Już w grudniu 2008 r. Komisja Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy obiecały Łotwie 7,5 mld euro kredytów, czyli około 35 proc. PKB z 2008 r. Do tej pory jednak
Łotwa dostała tylko część tych pieniędzy. Wypłacenie kolejnych rat uzależniono od głębszego programu cięć budżetowych.
Na razie na początku lipca transzę w wysokości 1,2 mld euro zgodziła się wypłacić Komisja Europejska. Te pieniądze pomogą pokryć bieżące wydatki budżetowe, ale z przekazaniem części pożyczki wartej 200 mln euro ciągle zwleka MFW, którego przedstawiciele właśnie kończą rozmowy w tej sprawie w Rydze.
- Rozmowy są trudne, podobnie jak warunki, które MFW proponuje - powiedział w środę w publicznym
radiu premier Łotwy Valdis Dombrovskis. Jeśli porozumienia nie będzie do piątku, może się okazać, że przepadnie w sumie 600 mln euro, które Łotwa miała jeszcze pożyczyć z MFW.
Bez pracy i bez wykształcenia Chodząc po ulicach Rygi, trudno uwierzyć, że Łotwa jest w największym kryzysie od kilkunastu lat. Na pierwszy rzut oka wszystko gra. Wycieczki Szwedów czy Finów ciągle licznie odwiedzają starówkę w Rydze. Turyści jedzą, piją, kupują pamiątki. Ale to tylko gra pozorów. - Ludzie dookoła mnie tracą pracę, nasze pensje spadają. Jeszcze nie tak dawno ciągle rozmawialiśmy o kryzysie - w pracy, przy niedzielnym obiedzie - mówi Anna pracująca w jednym z ryskich hoteli. - Teraz już się wszyscy do kryzysu przyzwyczaili i starają się tylko przetrwać - dodaje.
Spadek dochodów gwałtownie ograniczył konsumpcję. - W czasach boomu wielu młodych ludzi rzucało szkołę czy
studia, by zacząć pracować, np. w budownictwie. Brali kredyty, kupowali
mieszkania i samochody. Teraz są bez pracy i wykształcenia - mówi Ilze Zvidrina z łotewskiego ministerstwa pracy.
W supermarkecie Maksima kiedyś jeden pracownik odprowadzał wózki, drugi ustawiał towary na półkach. Teraz obie czynności wykonuje jedna osoba. W sklepach z ubraniami czy elektroniką zwalniani są sprzedawcy. Trudno się zresztą temu dziwić. Łotysze zupełnie nie są zainteresowani zakupami - sprzedaż detaliczna jest o niemal 30 proc. niższa niż rok temu.
Sprzedaż nowych samochodów spadła o ponad 70 proc.!
Prawdziwe tragedie rozgrywają się nie na ulicach, ale w zaciszu domów. Zaledwie w ciągu roku bezrobocie wzrosło tu z około 6,1 proc. w maju 2008 r. do 16,3 proc. w maju tego roku (dane Eurostatu). Liczba zarejestrowanych bezrobotnych pod koniec roku może przekroczyć 180 tys. osób - o 50 tys. więcej niż teraz. Coraz dłuższe kolejki ustawiają się pod urzędami pracy. W styczniu zasiłki dla bezrobotnych dostawało 42 tys. osób, w maju już 69 tys. - Nie wiadomo, czy dla wszystkich wystarczy pieniędzy - przyznają urzędnicy.
- Większe problemy mogą się zacząć dopiero zimą. Ludziom skończą się zasiłki, zapewne wzrosną opłaty za energię i utrzymanie domów. Banki dopiero wtedy odczują wzrost wartości niespłacanych złych kredytów - mówi Morten Hansen, szef wydziału ekonomicznego w Stockholm School of Economics in Riga. Tylko w I kw. tego roku straty banków działających na Łotwie (głównie skandynawskich) sięgnęły 480 mln euro. - Wielu ludzi tutaj sądzi, że Łotwa musi przeżyć swojego rodzaju katharsis. Że zasłużyła na karę zbyt dużym rozpasaniem - mówi Hansen.
Jak Łotwa sobie piwa nawarzyła? Historia Łotwy zostanie najpewniej książkowym przykładem, jak w czasach boomu nie należy prowadzić polityki gospodarczej. W latach 2004-07 łotewska gospodarka rozwijała się w tempie około 10 proc. rocznie. Wzrost napędzała w dużej mierze konsumpcja. Łotysze za pożyczone od zagranicznych banków pieniądze kupowali mieszkania, samochody czy płaskie telewizory.
Swoją cegiełkę do tego boomu dokładał też rząd. - Pensje i zatrudnienie w sektorze publicznym rosły szybciej niż w prywatnym - mówi Hansen.
- Wydatki rządowe przez lata rosły za szybko i były skierowane w niewłaściwe obszary - mówi "Gazecie" Elina Egle, dyrektor generalna Konfederacji Pracodawców Łotwy.
Teraz sytuacja się mści. Chociaż łotewski rząd tłumaczy tak głęboki kryzys zbiegiem kilku niekorzystnych okoliczności. - Pęknięcie bańki na rynku
nieruchomości zbiegło się w czasie ze światowym kryzysem, którego nikt nie był w stanie przewidzieć - tłumaczy "Gazecie" Sanita Bajare, ekspertka finansowa w łotewskim resorcie finansów. - Jeszcze pod koniec zeszłego roku sądziliśmy, że PKB w tym roku skurczy się o 5 proc., tymczasem będzie to 16-18 proc. - dodaje.
Czas na reformy - Prawda jest taka, że władze obiecały reformy już w grudniu, ale od tego czasu nie zrobiły dużo - mówi Hansen. Sprawy skomplikowała sytuacja polityczna, w międzyczasie bowiem zmienił się rząd. - W czerwcu cięcia budżetowe musiały być przeprowadzone, w przeciwnym razie krajowi groziło bankructwo - mówi Hansen. Rząd od lipca obciął m.in. emerytury o 10 proc., a pensje w budżetówce o 20 proc. Ludzie poczują to we własnych portfelach już przy najbliższej wypłacie. W sumie oszczędności budżetowe sięgnęły 500 mln łatów (700 mln euro). Do tego rząd podwyższył różne podatki, m.in. akcyzę na alkohol i papierosy. Kolejne podwyżki podatków spodziewane są od przyszłego roku. Wszystko to po to, by zminimalizować wzrost deficytu budżetowego, który i tak najpewniej przekroczy 10 proc. PKB, i spróbować obniżyć go do 3 proc. PKB w 2012 r.
Pracodawcy boją się, że działania rządu tylko obniżą konkurencyjność łotewskiej gospodarki. - W ciężkich czasach nie powinno się podnosić podatków. Teraz w innych krajach bałtyckich są one wyraźnie niższe, łotewskie firmy mogą więc przenieść swoją działalność na Litwę czy do Estonii. A nie tędy prowadzi droga do wzrostu gospodarczego - mówi Elina Egle.
Co więc należy zrobić?
- Ludzie za granicą komentują: o Boże, na Łotwie są zamykane szkoły i szpitale. Czy rzeczywiście jest aż tak źle? Ale ja im odpowiadam: powinniśmy je pozamykać już trzy, pięć lat temu. Tego wymaga choćby sytuacja demograficzna. Reformy są kosztowne, ale konieczne - mówi Elina Egle.
Jej zdaniem strukturalne reformy są potrzebne w edukacji, służbie zdrowia i sektorze rządowym. - Teraz jest nieco prościej je przeprowadzić, bo jest ciśnienie ze strony międzynarodowych pożyczkodawców. Jeśli teraz podejmowane decyzje okażą się błędne, to wyjście z kryzysu może się opóźnić do 2011-12 r. - mówi Elina Egle.
Rząd deklaruje, że przechodzi do działania. - Zmniejszamy liczbę urzędników i agencji rządowych, nie tracąc przy tym efektywności - mówi Sanita Bajare. - Mocno pracujemy, by wytłumaczyć konieczność reform społeczeństwu. Minister edukacji i nauki ma teraz road show po Łotwie, podczas którego tłumaczy władzom lokalnym, dyrektorom szkół i nauczycielom konieczność zmian - mówi Bajare.