Chodzi o kolejną awarię w elektrowni jądrowej w Krümmel w północnych Niemczech. W zeszłą sobotę w głównych transformatorach elektrowni doszło do spięcia. Jednocześnie wykryto usterki w systemach sterowania i chłodzenia samego reaktora. W efekcie obsługa w trybie awaryjnym wyłączyła reaktor. Ale to był dopiero początek problemów. Po wyłączeniu reaktora w Krümmel w pobliskim Hamburgu zaczęły gasnąć światła. W miejskiej fabryce półprzewodników NXP przestała działać wentylacja i filtry powietrza - w efekcie nad zakładem zaczęła gromadzić się chmura chloru, która potem przeniosła się nad miasto. W Hamburgu przestały też działać pompy obsługujące wodociągi, przez co część miasta odcięto od wody.
Gdy wiadomości z Hamburga dotarły do Berlina, w mieście zawrzało. Toczony w Niemczech od dziesięcioleci spór o przyszłość energetyki atomowej odżył na nowo. Co więcej za sprawą Sigmara Gabriela, ministra ochrony środowiska i bezpieczeństwa atomowego (SPD), z miejsca stał się jednym z głównych tematów kampanii przed wrześniowymi wyborami do Bundestagu. Gabriel, powołując się na przykład Krümmel, orzekł, że generalnie elektrownie atomowe sa niebezpieczne. - Wypadki są tu normalką. Zamykanie elektrowni atomowych należy przyspieszyć - powiedział na łamach "Hamburger Abendblatt". Zaatakował też kanclerz Angelę Merkel za uleganie wpływom lobby atomowego.
Wywołana do tablicy kanclerz Merkel oświadczyła przez swojego rzecznika, że jej zdaniem każda z 17 działających w Niemczech elektrowni atomowych jest bezpieczna. Gdy jednak do doradców kanclerz dotarło, że awaria w Krümmel była poważna, rząd przyznał, że od dłuższego czasu było wiadomo o tym, że w starych elektrowniach atomowe standardy bezpieczeństwa "nie odpowiadają dzisiejszemu stanowi techniki". To dla elektrownii w Krümmel, która ma 26 lat, może oznaczać koniec.
To właśnie postanowiono dziewięć lat temu, gdy za rządów SPD i Zielonych przeforsowano zmiany w ustawie o energetyce jądrowej. Zdecydowano wówczas o zamknięciu do 2022 r. wszystkich niemieckich elektrowni atomowych i o zakazie budowy nowych. Reaktory miały zastąpić elektrownie wiatrowe i słoneczne. Rząd Merkel ustawy nie zmienił, choć kanclerz dawała do zrozumienia, że popiera energetykę jądrową.
Przedwczoraj wjazd do elektrowni zablokowali działacze Greenpeace. Sprawa nie schodzi z czołówek gazet. Dla SPD sprawa spada jak z nieba. Wiadomo, że około połowa Niemców na reaktory patrzy co najmniej podejrzliwie. To właśnie czerwoni zamierzają wykorzystać w kampanii wyborczej. Niepokój Niemców jest tym większy, że sobotnia awaria nie była pierwsza. Reaktor wyłączano awaryjnie już tydzień temu. W ciągu ostatnich dwóch do awarii dochodziło kilkakrotnie. W czerwcu 2007 r. spaliły się dwa transformatory. Choć za każdym razem reaktor był bezpieczny i nie było mowy o wycieku czy skażeniu,
Niemcy przyjmowali wiadomości płynące z Krümmel bardzo poważnie. Po ostatnim incydencie koncern Vattenfall, właściciel elektrowni, wyrzucił jej dyrektora. Ale to nie wystarczy, by przekonać Niemców, że reaktor jest bezpieczny, ani by powstrzymać polityków SPD.