. działkowców nie ma szans na wykup. Ich ogrody mają nieuregulowaną sytuację prawną, np. są objęte roszczeniami dawnych właścicieli. Poza tym, uwłaszczenie działkowców oznaczałoby wywłaszczenie gmin, na co te się nie zgodzą.
Halina Rozpondek z PO obawia się, że po rozwiązaniu PZD, ogrody pogrążyłyby się w chaosie. Wprawdzie sprawami organizacyjnymi mieliby się zająć pełnomocnicy gminni. Problem w tym, że w miastach, w których jest np. setka ogrodów, trzeba byłoby powołać armię urzędników.
Kluby PO, PSL i Lewicy uznały, że szkoda czasu na zajmowanie się projektem PiS i zaproponowały jego odrzucenie już w pierwszym czytaniu.
Pod kuratelą PZD jest blisko 5 tys. ogrodów z ok. 965 tys. działek o łącznej powierzchni przeszło 33,5 tys. ha. Często są to tereny w bardzo atrakcyjnych rejonach miast. Najgłośniej uwłaszczenia do domagają się użytkownicy ogródków, którzy - wbrew prawu - postawili na nich tzw. ponadnormatywne altany. Zdarza się, że są to domki nadające się do zamieszkania przez cały rok, wyposażone w prąd, wodę i kanalizację. Są też i tacy, którzy twierdzą, że związek pobiera od nich haracz (obecnie 15 gr za m kw.) i marzą, by stać się wolnymi właścicielami swoich działek.