Autostrada Wielkopolska, spółka kontrolowana przez Kulczyka, wybudowała w latach 2000-04 ponad 130 km płatnej autostrady A2 na kluczowej trasie wschód - zachód. Zarządzaną przez Kulczyka autostradą jeździ się dziś z Konina do Nowego Tomyśla. A przed tygodniem spółka podpisała końcowe umowy z rządem w sprawie budowy ostatniego koncesyjnego odcinka - 106 km do Świecka. Więcej autostrad w naszym kraju Kulczyk już raczej nie wybuduje, bo koncesje są już rozdane.
Jaki jest bilans przygody Jana Kulczyka z
autostradami? Czy państwo na tym zyskało, czy straciło?
To nie takie proste.
A2 jest pierwszym tak dużym projektem realizowanym w systemie partnerstwa publiczno-prywatnego w Polsce. Ten system polega na tym, że państwo wyznacza warunki inwestycji służącej celom publicznym, a prywatny przedsiębiorca buduje, a potem czerpie zyski z przedsięwzięcia.
Jak wyszedł ten pionierski projekt? Jeśli chodzi o finanse, to nie mam wątpliwości, że Kulczyk nie narzeka. Trasą A2 jeździ mnóstwo samochodów, Autostrada Wielkopolska nie ma najmniejszych problemów ze spłatą kredytów zaciągniętych na budowę trasy. Zwłaszcza odkąd otrzymuje z
budżetu państwa wysokie rekompensaty za przejazdy tirów. Dostaje je, bo zgodnie z unijnym prawem nie można pobierać podwójnych opłat za przejazdy, a zatem kierowca ciężarówki z winietą nie musi już płacić myta. Tyle że prywatnej spółce, która zbudowała drogę, trzeba wypłacić odszkodowanie.
A co ma z tej umowy państwo? Na pewno dość szybko - jak na polskie realia - wybudowany spory kawałek autostrady. Ale szybko nie znaczy wcale, że na czas. W chwili podpisywania umowy Autostrada Wielkopolska obiecywała, że trasę
Łódź -Świecko zbuduje do 2001 r.! Szybko nie znaczy też porządnie, bo cienką nawierzchnię autostrady trzeba było remontować i wzmacniać znacznie wcześniej, niż planowano - już po czterech latach od otwarcia. Na odcinku
Poznań - Nowy Tomyśl remonty trwają zresztą do dziś, a kierowcy mimo obniżonego komfortu jazdy płacą normalne stawki.
Choć prawa nie złamano, to z powodów opisanych wyżej w świadomości przeciętnego kierowcy autostrada Kulczyka i tak funkcjonuje jako "przekręt". A wszystko jest zgodne z prawem, bo spółka Kulczyka świetnie radziła sobie z kolejnymi rządami w Polsce, uzgadniając co rusz korzystne dla siebie zmiany w umowie koncesyjnej. Tylko rząd Prawa i Sprawiedliwości nie chciał mieć z Kulczykiem nic wspólnego i blokował rozmowy z Autostradą Wielkopolską. Nie zaproponował jednak żadnego innego pomysłu na dokończenie A2 i w efekcie przygotowania do budowy najważniejszego odcinka - tego do granicy z Niemcami - opóźniły się o kolejne dwa lata.
W połowie lipca buldożery rozpoczną prace właśnie na odcinku do Świecka, gotowy ma być za dwa i pół roku. Włączenie A2 w europejską sieć autostrad zapewne przyniesie Kulczykowi jeszcze większe przychody. Tym bardziej że w 2012 r. autostrada wydłuży się też do Warszawy. Drogą łączącą stolice Niemiec i Polski sunąć będą tysiące aut dziennie.
Na szczęście wygląda na to, że ten ostatni "kulczykowy" odcinek zostanie wreszcie wybudowany nie tylko na czas, ale także porządnie. Zamiast pękającego asfaltu będzie miał trwałą, betonową nawierzchnię. Na trasie powstanie więcej węzłów niż na istniejącym odcinku A2, a bramki do poboru opłat będą zlokalizowane na zjazdach, unikniemy więc przymusowych postojów. To będzie po prostu dobra droga.
Wygląda też na to, że podczas negocjacji w sprawie ostatniego odcinka państwo lepiej zadbało o finanse. Dziś na autostradzie obowiązuje system, w którym myto wpada bezpośrednio do kieszeni firmy. Dodatkowo państwo płaci wysokie odszkodowania za bezpłatne przejazdy tirów. Na nowym odcinku przychody z przejazdów trafią do budżetu państwa, a firma otrzyma ryczałt za tzw. dostępność. Będzie miał stałą wysokość, niezależną od tego, ile samochodów przejedzie trasą. Jako że pewnie będzie ich sporo, jest wysoce prawdopodobne, że państwo nie tylko będzie płacić spółce Kulczyka (jak na odcinku Konin - Nowy Tomyśl), lecz także co nieco zarobi.
Odcinek autostrady do Świecka, w przeciwieństwie do poprzednich, gdzie interes robiła tylko jedna strona, może stać się dobrym przykładem partnerstwa publiczno-prywatnego. I koniec końców w kwestii dróg Jan Kulczyk może - mimo wszystko - pozostawić po sobie dobre wrażenie. No i 250 km autostrady.