Biznes Ludzie Pieniądze

"Washington Post" przeprasza czytelników

Vadim Makarenko
06.07.2009 , aktualizacja: 06.07.2009 20:34
A A A Drukuj
Wydawca "Washington Post" planował cykl spotkań z politykami, urzędnikami i lobbystami, w których mieli brać udział dziennikarze gazety. Inne media nie zostawiły na gazecie suchej nitki.
"Chcę przeprosić za nasze planowane przedsięwzięcie, które zeszło na manowce, oraz za to, że mogliśmy dać wam jakikolwiek powód do zwątpienia w naszą uczciwość i niezależność" - napisała Katharine Weymouth, wydawca dziennika "Washington Post" na weekendowych stronach z komentarzami.

W miniony czwartek dziennikarze popularnej wśród urzędników i polityków waszyngtońskiej gazety „Politico" opisali ulotkę promującą Salon „Washington Post". Określono tak cykl 11 spotkań w domu Weymouth, na których mieli spotykać się przedstawiciele administracji, lobbyści oraz publicyści gazety. Firmy albo organizacje, które chciałyby sponsorować Salon miałyby wyłożyć 25 tys. dolarów, co pozwoliłoby im zapraszać tam własnych gości. Pierwsze spotkanie z udziałem ok. 20 gości zaplanowano na wtorek, 21 lipca. Według ulotki Salon „Washington Post" miał dawać możliwość „nawiązania kluczowych relacji z redakcyjnymi menedżerami »Washington Post « w neutralnym i nieformalnym otoczeniu". Uczestnicy pierwszego spotkania mieli prowadzić „nieoficjalną rozmowę" na temat reformy systemu opieki zdrowotnej.

Według informacji konserwatywnego "The Wall Street Journal" pomysł wywołał natychmiastową reakcję w redakcji. Naczelny gazety - Marcus Brauchli - poinformował w specjalnym liście, że dziennikarze nie wezmą udziału w spotkaniach.

„Teoretycznie nie można kupić reporterów »Washington Post «, ale można ich wynająć" - szydził „New York Times".

"Według doniesień prasowych gazeta oferowała lobbystom prywatne spotkania z dziennikarzami i redaktorami za 25 tys. dolarów" - informowała telewizja ABC.

„ »Washington Post « sprzedaje dostęp do Obamy" - wtórowali blogerzy.

W ogniu krytyki wydawca odwołał planowane spotkania. W liście do czytelników Katharine Weymouth podkreśliła, że treść ulotki nie została uzgodniona z nią ani z zespołem redakcyjnym gazety. „Od początku wyznaczyliśmy sztywne ramy spotkań, żeby były one zgodne z wartościami »Posta «. Gdyby imprezy sponsorowały inne firmy, wszystko byłoby na wyciągnięcie ręki - sponsorzy nie mieliby kontroli nad doborem tematów dyskusji ani specjalnego dostępu do dziennikarzy" - napisała wydawca dziennika, zaznaczając, że nic nie odbierałoby reporterom prawa do zadawania pytań.

Naczelny "Washington Post" przyznaje, że pomysł na kameralne kolacje był pomyłką. - Sądzę, że w tej chwili odbywa się rozsądna debata o tym, czy w ogóle powinniśmy to robić. Uważaliśmy, że możemy zrobić w ten sposób coś, co nie leży w sprzeczności z naszymi wartościami dziennikarskimi, ale w świetle ostatnich wydarzeń jest jasne, że to był błąd - powiedział Brauchli w wywiadzie dla agencji Associated Press.

"Wszyscy popełniamy błędy i mamy nadzieję, że zostaną one wybaczone. Przepraszam naszych czytelników za błąd, który popełniłam w tym przypadku. Jesteśmy wam oddani, nasi czytelnicy. Hołdujemy najwyższym standardom uczciwości. (...) Mam nadzieję, że nadal możemy liczyć na was jako czytelników i obiecujemy dostarczać wam niezakłócone informacje, bez stronniczości, napisane i zredagowane najlepiej, jak potrafimy" - napisała w liście Katharine Weymouth, wnuczka słynnej Katharine Graham - wydawcy "Washington Post" w czasach afery Watergate.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów