Biznes Ludzie Pieniądze

PiS znów straszy Niemcem

Marek Wielgo
14.07.2009 , aktualizacja: 14.07.2009 14:34
A A A Drukuj
Sądziłem, że nic głupszego i bardziej szkodliwego niż uwłaszczenie działkowców posłowie PiS nie są w stanie wymyślić. Myliłem się. Wtorkowa "Rzeczpospolita" donosi, że jesienią zamierzają oni wnieść do Sejmu projekt ustawy "chroniącej przed roszczeniami niemieckich wysiedlonych".
Rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak uchylił jedynie rąbka tajemnicy. Polacy, którzy utraciliby zamieszkiwane dotąd nieruchomości na tzw. Ziemiach Odzyskanych, mieliby dostać od państwa rekompensatę. W tym celu miałby być utworzony fundusz, do którego pieniądze wpłacałyby agencje zarządzające majątkiem państwowym, czyli np. Agencja Nieruchomości Rolnych.

Coś mi mówi, że Jarosław Kaczyński szykuje nową "Wunderwaffe", dzięki której PiS miałby zyskać zwolenników przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Wszak niskie notowania Lecha Kaczyńskiego najprawdopodobniej spędzają dziś sen z powiek obu braciom, a straszenie Polaków Niemcami to ich ulubiony repertuar.

Aż ciarki po plecach przechodzą mi jednak na myśl, że oto politycy PiS w ramach zasady "cel uświęca środki", mieliby podważyć postanowienia poczdamskie z 1945 r. To na ich podstawie wysiedlano po II wojnie światowej Niemców z terenów przejętych przez Polskę.

Polakom należą się od PiS wyjaśnienia, że już od dawna obowiązuje u nas ustawa uchwalona przede wszystkim z myślą o mieszkańcach zachodniej i północnej Polski - osoby mające w użytkowaniu wieczystym gminny lub państwowy grunt, mogą się na nim uwłaszczyć. A właściciela nikt nie ma prawa ruszyć z jego posiadłości.

Zwykła uczciwość nakazuje też rozróżniać Niemców wysiedlonych na podstawie postanowień poczdamskich od tych Niemców, którzy w II RP byli polskimi obywatelami. Sytuacja tych drugich jest o wiele bardziej skomplikowana. Przede wszystkim mogli oni tuż po wojnie ubiegać się o możliwość pozostania w kraju. Musieli jednak udowodnić, że nie współpracowali z hitlerowcami. Jeśli potem zabrano tym ludziom nieruchomość z pogwałceniem PRL-owskiego prawa, to tak jak wszyscy inni pokrzywdzeni właściciele Polacy, mogą dochodzić zwrotu na drodze administracyjnej lub sądowej. Przecież to nic złego, że decydują się dziś na to spadkobiercy dawnych właścicieli, mający paszport niemiecki.

To nie wszystko. Władze PRL często odmawiały Niemcom statusu obywateli polskich. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by nawet i teraz te osoby (i ich spadkobiercy) ubiegały się o rehabilitację. Tak więc także i ci, którzy wywalczyli w sądzie prawo do polskiego obywatelstwa ("zostali pozytywnie zweryfikowani"), mogą walczyć o odzyskanie nieruchomości. Załóżmy, że uda się to jakiemuś Niemcowi. I co, państwo miałoby wypłacać odszkodowania np. lokatorom z przejętej przez niego kamienicy? Wyobrażam sobie, co by o PiS pomyśleli lokatorzy z reprywatyzowanych czynszówek w Warszawie. A może i oni zaczęliby się domagać odszkodowań?

Byłoby najlepiej, gdyby rząd Donalda Tuska jak najszybciej wniósł do Sejmu przygotowany już przez resort skarbu projekt ustawy "o świadczeniach pieniężnych przyznawanych niektórym osobom, których dotyczyły procesy nacjonalizacji". Ta ustawa rozwiązałaby problem roszczeń dawnych właścicieli. Mogliby z niej skorzystać także Ślązacy, Mazurzy, Kaszubi i część Wielkopolan - przed wojną obywatele niemieccy. Im własność odbierano na podstawie przepisów o nieruchomościach stanowiących własność obywateli państw obcych. Gdy zostali Polakami, po włączeniu do Polski Ziem Odzyskanych, a także b. Wolnego Miasta Gdańska, nieruchomości nie oddano. Również i o nie upominają się dziś spadkobiercy, którzy jak to często bywało w czasach PRL, wyemigrowali do Niemiec.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów