Związkowcy mieli też anglojęzyczny transparent (w dodatku napisany z błędami): "Witamy na pogrzebowym stosie polskich stoczni". I gwizdy.
Kroes, która podejmowała kluczowe decyzje w sprawie polskich stoczni, już wiele miesięcy temu obiecywała, że je odwiedzi. I słowa dotrzymała. Gdy wczoraj wjeżdżała na teren stoczni w
Szczecinie, pod bramą zjawiła się garstka stoczniowców. Mają za złe Komisji Europejskiej (i osobiście Kroes), że doprowadziła do bolesnej "restrukturyzacji" ich zakładu. W listopadzie 2008 r. KE zadecydowała bowiem, że wcześniej udzielona pomoc publiczna dla stoczni w Szczecinie i Gdyni (liczona w miliardach złotych) była nielegalna. I że trzeba ją zwrócić. Czego stocznie nie mogły zrobić.
Żeby uniknąć "zwykłego" bankructwa i związanych z tym komplikacji, Kroes wraz z polskim rządem przygotowała inny plan - majątek stoczni w Gdyni i Szczecinie został podzielony i sprzedany na aukcji. Stoczniowcy zostali zwolnieni z
pracy, ale jednocześnie zaczęli korzystać ze specjalnego programu osłonowego wprowadzonego specustawą. Dostają ok. 2 tys. zł miesięcznie z Funduszu Pracy.
Kluczowe elementy stoczni w Gdyni i Szczecinie kupili inwestorzy z katarskiego funduszu QInvest. Za stoczniowy majątek w Szczecinie i Gdyni zaoferowali odpowiednio 94 mln i 287 mln zł. I powołali spółkę Stocznie Polskie, która już zapowiada wznowienie produkcji statków i zatrudnianie stoczniowców. Szczecińscy stoczniowcy czują się jednak pokrzywdzeni.
Kroes chciała z nimi porozmawiać, ale na spotkanie (zamknięte dla prasy) przyszli tylko przedstawiciele niszowego związku Stoczniowiec i dwie osoby z Solidarności '80. "Solidarność" ogłosiła bojkot. Przewodniczący stoczniowej "S" Krzysztof Fidura tylko na chwilę wszedł do budynku, w którym odbywało się spotkanie. Zaraz wyszedł, by powiedzieć dziennikarzom, że z Kroes nie ma o czym rozmawiać: - Nie wiem, po co ona tu przyjechała. Zobaczyć trupa?
Po wizycie w Szczecinie w czwartek po południu Kroes spotkała się z wicepremierem i ministrem gospodarki Waldemarem Pawlakiem oraz ministrem skarbu Aleksandrem Gradem. Dziś jedzie do Trójmiasta, do stoczni w Gdyni i Gdańsku.