Chodzi o sprawę, którą obu bankom z grupy
BRE założył w sądzie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Urzędnicy UOKiK podejrzewają, że klauzule narzucane w przeszłości przez mBank i
Multibank mogą być krzywdzące dla klientów. Jak dowiedziała się Wyborcza.pl, rozprawa przed Sądem Ochrony Konkurencji i Konsumentów (SOKiK) jest planowana na 21 lipca. Nie wiadomo, czy tego dnia zapadnie wyrok, ale zdarza się, że SOKiK wydaje orzeczenie już na pierwszej rozprawie.
Na ten wyrok czeka ok. 20 tys. klientów mBanku i Multibanku, którzy kilka lat temu wzięli w nim kredyty hipoteczne, dziś nazywane tzw. "kredytami starego portfela". Od współczesnych kredytów różnią się one sposobem ustalania oprocentowania. O ile dziś banki zawsze ustalają wysokość odsetek na podstawie wskaźnika WIBOR lub
LIBOR (cena pieniądza na rynku międzybankowym) powiększonego o marżę, o tyle za czasów "starego portfela" mBank i Multibank wpisywały klientom do umów, że oprocentowanie zależy od decyzji zarządu BRE Banku (oba banki należą do grupy BRE).
Nabici kąsają BRE Klienci uważają, że banki, wykorzystując korzystne dla nich zapisy o sposobie ustalania oprocentowania, skwapliwie podnosiły odsetki wtedy, kiedy robili to konkurenci i zwlekały z obniżkami, kiedy na rynku stopy spadały. Część posiadaczy kredytów "starego portfela" na początku tego roku straciła cierpliwość. Powstała internetowa akcja mStop, a później forum nabiciwbrebank, Chodziło o to, żeby wywrzeć na szefów BRE Banku presję i skłonić ich do zmiany zasad naliczania oprocentowania.
Inicjatorzy forum twierdzą, że odwiedza je już kilka tysięcy osób. To największy obywatelski bunt przeciwko bankowi, jaki podjęto w Polsce w ostatnich latach. Uczestnicy akcji zaklejają prywatne samochody napisami zniechęcającymi do korzystania z usług mBanku i Multibanku, a dwa tygodnie temu wynajęli mobilne tablice reklamowe, które przez cztery dni jeździły po ulicach Warszawy,
Łodzi i Katowic. Tę akcję anty-reklamową zakończyła dopiero ostra reakcja prawników BRE Banku.
I kto tu nie chce się dogadać Negocjacje z BRE Bankiem na razie nie przyniosły kompromisu. Klienci "starego portfela" twierdzą, że bank proponuje im zbyt wysokie stawki (średnio LIBOR plus 2,5-3 pkt. proc.). Szefowie BRE argumentują, że taniej być nie może, bo w ostatnich miesiącach drastycznie wzrosły koszty finansowania na rynkach międzynarodowych.
- Klienci, którzy są z nami długo, mają u nas rachunki, robią z nami transakcje, dostali oferty przejścia na oprocentowanie LIBOR plus ponad 2 pkt. proc. Ale jeśli ktoś "jedyne co u nas ma to kredyt, a pensja idzie gdzie indziej, tam nie zdecydowaliśmy się na tak duży ruch. (...) Możemy zejść do niskiej rentowności portfela, ale nie możemy do klientów dopłacać, w każdym razie nie do wszystkich. Jeśli klient poza hipoteką nie ma z nami relacji, to musimy zostawić sobie wyższą marżę - mówił w wywiadzie dla "Pulsu Biznesu" Jarosław Mastalerz, odpowiadający za pion detaliczny w zarządzie BRE Banku.
Zbuntowani klienci mają wątpliwości, czy banki BRE mają w ogóle prawo powoływać się na wzrost kosztów finansowania (czyli pozyskiwania franków na rynkach międzynarodowych), podwyższając oprocentowanie. Zdaniem kredytobiorców takiego zapisu w ogóle nie ma w umowach kredytów "starego portfela".
- Paragraf 10 pkt 2 umowy stanowi, że "zmiana wysokości oprocentowania kredytu może nastąpić w przypadku zmiany stopy referencyjnej określonej dla danej waluty oraz zmiany parametrów finansowych rynku pieniężnego i kapitałowego w kraju (lub krajów zrzeszonych w Unii Europejskiej), którego waluta jest podstawą waloryzacji" - cytuje jeden z uczestników akcji, klient o internetowym nicku Dzida.
Jarosław Mastalerz deklaruje dobrą wolę i chęć dalszych negocjacji. Ale niezadowoleni klienci mBanku i Multibanku nie poprzestali na akcjach psujących wizerunek obu banków. Zgłosili też skargi do Komisji Nadzoru Finansowego oraz do UOKiK. I to właśnie pokłosiem tej ostatniej skargi będzie wyrok, który może zapaść przed sądem antymonopolowym 21 lipca.
Sądny dzień dla banków BRE? Ewentualne zwycięstwo klientów BRE przed SOKiK mogłoby być dla mBanku i Multibanku niebezpiecznym precedensem. Prawo o ochronie konsumentów mówi bowiem, że jeżeli sąd uzna jakiś wzorzec umowny za niezgodny z prawem, to sytuacja jest taka, jakby tego zapisu nigdy w umowie nie było.
"Jeżeli sporny zapis wzorca spełni warunki zakwalifikowania jako klauzula niedozwolona, przestaje wiązać ze skutkiem wstecznym strony umowy. W pozostałej części umowa nie traci swojej mocy". (...) "Obowiązkowe wpisanie niedozwolonej klauzuli do jawnego rejestru ma natomiast taki skutek, iż zakazane staje się używanie w obrocie przez wszystkich przedsiębiorców postanowień tej samej treści lub mających ten sam sens" - to cytaty z przepisów prawa antymonopolowego.
Czy to oznacza, że klienci banków z grupy BRE, mający kredyty "starego portfela", będą mogli żądać przywrócenia oprocentowania z dnia zawarcia umów kredytowych? Małgorzata Orzeł-Kołodziejczyk z UOKiK zastrzega, że wyroku sądu jeszcze nie ma, ale potwierdza, że gdyby był on prawomocnie korzystny dla klientów, można byłoby interpretować go z mocą wsteczną.
- W takim przypadku wszystko będzie zależało od tego jak banki zareagują na orzeczenie sądu. My będziemy monitorowali sytuację i oceniali w jaki sposób banki dostosują się do nowych okoliczności - mówi przedstawicielka UOKiK. Urząd nie może zmusić żadnego banku, by np. oddał klientom pieniądze, może co najwyżej nałożyć karę finansową za to, że nie przestrzega przepisów.
- Oczywiście mamy nadzieję, że SOKiK podzieli nasze argumenty - dodaje Małgorzata Orzeł-Kołodziejczyk.
Jeszcze za wcześnie na radość "Nabitych" -
czytaj analizę na blogu Macieja Samcika