Dodatkową ochronę klientom pośredników finansowych zapewniła unijna dyrektywa MiFID. Nakazuje ona instytucjom finansowym dokładne zbadanie potrzeb klienta, zanim zaproponuje mu się ryzykowną inwestycję w fundusz. Największe sieci pośredników finansowych już przygotowują wzory specjalnych ankiet, które będą służyły ocenie klientów. W ankietach będą pytania o to, czy dana osoba już oszczędzała pieniądze, jaka jest jej sytuacja finansowa, na jak długo chce inwestować i czy jest przygotowana na ewentualne straty. Pośrednik i klient będą musieli podpisać się pod wnioskami wynikającymi z badania. To zabezpieczy klienta przed wciskaniem mu na siłę ryzykownych funduszy, od których pośrednik ma np. najwyższą prowizję.
Klientom pośredników mogą tylko pozazdrościć osoby, które porady dotyczącej inwestowania szukają w placówkach bankowych. Ta część dyrektywy MiFID, która dotyczy ochrony klientów banków, czeka na rozpatrzenie w Trybunale Konstytucyjnym i wejdzie w życie najwcześniej za pół roku (wpisano ją do nowelizacji ustawy Prawo bankowe, którą prezydent odesłał do Trybunału). Tymczasem ze statystyk towarzystw funduszy wynika, że 60-70 proc. wszystkich klientów to ci, którzy zostali zachęceni do zakupu w okienku bankowym. Dla bankowców sprzedaż funduszy to dobry interes, bo kilkuprocentowa prowizja jest często wyższa niż
zarobek na marży odsetkowej od lokat.
Przykłady wciskania klientom funduszy przez pracowników bankowych okienek można mnożyć. - Mam konto w Pekao. W lipcu 2007 r. przyszłam założyć lokatę, ale w banku powiedziano mi, że lepszym rozwiązaniem będzie fundusz Pioneer Pekao. Mówiono, że ryzyko jest trochę większe niż w przypadku lokaty, ale za to zysk dużo większy - opowiada pani Józefa, emerytka z
Łodzi. Czytelniczka wpłaciła 6 tys. zł. Kilka dni temu poszła do banku, żeby sprawdzić, ile udało jej się zaoszczędzić. - Straciłam niemal połowę pieniędzy - załamuje ręce.
Pani Krystyna też myślała o lokacie. Gdy jednak poszła do łódzkiego PKO BP, usłyszała, że lokaty to przeżytek i powinna skorzystać z łączonej oferty lokaty z funduszami. Wraz z mężem zainwestowali 50 tys. zł w lokatę, i tyle samo w fundusz zrównoważony TFI PKO. - Na lokacie zarobiliśmy, ale część "funduszowa" zaczęła spadać. Pani z banku machnęła tylko ręką, mówiła, że wszystkim polecała ten fundusz - opowiada Krystyna. Ile mają teraz z 50 tys.? Boją się sprawdzać. - W banku mówią, że wypłacenie teraz to najgorszy ruch. Pokazują wykresy, że giełda idzie w górę. No to czekamy - mówi Krystyna.
Bankowcy w okienkach w szczycie hossy wciskali klientom fundusze nie ze złośliwości, ale z obowiązku. Wiele banków nakładało na swoich pracowników w okienkach tzw. plany sprzedażowe. Jeśli nie wyrobiło się limitu, bank płacił pracownikowi tylko gołą pensję, np. 1500 zł. Półtora roku temu nawet emerytom, którzy przez lata inwestowali uciułane pieniądze tylko w rządowe obligacje,
bank PKO BP proponował przejście na fundusz... małych spółek japońskich. "Gazeta" zna przypadki klientów, którzy w trzy miesiące stracili w takim funduszu połowę pieniędzy, więcej niż zarobili na obligacjach przez siedem poprzednich lat.
Gdyby dwa lata temu obowiązywały reguły MiFID i bankowcy w okienkach musieliby za każdym razem sprawdzić, czy inwestycja w fundusz jest odpowiednia dla danego klienta, być może takich przypadków byłoby mniej. Bankowcy zapowiadają, że przygotowują się do wdrożenia dyrektywy MiFID - taką deklarację usłyszeliśmy m.in. od Piotra Gajdzińskiego, rzecznika BZ WBK - jednak żaden bank nie jest jeszcze gotowy do jej uruchomienia w praktyce.
Co Polacy myślą o funduszach inwestycyjnych? Czytaj na
blogu Macieja Samcika
URL notki: http://samcik.blox.pl/2009/06/Polacy-o-funduszach-obrzydliwcy-i-naciagacze.html