Koniński Konimpex od lat handluje ze Wschodem - Rosją, Ukrainą, Kazachstanem, Chinami. Sprowadza stamtąd m.in. nawozy, kauczuk, celulozę, sadzę techniczną. - Dotąd nie mieliśmy większych problemów- mówi właściciel i szef firmy Wojciech Pluta-Plutowski. Ale w zeszłym roku ukraińska spółka Rosava kupiła od nas kauczuk za 1,5 mln dol. Część odzyskaliśmy, a na blisko 1 mln czekamy do dziś.
Kiedy nie udało się polubownie załatwić sprawy, Konimpex wynajął znaną kijowską kancelarię prawną i złożył pozew do sądu. - Nie sądziliśmy, że będą problemy, bo nasza sprawa jest ewidentna. Rosava nawet w oficjalnych dokumentach potwierdzała, że jest naszym dłużnikiem.
Ale polską firmę czekało wiele niespodzianek. Najpierw sąd odmówił rozpatrzenia pozwu, bo nie spodobały mu się załączone dowody wpłaty wpisu sądowego, czyli zaliczki na poczet kosztów procesu. Firma złożyła kolejny - tak jak życzyła sobie sędzia. - I ten pozew został odrzucony. Tym razem dlatego, że nie były w nim podane numery rachunków walutowych obu stron. Ale takiego obowiązku nie ma w ukraińskim prawie - opowiada szef Konimpeksu.
Polska spółka miała dość sędzi prowadzącej sprawę i złożyła na nią skargę do sądu wyższej instancji. - Do mojego prawnika w Kijowie zadzwonił wysoki przedstawiciel sądu z żalami, jak tak można się skarżyć - relacjonuje Pluta-Plutowski.
Trzeci pozew także został odrzucony ze względów formalnych. Chodziło o to, że nie było jasne, jaki sąd ma go rozpatrywać. - Zaczęliśmy się zastanawiać, o co chodzi - mówi szef Konimpeksu.
Rychło szydło wyszło z worka. Prawnicy konińskiej firmy ustalili, że głównym właścicielem Rosavy jest Kostiantin Żewago. Na Ukrainie tej postaci nie trzeba bliżej przedstawiać. 35-letni biznesmen to jeden z najpotężniejszych oligarchów, piąty na liście najbogatszych Ukraińców. Należą do niego m.in. bank oraz spółka metalurgiczna Ferrexpo. Jak wielu oligarchów nad Dnieprem Żewago jest też wpływowym politykiem. Zasiada w parlamencie z listy partii premier Julii Tymoszenko.
Kryzys zredukował jednak strasznie jego majątek. Podczas gdy w zeszłym roku wyceniano go na 3,5 mld dol., dziś wart jest zaledwie ok. 900 mln. - Żewago ma wielkie problemy. Nie sądzę jednak, żeby na fakt, że nie chce płacić, miało wpływ to, iż wierzyciel pochodzi z Polski. Po prostu jego firmy zwlekają jak można z każdą płatnością - mówi "Gazecie" Dmytro Horoszun, analityk z banku Sokrat.
- Kiedy okazało się, że w grę wchodzi firma Żewago, zaproponowano nam zwrócenie się do jednej z firm windykacyjnych prowadzonych przez tzw. siłowików, czyli byłych wysokich oficerów milicji czy KGB. Oni załatwiają takie sprawy. Jak? To już ich sprawa. Ale my nie chcemy działać w ten sposób - mówi Pluta-Plutowski.
Konimpex po blisko pół roku doczekał się pierwszego orzeczenia sądu wyższej instancji, który kazał rozpatrzyć sprawę kijowskiemu sądowi obwodowemu. Ale Rosava natychmiast odwołała się od tej decyzji. - I wciąż czekamy - mówi Pluta.
- Takich ludzi jak Żewago sądy po prostu się boją - twierdzi ukraiński dziennikarz z prestiżowego ekonomicznego tygodnika. I pół żartem, pół serio radzi: - Na Ukrainie rozgorzała wojna między Żewago a drugim wielkim oligarchą Ihorem Kołomojskim. Może więc Kołomojski kupi wierzytelność od Polaka, żeby mieć kolejne narzędzie do walki z Żewago?
Gwarancja jak w ukraińskim Citibanku Dolnośląska fabryka maszyn Zanam-Legmet dostarcza m.in. urządzenia dla KGHM. Część sprzętu chciała kupić w ukraińskim zakładzie Dniprotiażmasz. Ale Ukraińcy nie wywiązali się z umowy. - Tłumaczyli, że ceny surowców wzrosły i zażądali renegocjacji kontraktu - opowiada Krzysztof Brzostek, dyrektor biura zarządu Legmetu. Polska spółka odstąpiła od umowy, ale ponieważ poniosła z tego powodu straty, chciała wyegzekwować kary umowne od Ukraińców. W grę wchodziło ok. 4 mln euro. Legmet sądził, że zabezpieczył się na wszystkie strony. Na zapłatę ewentualnych kar za niewywiązanie się z kontraktu Dniprotiażmasz przedstawił gwarancję ukraińskiego Citibanku. Okazało się jednak, że na Ukrainie nie jest to takie proste.
- Bank odmówił nam wypłacenia pieniędzy z gwarancji - mówi Brzostek. - Powołał się na wyrok ukraińskiego sądu. Byliśmy bardzo zdziwien i- nikt nas nie powiadomił o żadnym procesie. Jeśliby w ogóle doszło do sprawy w sądzie, to powinna ona się odbyć w Polsce - tak wyraźnie mówiła umowa z ukraińską spółką. A wyrok ukraińskiego sądu jest kuriozalny. To bardziej beletrystyka niż język prawniczy.
Brzostek dodaje, że Legmet prowadzi interesy w kilku krajach dawnego ZSRR - na Ukrainie, w Kazachstanie, w Rosji. Najpewniejsza sytuacja jest w Kazachstanie, najgorsza niestety na Ukrainie.
Rząd interweniuje, ale bez skutku Firm, które czekają na pieniądze od ukraińskich partnerów, jest coraz więcej. Mięsne Mościbrody i Łuków czekają na kilkadziesiąt tysięcy euro za mięso, które kupił ukraiński Państwowy Komitet Rezerw Materiałowych. Spółka z Charkowa zalega firmie PL Leasing ok. 10 mln zł za leasing tramwajów i trolejbusów. Firmy prosiły o pomoc rząd. Resort gospodarki zaniepokoił się na tyle, że wstawił się w obronie polskich firm w rozmowach z ukraińskim rządem. Na razie jednak niewiele z tego wynikło.
Czy polskie firmy w ogóle mogą liczyć na sprawiedliwość na Ukrainie? - Sytuacja w sądach się poprawia, zwłaszcza jeśli porówna się ja z tym, co było jeszcze dziesięć lat temu. Jest wielu świetnych, młodych, wykształconych sędziów - mówi Tadeusz Piłat, wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, który prowadzi kancelarię prawną w
Warszawie i Lwowie. - Ale pewna część sędziów wciąż nie przyjęła do wiadomości, że ich atrybutem powinna być bezstronność. Do tego często dochodzi korupcja i strach sędziów przed wysokimi urzędnikami i bossami biznesu.
- Największym problemem na Ukrainie jest korupcja - mówili niedawno "Gazecie" prezes PZU
Ukraina Jacek Austen i jeden z szefów PriceWaterhouseCoopers w Kijowie Krzysztof Lipka. - Czy rząd robi coś, żeby z nią walczyć? - Niestety, głównie w sferze deklaracji - skarżą się polscy menedżerowie.
Niedawno na Ukrainie wybuchł głośny skandal korupcyjny - za branie łapówek aresztowano prezesa lwowskiego sądu apelacyjnego Ihora Zwarycza. Trzymał w gabinecie 2 mln hrywien (ok. 1 mln zł), a w domu - milion dolarów gotówką. Ale jego aresztowanie to niestety jedyny przykład walki z korupcją wśród ukraińskich wyższych urzędników. Na tyle niezwykły, że prezydent Wiktor Juszczenko natychmiast odznaczył funkcjonariuszy prowadzących śledztwo orderem "Za Męstwo".
- Bałagan w ukraińskiej administracji odstręcza polskie firmy - mówi Piłat.
I to niestety widać. W 2007 r. na fali entuzjazmu po pomarańczowej rewolucji Polacy zainwestowali nad Dnieprem rekordową sumę 300 mln euro. Rok później ta kwota spadła do zaledwie 25 mln.