- Sezon letni jest kluczowy dla przychodów linii lotniczych i z pewnością przyniesie im oddech - mówi "Gazecie" Anthony Concil, dyrektor komunikacji w Międzynarodowym Zrzeszeniu Przewoźników Powietrznych (IATA). - Być może już osiągnęliśmy dno, jeśli chodzi o spadki liczby pasażerów, ale biorąc pod uwagę przychody linii, ciągle jesteśmy daleko od ożywienia.
Przewoźnicy tną więc koszty, gdzie się da. British Airways ma według informacji telewizji Sky zwolnić nawet 5 tys. osób z 40 tys. zatrudnionych. Do tego płace w firmie mają być zamrożone na dwa lata. Wcześniej szef firmy Willie Walsh w apelu do załogi wezwał do przepracowania jednego miesiąca w roku za darmo.
Anthony Concil zwraca uwagę, że tylko w maju spadek liczby pasażerów w liniach należących do IATA sięgnął 9,3 proc., ale przychody linii były aż o 25-30 proc. niższe niż rok temu, m.in. ze względu na spadek przelotów w klasie biznes.
- Kluczowe będą miesiące jesienne. Liczymy na to, że ustabilizuje się rynek w obu ważnych dla nas segmentach - klasie ekonomicznej i biznes - mówi "Gazecie" Maria Kowalewska, dyrektor generalny Lufthansy w Polsce.
Polski rynek jeszcze kilka lat temu rósł w tempie 20-30 proc. rocznie. Przyrost był tak duży, że porty nie nadążały z rozbudową infrastruktury lotniskowej. Linie bez większego kłopotu pozyskiwały nowych klientów. Ale teraz linie lotnicze muszą toczyć prawdziwe boje o pasażerów, prześcigając się na promocje, a niejeden włodarz portu lotniczego pewnie się zastanawia, czy miliony wydane na rozbudowę lotniska były dobrym pomysłem. Według Urzędu Lotnictwa Cywilnego w I kw. cały polski rynek skurczył się o ponad 15 proc.
- Ludzie ciągle chcą latać, ale nie są gotowi płacić tyle, co wcześniej, za bilety - mówił niedawno "Gazecie" József Váradi, prezes Wizz Air. - To szansa dla przewoźników niskokosztowych.
Najwięksi tani przewoźnicy działający w Polsce - Wizz Air i Ryanair, zwiększają udziały w rynku. Węgierski przewoźnik mniej więcej utrzymał w I kw. liczbę pasażerów z poprzedniego roku, a irlandzki zanotował według ULC wzrost o ponad 20 proc. Znacznie mniej natomiast latają m.in. easyJet i Norwegian. Ta pierwsza linia właśnie rezygnuje z lotów do Warszawy ze względu na podniesienie opłat lotniskowych po likwidacji terminalu Etiuda.
Wśród tradycyjnych przewoźników dobrze radzi sobie Lufthansa, która w I kw. według danych ULC zanotowała 6-proc. wzrost przewozów. - Rynek cały czas odczuwa spadek rezerwacji, ale my sobie jakoś radzimy - mówi Maria Kowalewska. Linia od stycznia do maja przewiozła 425 tys. pasażerów w Polsce, tymczasem w całym 2008 r. było to nieco ponad milion.
- Liczymy na wzrost w całym roku. Mamy mocną pozycję, latamy z siedmiu miast w Polsce. Oferujemy ponad 420 rejsów tygodniowo pomiędzy Polską i Niemcami - mówi Kowalewska. - Aż 50 proc. pasażerów latających z nami z Polski później przesiada się do samolotów na trasy interkontynentalne. Dużo osób przez
Niemcy lata z nami też do innych miast w Europie. Mają do wyboru 161 miast w 39 europejskich krajach - dodaje.
Dla tradycyjnych przewoźników problemem jest spadek zapotrzebowania na loty w pierwszej klasie, które generują więcej przychodów.
- Szybciej spada popyt na loty w klasie biznesowej. Zwiększamy więc liczbę miejsc w klasie ekonomicznej - mówi Maria Kowalewska. - Ale na polskim rynku pomimo kryzysu obserwujemy wzrost przewozów korporacyjnych, chociaż niekoniecznie w klasie biznes - dodaje.
Ten rok zaczął się fatalnie dla przechodzącego głęboką restrukturyzację LOT-u. Z danych ULC wynika, że w I kw. narodowy przewoźnik zanotował aż 24-proc. spadek przewozów, co było skutkiem m.in. obcięcia wielu nierentownych połączeń i generalnie dużo mniejszego zapotrzebowania pasażerów na latanie.
- Teraz jest nieco lepiej. Mimo że rynek się kurczy, my powoli zaczynamy z powrotem odbijać pasażerów konkurencji. To wynik naszej wzmożonej aktywności, promocji, które oferujemy - zapewnia Paweł Pudłowski, wiceprezes LOT-u ds. handlowych. Choć jego zdaniem nie ma co jeszcze wpadać w przesadny optymizm, bo nieco lepsze wyniki mogą być związane z letnim sezonem. Lada moment LOT ma przedstawić nową strategię na kryzysowe czasy.
Taka strategia przyda się każdej linii, bo po sezonie letnim powróci szara jesienna rzeczywistość. Według IATA w całym roku straty linii lotniczych na świecie sięgną 9 mld dol., tylko w I kw. wyniosły już 3 mld dol. - Ale nasza prognoza opiera się na założeniu, że ceny paliwa w tym roku wyniosą średnio 56 dol. za baryłkę, 65 dol. w II połowie roku. Linie będą miały prawdziwy kłopot, jeśli ceny paliwa wzrosną jeszcze, zanim odbije się światowa gospodarka - mówi Anthony Concil. Obecnie baryłka ropy kosztuje ponad 70 dol.