14,77 dol. - tyle za akcję Facebooka oferuje rosyjski
fundusz inwestycyjny Digital Sky Technologies założony przez Jurija Milnera. Ofertę skierowaną do pracowników fundusz ogłosił w poniedziałek, jej ważność wygaśnie w sierpniu. Rosjanie już w maju wydali 200 mln dol. na 1,96 proc. udziałów w Facebooku, na skup dodatkowych akcji chcą wyłożyć do 100 mln dol.
Zakładając, że DST wyczerpie całą pulę, Milner zwiększy swój udział w Facebooku do 3,5 proc.
Skup akcji od razu stał się pretekstem do szacunków, ile wart jest Facebook - gdyby DST wykupił wszystkie akcje po tej cenie, za przejęcie Facebooka zapłaciłoby 6,5 mld dol.
To spory spadek. Dwa lata temu, gdy
Microsoft za 1,6 proc. akcji Facebooka zapłacił 240 mln dol., ustawił wycenę całej spółki na astronomicznym poziomie 15 mld dol. Potem transakcja z rosyjskim funduszem obniżyła wycenę spółki do 10 mld dol. Zaś, jak podała spółka SecondMarket zajmująca się obrotem prywatnych akcji, za papiery Facebooka płaci się dziś na wtórnym rynku akcji po 10-10,5 dol. Co znów oznaczałoby, że spółka jest wyceniana na ok. 4,8 mld dol.
Tyle że i tak jest to więcej niż w przypadku medialnych tuzów, np. telewizyjny koncern CBS w minionym roku zanotował prawie 14 mld dol. przychodów, a jego wycena na giełdzie to 4,06 mld dol. Facebook dopiero w tym roku ma osiągnąć 500 mln dol. przychodów.
- Ludzie wierzą, że to może być drugie
Google - tłumaczy Sameet Sinha, analityk JMP Securities. I zwraca uwagę na jeszcze jeden ciekawy przelicznik: przy cenie 14,77 dol. za akcję, DST daje 13-krotną przebitkę przychodów Facebooka w tym roku.
Tymczasem przeciętnie w przypadku biznesów opartych na reklamie internetowej ten mnożnik wynosi 2,2. Nawet przy Google, jak zauważa Sinha, ten wskaźnik wynosi 6.
Ale dodaje, że niekoniecznie oznacza to, że wyceny są wzięte z sufitu - Facebook ma dziś ponad 200 mln aktywnych użytkowników, w ciągu ostatniego roku podwoił ich liczbę.