Biznes Ludzie Pieniądze

Bojaźliwy premier, zapiekły prezydent

Agata Nowakowska
10.07.2009 , aktualizacja: 10.07.2009 00:00
A A A Drukuj
Nieszczęścia chodzą parami. Nie tylko mamy kryzys, ale i wybory prezydenckie w 2010 r., w których Lech Kaczyński i Donald Tusk są wciąż najpoważniejszymi kandydatami. W tych okolicznościach przyrody szanse na jakiekolwiek wspólne ratowanie przyszłorocznego budżetu są słabe. We wczorajszej partii szachów chodziło raczej o to, komu uda się obciążyć winą politycznego przeciwnika.
Agata Nowakowska
fot. AG
Agata Nowakowska
Premier Tusk przedstawił swój plan, który jego zdaniem - jeśli prezydent nie podstawi nogi - pozwoli uniknąć podniesienia podatków. Ten plan to miałknięcie kota, a nie ryk lwa. Nie ma w premierze chęci porywania się na reformy niepopularne, bo Tusk wie, że nikt nie lubi, jak mu się zabiera wczesne emerytury (np. policjanci, górnicy) czy darmowe leczenie (np. bogaci rolnicy) i burzy raj bezpodatkowy (rolnicy). Donald Tusk nie czytał chyba ogłoszonego z przytupem raportu własnych ekspertów "Polska 2030", w którym takie reformy są zalecane.

Kalkulacja premiera jest pewnie taka: po co wyskakiwać przed wyborami z niefajnymi dla wyborców pomysłami? Lech Kaczyński wystroi się wtedy w szaty obrońcy ludu i i tak wszystko zawetuje. A SLD mu przyklaśnie. Budżet nadal będzie w tarapatach, a sondaże pójdą w dół.

Polityczne realia są, jakie są. Przechytrzenie czy przewalczenie oporu prezydenta i opozycji wymagałoby ogromnej pracy i mobilizacji opinii publicznej. Tusk tego nie zrobi.

Bez trudnych reform rząd będzie musiał jednak podnosić podatki. Prezydentowi to na rękę, bo wyborcy PO zawyją, gdy liberalny rząd spróbuje wydrenować im kieszenie. Można sobie wyobrazić, że prezydent "dopuści" podniesienie podatków najbogatszym, co jednak budżetu nie zbawi. A podnoszenie podatków uboższym czy VAT-u na żywność byłoby już dla Lecha Kaczyńskiego nie do przełknięcia.

Tak czy inaczej, budżet nadal jest w tarapatach.

Może się okazać, że rząd nie będzie miał innego wyjścia, jak dalej zadłużać kraj. Niebezpieczna droga. Można wpaść w pułapkę zadłużenia, czyli robić nowe długi tylko po to, by spłacać stare albo i zbankrutować.

Garb zadłużenia poniosą jeszcze nasze dzieci i wnuki. Już dziś wydajemy na obsługę długu prawie co dziesiątą złotówkę z budżetu - 26 mld zł rocznie! Więcej niż na obronę narodową. Blisko pięć razy więcej niż na naukę!

Przy bojaźliwym premierze i zapiekłym prezydencie trudno będzie te budżetowe puzzle złożyć. Jak zabraknie nam w przyszłym roku na budowę dróg czy policję, to kto się będzie zastanawiał, kto bardziej winien - Tusk czy Kaczyński?

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów