Jeśli nowe przepisy zostaną przyjęte, będą zasadniczym krokiem ku unijnej wspólnej polityce energetycznej. Według projektu, który Komisja ma przedstawić w czwartek, zmieni się m.in. definicja tego, co jest kryzysem gazowym w UE.
Polska postulowała to od dawna.
Teraz zgodnie z unijnym prawem o kryzysie można mówić, gdy cała Unia jest pozbawiona 20 proc. dostaw gazu. Przy takim progu może się zdarzyć, że np. gdy kilka krajów Europy Środkowej pozostanie zupełnie bez gazu, Unia nadal nie uzna tego za kryzys. Teraz Komisja proponuje, by obniżyć ten próg do 10 proc. W nowych przepisach kryzysem będzie też sytuacja, gdy od gazu odcięty został w całości jeden kraj.
Komisja chce, żeby każde państwo przedstawiło plan, jakie umowy zawrze z sąsiadem i jaki gazociąg zbuduje, by w razie czego móc odbierać z niego gaz. - Chcemy, by kraje wynegocjowały warunki ewentualnej pomocy, jeszcze zanim wybuchnie kryzys - tłumaczy jeden z urzędników Komisji.
Tego typu zapisy to ukłon w stronę krajów takich jak np.
Niemcy, które obawiają się, że będą wzywane na pomoc przez mniej zapobiegliwych sąsiadów. - To trochę problem jak z bajki o koniku polnym i mrówce - mówi urzędnik Komisji (w bajce Jeana de la Fontaine'a zapobiegliwa mrówka, która zrobiła zapasy na zimę, nie chciała pożyczyć jedzenia konikowi polnemu, który przez całe lato śpiewał). - Mówimy krajom, że nie powinny domagać się solidarności innych, dopóki same nie odrobią swojej
pracy domowej - dodaje.
Rozporządzenie przewiduje, że Komisja będzie mogła ocenić krajowe plany i zarekomendować ich zmianę, jeśli wydadzą jej się niewystarczające. Z kolei Komisja ma przygotować plan na sytuację kryzysową w całej Unii, czyli gdy dostawy gazu zmniejszą się o 10 proc. Do ostatniej chwili podczas prac nad rozporządzeniem trwały dyskusje, czy i jaką władzę będą miały w takiej sytuacji unijne instytucje, czy np. będą mogły zarekomendować przejście na inny rodzaj paliw. Polsce zależy na silnej roli Komisji, lecz niektóre kraje, np. Niemcy, nie chcą słyszeć, że będzie im ona cokolwiek narzucać. Nie wszystkim podoba się też, że już poważny problem w jednym kraju będzie "kryzysem". Negocjują, by były to przynajmniej dwa.
Rozporządzenie planowane było na koniec roku, lecz przygotowane zostało bardzo szybko. Wszyscy mają bowiem świadomość, że kryzys gazowy taki jak w styczniu może się powtórzyć. Wtedy na skutek rosyjsko-ukraińskiego sporu bez gazu została w zimie część krajów Europy Środkowej i Południowej, m.in. Słowacja i
Bułgaria.
Nad rozporządzeniem będą się zapewne toczyć jeszcze bardzo gorące dyskusje. Musi się na nie zgodzić Rada, czyli rządy krajów UE, i Parlament Europejski. Tam prace rozpoczną się we wrześniu.