Biznes Ludzie Pieniądze

W Niemczech odżywa spór o energetykę atomową

Bartosz T. Wieliński
08.07.2009 , aktualizacja: 08.07.2009 20:57
A A A Drukuj
Czy awaria w elektrowni atomowej może mocno zatrząść sceną polityczną? Owszem, jeśli zdarzyła się w Niemczech i to dwa miesiące przed wyborami.
Chodzi o kolejną awarię w elektrowni jądrowej w Krümmel w północnych Niemczech. W zeszłą sobotę w głównych transformatorach elektrowni doszło do spięcia. Jednocześnie wykryto usterki w systemach sterowania i chłodzenia samego reaktora. W efekcie obsługa w trybie awaryjnym wyłączyła reaktor. Ale to był dopiero początek problemów. Po wyłączeniu reaktora w Krümmel w pobliskim Hamburgu zaczęły gasnąć światła. W miejskiej fabryce półprzewodników NXP przestała działać wentylacja i filtry powietrza - w efekcie nad zakładem zaczęła gromadzić się chmura chloru, która potem przeniosła się nad miasto. W Hamburgu przestały też działać pompy obsługujące wodociągi, przez co część miasta odcięto od wody.

Gdy wiadomości z Hamburga dotarły do Berlina, w mieście zawrzało. Toczony w Niemczech od dziesięcioleci spór o przyszłość energetyki atomowej odżył na nowo. Co więcej za sprawą Sigmara Gabriela, ministra ochrony środowiska i bezpieczeństwa atomowego (SPD), z miejsca stał się jednym z głównych tematów kampanii przed wrześniowymi wyborami do Bundestagu. Gabriel, powołując się na przykład Krümmel, orzekł, że generalnie elektrownie atomowe sa niebezpieczne. - Wypadki są tu normalką. Zamykanie elektrowni atomowych należy przyspieszyć - powiedział na łamach "Hamburger Abendblatt". Zaatakował też kanclerz Angelę Merkel za uleganie wpływom lobby atomowego.

Wywołana do tablicy kanclerz Merkel oświadczyła przez swojego rzecznika, że jej zdaniem każda z 17 działających w Niemczech elektrowni atomowych jest bezpieczna. Gdy jednak do doradców kanclerz dotarło, że awaria w Krümmel była poważna, rząd przyznał, że od dłuższego czasu było wiadomo o tym, że w starych elektrowniach atomowe standardy bezpieczeństwa "nie odpowiadają dzisiejszemu stanowi techniki". To dla elektrownii w Krümmel, która ma 26 lat, może oznaczać koniec.

To właśnie postanowiono dziewięć lat temu, gdy za rządów SPD i Zielonych przeforsowano zmiany w ustawie o energetyce jądrowej. Zdecydowano wówczas o zamknięciu do 2022 r. wszystkich niemieckich elektrowni atomowych i o zakazie budowy nowych. Reaktory miały zastąpić elektrownie wiatrowe i słoneczne. Rząd Merkel ustawy nie zmienił, choć kanclerz dawała do zrozumienia, że popiera energetykę jądrową.

Przedwczoraj wjazd do elektrowni zablokowali działacze Greenpeace. Sprawa nie schodzi z czołówek gazet. Dla SPD sprawa spada jak z nieba. Wiadomo, że około połowa Niemców na reaktory patrzy co najmniej podejrzliwie. To właśnie czerwoni zamierzają wykorzystać w kampanii wyborczej. Niepokój Niemców jest tym większy, że sobotnia awaria nie była pierwsza. Reaktor wyłączano awaryjnie już tydzień temu. W ciągu ostatnich dwóch do awarii dochodziło kilkakrotnie. W czerwcu 2007 r. spaliły się dwa transformatory. Choć za każdym razem reaktor był bezpieczny i nie było mowy o wycieku czy skażeniu, Niemcy przyjmowali wiadomości płynące z Krümmel bardzo poważnie. Po ostatnim incydencie koncern Vattenfall, właściciel elektrowni, wyrzucił jej dyrektora. Ale to nie wystarczy, by przekonać Niemców, że reaktor jest bezpieczny, ani by powstrzymać polityków SPD.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy