Pruski naraził się radzie na początku czerwca, kiedy zaproponował, żeby PKO BP przeznaczył prawie cały ubiegłoroczny zysk (prawie 3 mld zł) na dywidendę dla akcjonariuszy, a za kilka miesięcy wyemitował nowe akcje, które z nawiązką zasypałyby lukę w kapitałach.
Szedł w ten sposób na rękę ministrowi finansów Jackowi Rostowskiemu, który pilnie poszukiwał gotówki dla
budżetu. Problem w tym, że pomysł nie spodobał się Ministerstwu Skarbu, do którego należy ponad 51 proc.
akcji PKO BP i kontroluje radę nadzorczą. Szef resortu skarbu Aleksander Grad ogłosił, że prezes nie konsultował z nim swojego planu. - Najpierw nowa emisja akcji i podwyższenie kapitału, a dopiero potem dywidenda - grzmiał minister skarbu. Z informacji "Gazety" wynika, że nieporozumienie jest skutkiem braku komunikacji między resortami: Ministerstwo Finansów nie skonsultowało się ze skarbem państwa, bo... po prostu nikt nie spodziewał się, że minister Grad może tak ostro zareagować.
Dysonans między propozycjami prezesa i właściciela banku najpierw wbił cały rynek w osłupienie, a po czym rozpętała się prawdziwa burza. Na głowę Jerzego Pruskiego posypały gromy ze strony Komisji Nadzoru Finansowego i Narodowego Banku Polskiego, które alarmowały, że po wypłaceniu dywidendy bank nie będzie w stanie kredytować polskich konsumentów i firm.
Dyskusje nad tym, co zrobić z zyskiem PKO BP, trwały do ostatniego momentu - czyli do ubiegłego wtorku, kiedy odbyło się walne banku. W ostatniej chwili skarb państwa wybrał rozwiązanie kompromisowe - postanowił, że do kieszeni akcjonariuszy trafi na razie 1 mld zł. Natomiast jesienią PKO BP wypłaci drugą dywidendę, zaliczkową, na poczet zysku za 2009 r. Stanie się tak jednak pod warunkiem, że wcześniej bank wyemituje nowe akcje i zdobędzie 5 mld zł.
Stosunki między prezesem i radą nadzorczą są rozgrzane do czerwoności - tydzień temu rada zarekomendowała akcjonariuszom zebranym na walnym, żeby nie udzielali Pruskiemu absolutorium. Brak absolutorium oznacza, że właściciele nie akceptują tego, jak prezes wywiązywał się z powierzonych mu obowiązków.
Ostatecznie prezes PKO BP absolutorium dostał, ale w kuluarach można było usłyszeć, że rada nadzorcza utraciła do prezesa zaufanie i będzie musiała się zastanowić nad formułą dalszej z nim współpracy. Sam Pruski komentarzy unikał: - Należy się koncentrować na sprawach strategicznych. To jest wielki bank i wszystko powinno być podporządkowane jego dalszemu rozwojowi.