To jeszcze nie oznacza całkowitego zwycięstwa firm energetycznych - wyrok NSA jest tylko fragmentem wielkiego sporu trwającego od stycznia 2006 r. Dokładnie wtedy
Polska powinna zmienić zasady opodatkowania prądu - zgodnie z unijną dyrektywą akcyzę powinny płacić nie elektrownie, ale bezpośredni dostawcy prądu do klienta. Polska przepisy zmieniła dopiero od marca 2009 r.
A tymczasem 12 lutego 2009 Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał, że nasz kraj naruszył unijne prawo. Firmy energetyczne uznały, że w takim razie fiskus pobierał od nich akcyzę bezprawnie, i zażądały jej zwrotu. Ale fiskus odmówił - uznał, że zwrot oznaczałby dla energetycznych gigantów bezpodstawne wzbogacenie, bo przecież akcyzę wliczyłyby sobie do ceny i przerzuciły na klientów.
Wczoraj ta linia obrony padła. NSA uznał, że nawet jeśli podatek został przerzucony na klienta, to w polskim prawie nie ma przepisów, które zakazywałyby wówczas jego zwrotu, choć taki mechanizm dopuszcza ETS. - To jest rzecz zdumiewająca, skutek niefrasobliwej postawy polskiego ustawodawcy - mówił sędzia Adam Bącal. NSA odpowiadał na pytanie sądu w
Poznaniu, do którego sprawa trafi teraz ponownie. Jeśli orzeknie, że fiskus musi pieniądze oddać, minister finansów może się jeszcze raz odwołać do NSA.
Resortowi finansów zostało jednak jeszcze wiele linii zasieków. - Gdybyśmy musieli zwrócić akcyzę, to oznaczałoby, ze w latach 2006-08 prąd w ogóle nie byłby objęty tym podatkiem, co także byłoby niezgodne z unijnym prawem - mówi Witold Lisicki z MF.
Jeśli i ta forteca padnie, to resort wycofa się na ostatnią już redutę, której będzie mógł bronić bardzo długo. Wczorajszy wyrok dotyczył tylko akcyzy zapłaconej za jeden miesiąc przez jedną firmę - elektrownię PAK.
Ponieważ akcyzę rozlicza się co miesiąc, firmy składały dotychczas wnioski o zwrot każdej płaconej co miesiąc kwoty. W sumie do MF wpłynęło aż 550 wniosków na sumę 6,5 mld zł. Resort finansów uważa, że każdą z tych spraw należy rozstrzygać indywidualnie, czyli w każdej powinien wypowiedzieć się sąd. To oznacza, że nawet jeśli 6,5 mld zł przyjdzie oddać, to fiskus będzie to robił przez lata.