Biznes Ludzie Pieniądze

Google wyszukuje... lobbystów

Vadim Makarenko
10.07.2009 , aktualizacja: 09.07.2009 23:17
A A A Drukuj
Pracownik Google przejeżdża na rowerze przez główne wejście do siedziby firmy w Zurychu. Fot. CHRISTIAN HARTMANN REUTERS Pracownik Google przejeżdża na rowerze przez główne wejście do siedziby firmy w Zurychu.
Największa firma internetowa na świecie zatrudnia w Waszyngtonie dziesiątki lobbystów, by przekonywać do siebie polityków. Teraz szuka lobbysty do biura w Warszawie
Założyciele Google
fot. Google
Założyciele Google
Stanowisko: kierownik ds. polityki europejskiej (European Policy Manager). Lokalizacja: Warszawa" - takie ogłoszenie znaleźliśmy na stronach Google'a.

Co będzie robił? "Reprezentował firmę bezpośrednio w kontaktach z politykami oraz ustawodawcami na każdym poziomie tworzenia prawa". Dlatego musi być sprawny w kontaktach z opinią publiczną i rządem.

Poza wyższym wykształceniem, dobrym angielskim i manierami kandydaci powinni wykazać się doświadczeniem politycznym na szczeblu krajowym, stażem pracy w rządzie albo instytucjach analitycznych.

Mają się też znać na ochronie prywatności, własności intelektualnej, prawie telekomunikacyjnym oraz ochronie młodzieży przed zagrożeniami w sieci.

To pokazuje, w jakich sprawach Google zamierza lobbować w Polsce i Europie.

Podkoszulek już nie cieszy

Inicjatywa dwóch studentów Uniwersytetu Stanforda sprzed dziesięciu lat jest dziś największą firmą internetową na świecie.

Spółka otworzyła biura w 32 krajach, osiąga do 21,8 mld dol. przychodu, prawie jak McDonald's (23,5 mld dol. rocznie) czy Coca-Cola (31,9 mld dol.), weszła do nowych branż i dorobiła się armii konkurentów, nierzadko poza internetem.

Gdy Google debiutował na giełdzie, jego twórcy umieścili w prospekcie emisyjnym nieformalne credo: "Don't be evil", czyli "Nie czyń zła". Dziś wielu je wyśmiewa.

Firma podbija rynek chiński kosztem kompromisu z rządem w Pekinie. Kontrowersje budzi sposób, w jaki gigant rozszerza biznes - najpierw uruchamia usługę, a dopiero potem jego prawnicy pracują nad ugodami z pokrzywdzonymi firmami albo osobami.

W 2006r., gdy powstało polskie biuro koncernu, a jego pracowników było kilku, dostałem w prezencie podkoszulek. Z przodu miał logo Google'a, na plecach znany internautom napis: "I'm feeling lucky". Budził zachwyt. Kelnerzy przybiegali i pytali z uśmiechem, czy pracuję w Google'u. Znajomi dociekali, gdzie mogą taki kupić.

Minęły trzy lata, założyłem ten sam T-shirt. Kolega z dużej gazety zatrzymał mnie na ulicy z krzykiem: "Ile ci płacą za reklamę tego monstrum?".

Fronty Google'a

Prasa czuje się bardzo zagrożona. Serwis Google News umożliwia internautom szybkie wyszukiwanie informacji z mediów. Gromadzi linki i krótkie fragmenty artykułów. Internauta klika w link i ląduje na witrynie pisma. Wydawcy prasy twierdzą, że czytelnikom coraz częściej wystarczają same nagłówki w Google News - a to odbiera gazetom przychody z internetowych reklam i sprzedaży nakładów. Konflikt wzmógł się w marcu, gdy Google News zaczął sprzedawać obok nagłówków reklamy i zarabiać na prasowych tekstach.

Należący do Google'a serwis z plikami wideo YouTube budzi wściekłość gigantów telewizyjnych, jak Fox Television, CBS czy MTV, które walczą z Google'em w sądach.

Spółka musi się też tłumaczyć ze skanowania książek w bibliotekach. Amerykańscy wydawcy pozwali giganta do sądu. Google zawarł z nimi ugodę, ale amerykański Departament Sprawiedliwości bada, czy jest ona zgodna z prawem antymonopolowym. A Federalna Komisja Handlu sprawdza, czy zasiadanie dwóch tych samych członków w radach nadzorczych Google'a i Apple'a nie ogranicza konkurencji.

Google otwiera kolejne fronty -rozwinął zaawansowany system operacyjny dla telefonów komórkowych, rzucając wyzwanie Nokii czy Linuksowi. Uderzył w Microsoft, tworząc system operacyjny dla komputerów, który ma konkurować z Windowsem.

Brzydki lobbing

Gdy dostawałem podkoszulek, w waszyngtońskim biurze Google'a pracowała jedna osoba. Dziś zatrudnia ono kilkudziesięciu doświadczonych lobbystów, co opisał "New Yorker".

Podobnie jak Microsoft, który zatrudnia lobbystów w procesach wytoczonych mu przez rząd USA czy Komisję Europejską. By przekonać urzędników antymonopolowych, że fuzja z portalem Yahoo (nie doszła do skutku) nie jest groźna dla konkurencji, firma Gatesa wynajęła znaną agencję lobbingową Bryan Cave Strategies.

Polski lobbysta też będzie miał ręce pełne roboty, bo internet staje się tematem niezwykle wrażliwym. Każda zmiana wprawie autorskim czy prasowym może Google'owi utrudnić życie.

Weźmy YouTube.com, gdzie internauci wrzucają tony plików wideo nierzadko chronionych prawem autorskim. Co będzie, jeśli politycy przeniosą ciężar odpowiedzialności za ochronę praw autorskich z użytkowników na właściciela serwisu? Albo ograniczą kierowanie reklam do internautów z wykorzystaniem ich danych osobowych, na czym Google zarabia najwięcej?

Każda zmiana tego typu oznacza dla firmy duże koszty, a może i straty. Dlatego warto śledzić pomysły polityków i przekonywać ich do racji koncernu.

Według dr. hab. Krzysztofa Jasieckiego z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN zajmującego się problematyką lobbingu w Polsce firmy bardzo rzadko szukają lobbystów tak otwarcie jak Google. -Zwykle robią to przez kontakty osobiste. Od czasów sprawy Dochnala lobbing nie jest czymś, czym należy się chwalić -mówi Jasiecki. Dlatego słowo "lobbysta" zastępują okrągłe odpowiedniki, np. "sprawy publiczne" czy "polityka europejska".

Nie udało nam się ustalić, od kiedy lobbysta Google'a miałby zacząć pracę ani ilu było chętnych. Wiadomo, że będzie odpowiadał za Europę Środkową i niekoniecznie musi być Polakiem.

Marta Jóźwiak, rzeczniczka Google Polska, nie udziela informacji: -Rekrutację prowadzi biuro w Londynie.

- To naturalny etap rozwoju firmy - ucina pracownik warszawskiego biura Google'a.

WSPÓŁPRACA TIGI

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos