Biznes Ludzie Pieniądze

Niech rząd nie narusza niezależności NBP

Rozmawiał Leszek Baj
15.07.2009 , aktualizacja: 15.07.2009 21:45
A A A Drukuj
Wystarczy, że do końca tego roku złotówka umocni się o 5-10 proc., a NBP nie będzie miał zysku. Może nawet wykazać stratę - tłumaczy w rozmowie z "Gazetą" prof. Stanisław Gomułka
Prof. Stanisław Gomułka
Fot. Adam Kozak / AG
Prof. Stanisław Gomułka








Rząd chce, by Narodowy Bank Polski ze swego tegorocznego zysku pokrył część rosnącej dziury w budżecie. NBP trzyma zyski na czarną godzinę. I kto tu ma rację?

Prof. Stanisław Gomułka*: Z NBP można nie współpracować, ale nie można walczyć. NBP to nie jest PKO BP. Z decyzjami władz NBP można się nie zgadzać, te decyzje mogą być wątpliwe lub nawet błędne, ale tak jak w przypadku niezależnych sądów rząd nie powinien ich publicznie podważać. Swoim więcej niż krytycznym stanowiskiem rząd rzuca cień na wiarygodność i autorytet ważnej instytucji zaufania publicznego.

Jeśli minister finansów miał wątpliwości co do sposobu liczenia zysku przez NBP, to powinien je przekazać do rozważenia Radzie Polityki Pieniężnej (RPP). Jej członkowie zapewne skrupulatnie by je rozpatrzyli.

W ustawie o NBP jest wyraźnie napisane, że to Rada Polityki Pieniężnej decyduje o zasadach tworzenia i rozwiązywania specjalnej rezerwy na pokrycie ryzyka kursowego. Cała RPP, a nie prezes NBP decyduje też o zasadach rachunku zysków i strat NBP. Art. 67 ustawy o NBP mówi ponadto, że zasady te powinny odpowiadać standardom rachunkowości stosowanym w Europejskim Systemie Banków Centralnych.

Po co NBP jest ta rezerwa?

- NBP musi sam tworzyć specjalną rezerwę, bo jeśli nasz pieniądz się umacnia i wartość rezerw walutowych w złotych spada, to budżet tych strat nie pokrywa.

Teraz ta rezerwa kursowa wynosi 22,9 mld zł. To nieco ponad 10 proc. ogółu aktywów rezerwowych NBP na koniec czerwca. Zatem te niemal 23 mld to nie jest bardzo dużo. Pamiętajmy, że w ostatnim roku złoty stracił na wartości około 25-30 proc. Aprecjacja złotego do końca roku 2009 o mniej więcej 5-10 proc. jest więc całkiem możliwa. A to oznacza, że zysk NBP może być niewielki, NBP może nawet wykazać stratę.

Czyli zysk NBP w dużej mierze zależy od siły złotówki?

- Tak. Aktywa rezerwowe NBP na koniec 2008 r. wynosiły 44,1 mld euro. Ich wartość w złotych to około 184 mld zł. NBP podaje, że wtedy kurs euro wynosił 4,17 zł. Teraz kurs jest nieco wyższy, ale powiedzmy, że pod koniec roku kurs wróci do poziomu 4,17 zł. Wtedy do dyspozycji budżetu pozostanie tylko zysk operacyjny NBP, czyli raczej kilka, a nie kilkanaście miliardów złotych. Przy kursie niższym niż 4,17 zł za euro na koniec 2009 r. NBP musiałby już korzystać z rezerwy kursowej.

Decyzję o tym, ile z zysku NBP trafi do budżetu państwa, podejmie nowa Rada Polityki Pieniężnej w przyszłym roku. Zrobi to po zapoznaniu się z informacją na temat zysku operacyjnego oraz uwzględniając prognozę wysokości kursu walutowego do końca 2010 r.

Apelowanie w tej chwili do przyszłej RPP, żeby nie zwiększała rezerwy kursowej w 2010 r., jest nie tylko naruszeniem niezależności Narodowego Banku Polskiego, ale także z pragmatycznego punktu widzenia bardzo dziwne.

Dybanie na niezależność banku centralnego stoi w sprzeczności z planem wprowadzenia euro w Polsce...

- Tego typu inicjatywy wzbudziłyby z pewnością sprzeciw Europejskiego Banku Centralnego. Stawiałyby też pod znakiem zapytania przyjęcie przez Polskę euro, bo jednym z wymogów wstąpienia do strefy euro jest przestrzeganie przez rząd niezależności banku centralnego.

W tym zamieszaniu przynajmniej dobrze się stało, że minister finansów oraz parlamentarni szefowie koalicji rządowej zdystansowali się wobec oświadczenia ministra Sławomira Nowaka, że rząd może ewentualnie ustawą zmusić NBP do przekazania całego zysku operacyjnego. Wyjaśniło się także, że minister Jacek Rostowski nie proponuje przejęcia przez budżet państwa rezerwy kursowej (kiedyś pomysł ministra Grzegorza Kołodki) ani też nie proponuje przejęcia części rezerw walutowych kraju (pomysł przewodniczącego Andrzeja Leppera).

Co by się stało, gdyby RPP uległa naciskom rządu, a NBP w przypadku umocnienia złotego nie miałby z czego pokryć strat?

- Jeśli NBP miałby takie straty, to mógłby je pokryć, dodrukowując pieniądze. Ale wtedy może się pojawić presja inflacyjna. Teraz amerykański i angielski bank centralny dodrukowują pieniądze i kupują za nie papiery skarbowe. To może mieć sens w sytuacji, gdy grozi deflacja. W naszym przypadku w sprawie zwiększania podaży pieniądza powinna decydować jednak wyłącznie Rada Polityki Pieniężnej. Takie decyzje nie mogą wynikać z życzeń rządu, nawet życzeń dobrze uzasadnionych sytuacją finansów publicznych.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów