Biznes Ludzie Pieniądze

Rząd nie pomaga ustawie chroniącej polskich inwestorów

Tomasz Prusek
06.07.2009 , aktualizacja: 06.07.2009 00:17
A A A Drukuj
Ustawa wprowadzająca w Polsce unijne standardy ochrony inwestorów utknęła w Trybunale Konstytucyjnym. Rząd mógłby jednak zmniejszyć ich ryzyko. Gdyby oczywiście chciał
Na unijną dyrektywę, która ma chronić inwestorów, czeka Polska, tym bardziej że i u nas dramat przeżyły setki firm.
Fot. Rafał Michałowski / AG
Na unijną dyrektywę, która ma chronić inwestorów, czeka Polska, tym bardziej że i u nas dramat przeżyły setki firm.
SERWISY
Na unijną dyrektywę, która ma chronić inwestorów, czeka Polska, tym bardziej że i u nas dramat przeżyły setki firm. Choćby tych, które przed rokiem zdecydowały się na spekulacje walutowe i weszły w opcje. A teraz płaczą i płacą bankom grube miliony, brnąc w straty, a nawet padając. Przy każdej okazji podnoszą, że nie wiedziały, co robiły, że padły ofiarą namowy bankowych dilerów, którzy - motywowani premiami - wciskali im opcje, bagatelizując ryzyko walutowe.

Przed tym właśnie ma zabezpieczać MiFID (Markets in Financial Instruments Directive - dyrektywa w sprawie rynków instrumentów finansowych). Nie wszystkie bowiem produkty finansowe są dla wszystkich klientów, którzy mają pieniądze. Unia chce, by instytucje finansowe dostrzegły ryzyko, które podejmuje ich klient. Dlatego najpierw trzeba zbadać jego doświadczenie w inwestowaniu i to, na ile rozumie, czym są "produkty". I ostrzec go, gdy nie wie, co czyni.

Jeden z bankowców - poza protokołem - tłumaczy to tak: "Jeśli do oddziału wejdzie baba z wiązką uzbieranego w lesie chrustu na plecach, to nie powinna wkładać oszczędności w ryzykowne fundusze akcji". Poza tym, że nie wiadomo, czemu podaje przykład "baby", a nie "chłopa" (a raczej wiadomo czemu), dobrze wyraża istotę sprawy. Bank ma chronić klienta przed ryzykiem, którego on/ona nie jest w stanie docenić. Nawet kosztem swych bankowych dochodów, bo od sprzedaży produktów ma prowizję, a doradca wyrabia limity sprzedażowe, aby dostać premię - co w "Ludziach i Pieniądzach" niedawno zdemaskował Rafał Lorek.

Eksperci firmy doradczej Deloitte twierdzą, że nasze banki nie sprawdzały, czy klienci dostatecznie dużo wiedzą o oferowanych im produktach, i dlatego w opcje weszły firmy, które nie powinny.

Banki odpowiadają, że dyrektywy przestrzegają, mimo że formalnie nie obowiązuje ona w Polsce. Przecież jesteśmy kontrolowani przez zagraniczne banki z krajów, gdzie te zasady zostały już dawno przyjęte - mówią. Zapewne różnie bywało, ale czystego sumienia banki na pewno nie mają. I dyrektywa się przyda.

Wprowadzaniu MIFiD-u od początku towarzyszył pech. Ta dyrektywa UE z 2004 r. miała wejść do Polski do 1 listopada 2007 r. Nie udało się, bo trafiły się przedterminowe wybory. Nowy parlament uchwalił nowelizację ustawy o obrocie instrumentami finansowymi, ale ona wciąż nie obowiązuje, bo czeka na werdykt Trybunału Konstytucyjnego. Skierował ją tam we wrześniu 2008 r. Lech Kaczyński, przy czym prezydentowi nie chodziło wcale o MiFID, tylko o zapisy o NBP. Dyrektywa znalazła się w "złym towarzystwie".

W Trybunale usłyszeliśmy, że nie można powiedzieć nawet w przybliżeniu, kiedy "obroty" trafią na wokandę. Tymczasem codziennie rzesze klientów indywidualnych i przedsiębiorców korzystają z usług instytucji finansowych, kupują produkty polecane przez bankowców, ryzykują. Nie mają pewności, czy gra ich pieniędzmi jest prowadzona fair.

Można z założonymi rękami czekać, aż Trybunał pochyli się nad ustawą. Ale to zły pomysł. Politycy powinni ruszyć sprawę z miejsca. Nawet wiadomo jak.

Gdy rządowi na czymś zależy, to Sejm pracuje według zasady "wszystkie ręce na pokład". Widzieliśmy to, gdy decydowała się wypłata dywidendy z Giełdy Papierów Wartościowych oraz Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. Budżet miał taką chrapkę na setki milionów zgromadzonych w tych instytucjach, że znalazł na to patent. Posłowie PO błyskawicznie przygotowali nowelizację ustawy o obrocie w części dywidendowej. Sejm uchwalił ją ekspresowo. Senat nie zgłosił poprawek. Brak już tylko podpisu prezydenta.

A co z MiFID-em? Można sarkastycznie powiedzieć, że dyrektywa unijna ma poważną wadę - nie zapewnia wypłaty choćby grosza dla skarbu państwa. Ma "tylko" chronić interesy inwestorów, którzy są słabsi w starciu z instytucjami finansowymi.

Nie wierzę jednak, by nasi politycy byli aż tak nieludzcy i nie chcieli zastosować podobnego manewru legislacyjnego w interesie naszych portfeli. Zwłaszcza że - jak powiedziałby współczesny Machiavelli - portfele też głosują.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos