Biznes Ludzie Pieniądze

Pióropusz w internecie

Vadim Makarenko, Tomasz Grynkiewicz
10.07.2009 , aktualizacja: 10.07.2009 21:55
A A A Drukuj
Dziennikarze obywatelscy i blogerzy mają coraz silniejszą konkurencję. Kryzys przyspiesza migrację profesjonalistów z tradycyjnych mediów do internetu.
Mariusz Zielke na billboardy promujące jego serwis wydał 7 tys. złotych
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Mariusz Zielke na billboardy promujące jego serwis wydał 7 tys. złotych
W marcu dziennikarza "Pulsu Biznesu" Mariusza Zielkego wezwali szefowie, żeby zaproponować mu nowe warunki pracy. W wyniku spowolnienia gospodarczego wydawana przez szwedzki koncern Bonnier gazeta intensywnie szukała oszczędności. Pracę w jej redakcji straciło wtedy kilkadziesiąt osób. Zielke, który pisał o giełdzie i spółkach informatycznych, nie zgodził się na obniżkę pensji, więc musiał odejść. To nie był dobry moment na szukanie pracy - inne gazety albo już odchudziły zespoły, albo właśnie się do tego szykowały.

Pozostawała praca w public relations albo marketingu. - Jestem dziennikarzem, a nie PR-owcem. Nie interesuje mnie to - tłumaczy Zielke, obecnie wydawca i redaktor naczelny Niezależnej Gazety Internetowej 24 (NGI24), która wystartowała 30 czerwca.

"Jesteśmy jedną z pierwszych gazet internetowych w Polsce bez papierowego odpowiednika, profesjonalnie redagowaną przez grupę doświadczonych dziennikarzy" - tak przedstawia się czytelnikom NGI24. Poza Zielkem jej zespół tworzą dwie byłe dziennikarki "Pulsu Biznesu" - Mira Wszelaka i Anna Borys. Na stronie internetowej można przeczytać, że z nowym tytułem współpracują byli pracownicy lub współpracownicy "Newsweeka" i "Gazety Wyborczej", ale ich nazwiska nie są ujawniane. - Na razie nie mam takiej zgody. Gdy ukażą się teksty, będzie wiadomo - mówi Zielke. Jednak dziennikarze niekoniecznie będą podpisywać się pod swoimi pracami imieniem i nazwiskiem. W opinii założyciela NGI24 ma być miejscem, w którym mogą ukazać się "ważne materiały, których nie chciały inne redakcje".

Zielke twierdzi, że zainwestował w NGI24 wszystkie swoje oszczędności - razem 40 tys. zł. 7 tys. zł pochłonęła kampania reklamowa na 15 stołecznych billboardach. W ciągu pierwszego tygodnia działalności nowy tytuł zdobył ponad 7,8 tys. czytelników. Reklam ani sponsorów tam na razie nie znajdziemy. - Są osoby zainteresowane objęciem udziałów. Ale na razie chcę rozwijać gazetę sam - deklaruje Zielke.

Zarabiać zamierza na prenumeracie płatnych serwisów tematycznych, a pierwszy z nich poświęcony branży informatycznej ma ruszyć na jesieni. - Mam nadzieję, że z tego serwisu będę mógł sfinansować działalność NGI24 i start kolejnych płatnych serwisów poświęconych przetargom, bankowości, mediom oraz budownictwu - deklaruje Zielke, który zamierza się starać również o fundusze unijne.

Własny serwis Structus.pl założył w lutym Marcin Krasoń, były dziennikarz "Forbesa", a później zamkniętego "Manager Magazin". - Pomysł na serwis poświęcony wyłącznie produktom strukturyzowanym pojawił się jeszcze w zeszłym roku, na jednej z konferencji prasowych - mówi "Gazecie" Krasoń, który dziś jest analitykiem firmy doradztwa finansowego Open Finance. Structus.pl nie ma zacięcia dziennikarskiego. Nie znajdziemy tam historii o wielkich fortunach czy aferach w urzędach albo firmach. "Bank BPH podał ostateczne parametry dwóch certyfikatów strukturyzowanych powiązanych z popołudniowym fixingiem dla ceny złota notowanego na London Bullion Market (...). Współczynniki partycypacji są wyższe od tych minimalnych zapowiadanych w okresie subskrypcji" - zaczyna się depesza pt. "Parametry Złotych Certyfikatów".

To serwis dla specjalistów. Krasoń przyznaje, że Structus.pl to bardziej hobby niż sposób na życie, bo wpływy z reklam pokrywają tylko koszty utrzymania domeny i prowadzenia serwisu. Nic dziwnego, bo i oglądalność na kolana nie rzuca - Structus.pl miesięcznie odwiedza 3 tys. użytkowników. Na razie nie wprowadza płatnych treści. - Najpierw musi się stać popularny. Oczywiście, fajnie byłoby mieć z niego równowartość miesięcznej pensji, ale nie oszukujmy się, do tego trzeba minimum kilku tysięcy użytkowników dziennie, a nie dwustu - dodaje właściciel serwisu.

Podobne projekty powstają nie tylko w Polsce.

Gdy w marcu koncern Hearst przestał wydawać na papierze lokalny dziennik "Seattle Post-Intelligencer" i zmniejszył jego zespół ze 150 do 20 osób, kilku zwolnionych dziennikarzy założyło w internecie serwis informacyjny "Seattle Post Globe". Za ich pracę mają płacić czytelnicy. Wydawca serwisu Kery Murakami twierdzi, że jego celem jest pozyskanie 8 tys. chętnych, którzy zapłacą za możliwość czytania "Seattle Post Globe" po 10 dol. miesięcznie. Kolejnym źródłem przychodów mają być reklamy, ale na razie ich nie widać.

„Fabryka opinii o gospodarce, biznesie, polityce i życiu klasy średniej. Opinie »wytwarzają « decydenci, blogerzy oraz etatowi dziennikarze” - to strona rosyjskiego serwisu ekonomicznego Slon.ru. Redakcja skupia się na analizach, wywiadach i publicystyce, wychodząc z założenia, że nie może ścigać się na szybkość podania informacji z takimi gigantami, jak Reuters czy Bloomberg. Ale właśnie ci dwaj giganci powołali się na wywiad z Jurijem Milnerem, gdy jego fundusz DST kupił udziały w Facebooku.

Serwis tworzy grupa dziennikarzy skupionych wokół Leonida Bierszydskiego - pierwszego naczelnego dziennika "Wiedomosti" oraz wydawcy rosyjskich edycji takich magazynów, jak "Newsweek" czy "Forbes". Głównym akcjonariuszem Slon.ru, który wystartował w maju, jest Aleksiej Winokurow, były dyrektor generalny banku inwestycyjnego KIT Finance. Dla serwisu pracuje ponad 30 reporterów i redaktorów.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy