W 2008 roku przedsiębiorcy średnio czekali na pieniądze od kontrahentów około miesiąca, teraz już półtora. - Sytuacja jeszcze nie jest dramatyczna - mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka z Lewiatana. Zaznacza jednak, że wydłużenie okresu spłaty o 11 dni nastąpiło zaledwie w ciągu pięciu miesięcy. Jeśli ta tendencja się utrzyma, firmy będą miały duże problemy.
Dziś z brakiem terminowej zapłaty od kontrahentów boryka się co drugie przedsiębiorstwo. Stosunkowo najlepiej mają mikroprzedsiębiorstwa. Problemy z opóźnieniami ma ponad 40 proc. z nich, a czekają na zapłatę blisko 40 dni. "Krótko", bo stosują zasadę: towar za gotówkę albo chociaż sporą zaliczkę.
W najgorszej sytuacji są firmy średnie, aż 63 proc. ma zatory płatnicze. A na pieniądze czekają 54 dni. - Przedsiębiorstwa średnie mają całkiem pokaźną skalę działalności, dynamicznie się rozwijały, ale brakuje im jeszcze umiejętności skutecznego zarządzania finansami - wyjaśnia Starczewska-Krzysztoszek.
Branża branży jednak nierówna. Najczęściej o kłopotach mówią firmy z branży przemysłowej, budowlanej. Lepiej mają się hotele i
restauracje, bo tam większość rachunków jest płacona od razu.
Jak rozładować zatory? Lewiatan apeluje, by zezwolić firmom na płacenie VAT dopiero wtedy, kiedy dostaną pieniądze od klienta, a tymczasowym ratunkiem mogłyby być więc kredyty obrotowe.
Wprawdzie ponad połowa z 360 ankietowanych przez Lewiatana firm twierdzi, że nie potrzebuje kredytów obrotowych, ale jedna piąta skarży się na gorszy dostęp do finansowania. Z tego 15 proc. firm bank odmówił kredytu, a co czwartej obniżył jego kwotę. Prawie połowa skarży się na wyższe koszty kredytu.
Najczęściej o kłopotach z kredytami obrotowymi mówią firmy z branży budowlanej, przetwórstwa przemysłowego i gospodarki magazynowej i łączności. Po drugiej stronie barykady znów jest branża hotelarska i gastronomiczna.
Zdaniem Lewiatana ograniczony dostęp do kredytów obrotowych uderzy w przedsiębiorców pod koniec roku. Wykorzystają do tego czasu zgromadzone zapasy pieniędzy i coraz bardziej będą im ciążyć zatory płatnicze. Dlatego konieczne jest jak najszybsze uruchomienie funduszy poręczeniowych i gwarancyjnych, które mają zagwarantowane środki publiczne w BGK i w regionalnych programach operacyjnych. - Bez tego wiele naszych firm będzie mieć problemy z płynnością finansową, a część z nich upadnie - mówi Starczewska-Krzysztoszek.