W ubiegły wtorek Steve Perkins, trader z największej firmy obracającej ropą PVM Oil Associates, bez wiedzy pracodawcy zawarł ogromną liczbę
kontraktów terminowych na dostawę tego surowca, a rynek ruszył jego śladem w przekonaniu, że pewnie dysponuje jakimiś cennymi informacjami, np. o charakterze geopolitycznym, pisze "Financial Times". W ciągu godziny ceny wzrosły z 71 do 73,5 dol. za baryłkę, czyli najwyższego poziomu w tym roku. PVM straciło na tej operacji 10 mln dol., a ceny unormowały się dopiero w czwartek.
W maju indeks towarowy
Goldman Sachs wystrzelił w górę o 20 proc. To największy notowany w historii wzrost w ciągu miesiąca. Zwyżkują ceny metali potrzebnych do produkcji przemysłowej, takie jak ołów i nikiel. Czy to znaczy, że mamy poprawę koniunktury? Niekoniecznie.
Ten gwałtowny wzrost może nie tyle oznaczać ozdrowienie, ile drgawki chorego, które jeszcze bardziej wyczerpią jego ledwo żywy organizm, pisze "Economist". Wysokie ceny mogą zdusić anemiczne oznaki poprawy koniunktury.
Choć wyjątkowo spektakularny, przypadek Perkinsa nie jest to jedyny przykład spekulacji na giełdach towarowych, w kryzysie szczególnie podatnych na gwałtowne zmiany nastrojów. Niestety, spekulacje trudno udowodnić. Nowe regulacje wymuszające większą przejrzystość działania w
kontraktach terminowych wciąż są przedmiotem jedynie teoretycznych dyskusji.
Kryzysowe niskie ceny żywności również należą już do przeszłości. Pomiędzy grudniem i czerwcem indeks notowań towarów spożywczych poszedł w górę o jedną trzecią, mimo że tegoroczne zbiory na świecie zapowiadają się niezwykle obficie. Najbardziej, bo o połowę, wzrosły ceny soi i cukru. Czy oznacza to, że wracamy do scenariusza sprzed kryzysu, w którym gwałtownie drożejąca żywność przyniosła w wielu rejonach świata widmo głodu?
Tego nie wie nikt, ale najnowszy "Economist" zastanawia się nad możliwymi przyczynami obecnej zwyżki popytu i cen. Wymienia wśród nich odtwarzanie przez rządy zapasów poważnie naruszonych w czasach największej drożyzny. Ponadto znów opłaca się przeznaczać areał rolny na produkcję etanolu zamiast żywności (przy cenie powyżej 3 dol. za galon paliwa). Być może odegrały też pewną rolę programy pomocy najuboższym w takich krajach rozwijających się jak
Chiny i
Indie, które wciąż mogą pochwalić się wzrostem gospodarczym.
Mimo głębokiego kryzysu żywność dziś jest droższa niż w 2006 roku. To najlepszy dowód na to, że kosmiczne ceny z 2008 roku nie były jedynie chwilową bańką na rynku, lecz odzwierciedleniem niedostatku produkcji żywności na świecie, który jest zjawiskiem długofalowym.
A więc wygląda na to, że drożyzna nie odeszła wraz z dobrą koniunkturą. Wysokie ceny na giełdach towarowych dadzą się we znaki nam wszystkim. Jak obliczyli dla przykładu kanadyjscy ekonomiści, wzrost cen paliwa o 45 centów za galon jest równoznaczny z tym, że amerykańskim konsumentom ubywa z portfela 60 mld dol. rocznie.