- Może konkurenci wiedzą więcej niż my, np. że prezes UKE zdecyduje się podzielić TP, i dlatego o karcie nie warto w ogóle rozmawiać? - zastanawia się Piotr Muszyński, członek zarządu TP.
Zrzeszająca operatorów alternatywnych Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji (KIGEiT) tłumaczy decyzję o zerwaniu rozmów niemożnością dogadania się z TP. - Nie mamy pewności, że po wdrożeniu karty operatorzy alternatywni będą traktowani tak samo jak część detaliczna TP. Dlatego naszym zdaniem jedyną szansę na poprawę współpracy TP z innymi graczami daje proponowana przez UKE separacja funkcjonalna - zaznacza Wojciech Gawęda z KIGEiT. I przypomina, że równe traktowanie wszystkich graczy zwiększy konkurencję na rynku, co przyczyni się do poprawy jakości oferowanych usług.
Muszyński jest decyzją Izby zdziwiony. - Byłem osobiście zaangażowany w proces budowania jak najlepszej współpracy między TP a innymi operatorami. Podczas debaty UKE 17 czerwca zaproponowałem stworzenie zespołów roboczych zajmujących się konkretnymi sprawami do rozwiązania. Wtedy wszyscy chcieli rozmawiać. Ustaliliśmy, że spotkania będą pod auspicjami UKE. Nagle po dwóch tygodniach okazało się, że KIGEiT zmienił zdanie. Moim zdaniem więcej jest w tej decyzji PR-u niż merytoryki - przekonuje.
Jak podkreśla, zrozumiałby, gdyby taka reakcja była następstwem długich rozmów, w czasie których TP nie wykazałaby dobrej woli porozumienia. - Ale jest wręcz odwrotnie. Zależy nam na konstruktywnej współpracy z operatorami. Dlatego moim zdaniem, zrywając rozmowy, KIGEiT dał sygnał, że nie interesuje go wspólne rozwiązywanie problemów i stabilizacja na rynku - mówi Piotr Muszyński.
Ogłaszając swoją decyzję, KIGEiT przytoczył przykład budynków, które "znikają" z rejestrów TP, co sprawia, że operatorzy alternatywni nie mają pełnego wglądu w bazę abonentów. Zdaniem Muszyńskiego wynika to jednak z uzgodnień z samymi operatorami alternatywnymi.
- Chcieli, żeby absolutnie wszyscy klienci, którzy albo przestali być abonentami TP, albo definitywnie zrezygnowali z telefonu stacjonarnego, nie byli "widoczni" w raportach, z których korzysta część detaliczna TP. Teraz okazuje się, że tak zdefiniowany raport wymaga modyfikacji. Na szczęście nie jest trudno przywrócić te budynki z powrotem do rejestru - mówi.
Muszyński odpiera też argumenty, że TP o karcie tylko mówi, zamiast już realizować jej postanowienia.
- Mamy m.in. system KPI (wskaźniki jakości świadczenia usług hurtowych i detalicznych pozwalające sprawdzać, czy firma nie stosuje dyskryminacji operatorów), wydzieloną osobną część hurtową, oddzielamy też od części detalicznej dział obsługi operatorów-klientów - wylicza Muszyński. I dodaje: - Ostatnio uruchomiliśmy kosztem 2 mln zł system Check, który pozwala konkurencji szybko sprawdzić dostępność i parametry naszych linii. Przekonuje, że cały proces wprowadzenia Karty równoważności jest tańszy i szybszy do realizacji niż podział. - Setki milionów złotych lepiej wydać na inwestycje. Zyskają na tym klienci - mówi Muszyński.