Niespodziewane zwolnienie Jerzego Pruskiego, który rządził w PKO BP zaledwie rok, to dla środowiska finansistów spore zaskoczenie. Wokół PKO BP panuje chaos, jakiego nie widzieliśmy od dawna. Minister Aleksander Grad zwołuje walne zgromadzenie, na którym chce odwołać także radę nadzorczą banku. Chwilowo bankiem zarządza Wojciech Papierak, dotąd wiceprezes. Ale w przyszłym tygodniu ma zostać ogłoszony konkurs na nowego prezesa.
Kto ma największe szanse?
Wprawdzie objęcie sterów w największym banku w Polsce to marzenie każdego bankowca, ale - jak podkreśla kilku znanych menedżerów - niewielu jest gotowych je urzeczywistnić. Jeden z nich porównuje stanowisko prezesa PKO BP do prezydentury: jesteś przez jakiś czas na szczycie, ale potem musisz zadać sobie pytanie: I co dalej? Niewielu eksprezesów na powrót odnalazło się w polskiej bankowości. Andrzej Podsiadło i Rafał Juszczak wylądowali za granicą: pierwszy trafił do rosyjskiego Alfa Banku, a drugi został prezesem ukraińskiego First International Bank. Problemem jest też samodzielność: - Ubiegając się o stanowisko prezesa, musi szczegółowo uzgodnić ze skarbem państwa zakres swojej swobody. To jedyna gwarancja stabilności na tym niepewnym stanowisku - mówi członek zarządu jednego z największych giełdowych banków.
Najwyższej klasy menedżerów od fotela szefa PKO BP odstrasza przyziemny powód: pieniądze. Ponieważ bank kontroluje skarb państwa, płace członków zarządu ogranicza ustawa kominowa. Przez nią szef PKO BP zarabia rocznie ok. 200 tys. zł - 25 razy mniej niż Józef Wancer, prezes znacznie mniejszego BPH.
Część analityków sektora bankowego twierdzi, że - zwalniając Pruskiego - rada nadzorcza wykonała tylko czarną robotę, a minister skarbu ma już nowego kandydata na prezesa PKO. To Sławomir Lachowski, który rok temu odszedł z
BRE Banku. Stworzył tam MultiBank obsługujący średniozamożnych Polaków oraz internetowy mBank. Dobrze zna też PKO BP, bo w latach 90. tworzył strategię biznesu detalicznego tego banku. Przez rok po odejściu z
BRE Banku obowiązywał go zakaz konkurencji - w tym czasie nie mógł pracować dla żadnej konkurencyjnej instytucji finansowej, ale ten okres dobiega już końca.
Jako menedżer Lachowski słynął z niespożytych pokładów energii i nieustępliwości - jeżeli chciał osiągnąć cel, nie zważał na przeszkody ani koszty. W 2008 r. w kilka miesięcy odpalił mBank w Czechach i na Słowacji. - To była mordercza
praca. Szef powiedział, że ma być gotowe na listopad. I nie mogło być słowa sprzeciwu, chociaż wydawało się, że tego projektu dopiąć się po prostu nie da - wspomina jeden z jego byłych współpracowników. Z BRE rozstał się w momencie, gdy niemiecki Commerzbank, właściciel banku, zaproponował mu pokierowanie holdingiem w Europie Środkowej. Lachowski miał oświadczyć, że albo przyjdzie do Frankfurtu ze swoimi ludźmi, albo siedziba holdingu będzie w Polsce. Gdy
Niemcy się nie zgodzili i postawili warunek: albo pokieruje holdingiem na ich warunkach, albo zakończą współpracę, wybrał tę drugą opcję. Po czym wraz z żoną wyjechał do Rosji zdobywać Elbrus. Czy były szef BRE Banku pokusi się o szefowanie PKO BP? Wczoraj jego telefon był wyłączony.
Na spekulacyjnej liście kandydatów są też Igor Chalupec, Mariusz Karpiński czy Józef Wancer. Chalupec, były prezes PKN Orlen, ma na swoim koncie doświadczenie bankowe, bo w latach 90. najpierw kierował Centralnym Domem Maklerskim, a potem wszedł do zarządu Banku Pekao, gdzie odpowiadał za bankowość inwestycyjną i pion korporacyjny. Mariusz Karpiński rok temu pożegnał się z GE Money Bankiem. Potem razem z funduszem private equity budował
Meritum Bank. Ale przed kilkoma tygodniami zrezygnował.
Zdaniem niektórych ekspertów prezesura w PKO BP może być kuszącym kąskiem dla Józefa Wancera, szefa Banku BPH, jednego z najbardziej doświadczonych i uznanych menedżerów polskiego rynku finansowego. Pod rządami znanego z umiejętności dobierania sobie najlepszych współpracowników prezesa BPH stał się najdynamiczniej rozwijającym się bankiem w Polsce. Tak było do czasu, gdy jego część pod koniec 2007 r. przejął Pekao. A w 2008 r., gdy Wancer próbował poderwać swój osłabiony bank z kolan, nadciągnął kryzys finansowy. W efekcie, zamiast otwierać nowe placówki, prezes musiał zwalniać ludzi - od początku roku blisko 20 proc. załogi. - Dla Wancera PKO BP mogłoby być stylowym zakończeniem kariery - mówi jeden z analityków.