Biznes Ludzie Pieniądze

Bogaci, ratujcie budżet

Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
17.07.2009 , aktualizacja: 17.07.2009 11:56
A A A Drukuj
Platforma Obywatelska chce sięgnąć do kieszeni najbogatszych Polaków. Mają płacić wyższe składki na emeryturę. - Sytuacja finansów musi być dramatyczna, skoro PO uderza w swój własny elektorat - dziwi się Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan. - Ja tego nie popieram - powiedział dziś rano w Radio TOK FM minister finansów Jacek Rostowski
Zbigniew Chlebowski
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Zbigniew Chlebowski
Jak się dowiedzieliśmy, nowy pomysł na ratowanie budżetu wymyślił szef Klubu Parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski. Niedawno przekazał go premierowi. Chlebowski potwierdza to w rozmowie z "Gazetą".

- To premier podejmie ostateczną decyzję. Teraz trwają analizy - mówi szef klubu Platformy.

Platforma chce, aby najbogatsi Polacy płacili przez cały rok składki emerytalne. Dziś przestają je odprowadzać po przekroczeniu w danym roku zarobków - 95 tys. 790 zł r.

Ten próg to bezpiecznik - ma chronić nasz system emerytalny przed wypłacaniem w przyszłości zbyt wysokich emerytur, na które budżetu państwa nie będzie stać. Aby go osiągnąć, wystarczy zarabiać powyżej 8 tys. zł miesięcznie. Osób, które płaciłyby wyższe składki, jest w kraju ok. 300 tys.

Na przykład Józef Wancer, prezes banku BPH, przestaje je opłacać już po tygodniu. Prezes zarobił w zeszłym roku ponad 109 tys. tygodniowo, czyli 5,7 mln zł rocznie. Z kolei prezes Pekao Jan Krzysztof Bielecki przestaje płacić składki kilka dni później - w ubiegłym roku zarobił 4,5 mln zł.

Chlebowski: Dzięki temu, że najbogatsi Polacy płaciliby więcej składek ZUS miałby od razu więcej pieniędzy na wypłatę rent i emerytur. To by oznaczało, że budżet mógłby zmniejszyć dotacje do Zakładu. Ta dotacja (do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, z którego ZUS wypłaca emerytury i renty) w tym roku wyniesie 31 mld zł. Ile budżet by oszczędził? - Trwają wyliczenia - ucina szef klubu PO. - Od kilkuset milionów do nawet 3 mld zł. Dokładnie jeszcze nie wiemy - rozkłada ręce poseł PO.

Dodatkowe pieniądze do budżetu są konieczne - zwłaszcza w przyszłym roku. Minister finansów Jacek Rostowski otwarcie zapowiada, że plan dochodów i wydatków na rok 2010 będzie najtrudniejszy od 1989 roku. Koalicja szuka pieniędzy, gdzie tylko może.

Przewodniczący Chlebowski chce odwiesić składki tylko na czas kryzysu, czyli maksymalnie dwa lata. Później wróciłyby stare zasady. - Przecież znieśliśmy 40-proc. próg podatkowy dla najbogatszych. Płacą mniejsze podatki, przez jakiś czas mogliby zapłacić większe składki - argumentuje.

Czy ustawę o składkach podpisze prezydent? Paweł Wypych, minister w Kancelarii Prezydenta. - To interesujący pomysł. Na pewno lepsze to niż podnoszenie składki rentowej, która zmniejszyłaby pensję również najbiedniejszym - mówi.

- Zlikwidowanie limitu i przymusowe pobieranie składki - zwłaszcza ograniczone w czasie do dwóch lat - byłoby po prostu skokiem na kasę. Kasę, którą kiedyś trzeba byłoby tak czy inaczej zwrócić - w formie wyższych emerytur - przekonuje były wiceminister finansów w rządzie PiS Mirosław Barszcz.

- Tyle że wypłacać je będzie nie rząd PO, tylko jakiś rząd. Za 10 czy 20 lat. I to on będzie miał problem - dodaje ekonomista Wiktor Wojciechowski z fundacji FOR.

Ich zdaniem większa ilość pieniędzy w kieszeniach podatników to po prostu wyższa konsumpcja, a więc wyższy rozwój gospodarczy. A przed wyższymi składkami emerytalnymi bogaci podatnicy i tak uciekną. Np. przenosząc się z etatu na samozatrudnienie. Przychody do FUS mogłyby się wręcz zmniejszyć, zamiast zwiększyć.

Jest jeszcze jedno zagrożenie. Składkę emerytalną (19,52 proc. pensji brutto miesięcznie) po połowie płaci pracownik i pracodawca. Jej podwyższenie oznacza więc również podwyższenie kosztów w pracy. - W kryzysie to bardzo niebezpieczne - mówią ekonomiści

Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS: - Podniesienie składki doraźnie ulży budżetowi, nie rozwiąże jednak problemu długofalowo. Bardziej racjonalne oszczędności zapewni tylko cięcie wczesnych emerytur mundurowych, górników, reforma KRUS. Tu można oszczędzić nawet kilkanaście miliardów złotych.

Już raz się zdarzyło, że polski rząd w kryzysie ratował się pieniędzmi emerytów. W 1993 roku za rządu Hanny Suchockiej, gdy w państwowej kasie brakowało pieniędzy na emerytury, parlament obniżył tzw. kwotę bazową, od której je naliczano, ze 100 do 91 proc. Dla 5,3 mln emerytów i rencistów oznaczało to stratę kilkudziesięciu złotych miesięcznie. Trybunał Konstytucyjny stwierdził później, że ta decyzja była niezgodna z konstytucją.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów