Biznes Ludzie Pieniądze

firmamnieskrzywdzila.com

Tomasz Grynkiewicz, Piotr Miączyński
20.07.2009 , aktualizacja: 19.07.2009 23:25
A A A Drukuj
Bank cię wkurza? Opisz go na Blipie albo Twitterze. Linie lotnicze zniszczyły ci gitarę i nie chcą oddać pieniędzy? Nagraj złośliwą piosenkę i wrzuć na YouTube. To skuteczniejsze niż reklamacja!
Ktoś zna pracownika mBanku, który ma IQ wyższe niż proszek do prania?" - tak Piotr Konieczny napisał na swoim Blipie i Twitterze (rodzaj mikroblogu, można na nim zamieścić informację długości SMS-a).

Z mBankiem od czterech miesięcy wojował o kartę kredytową. Bank chciał mu kartę dać, Konieczny chciał ją wziąć. Ale wniosek - z winy banku - składał trzykrotnie. Złożył dwie reklamacje na piśmie, odbył parę kilkudziesięciominutowych sesji z bankową infolinią. Zrezygnowany wszedł na Blipa i Twittera i wylał swe żale.

Tego samego dnia odezwały się do niego dwie osoby z polskiego mBanku i jedna z czeskiego oddziału, która zajmuje się monitorowaniem wpisów o mBanku na Twitterze. Każda obiecała pomoc.

Nazajutrz odebrał telefon z mBanku. -Po raz pierwszy ktoś był w stanie wyjaśnić, co się dzieje z kartą i kiedy ją otrzymam - mówi. W ramach rekompensaty zwrócono mu też kilkadziesiąt złotych opłaty.

- Dlaczego po publikacji w internecie opisu mojego problemu w 160 znakach został on sprawnie rozwiązany w kilka dni, podczas gdy w normalnym trybie sprawa ciągnęła się miesiącami? - dziwi się Konieczny.

My też się dziwimy. Pytamy więc mBank. - Publikacja w sieci nastąpiła po zakończeniu działań ze strony banku - przekonuje Anna Moszczyńska, rzecznik spółki.

- O "zakończeniu działań" bank informował mnie wielokrotnie. Bez rezultatu - kontruje Konieczny.

Jego sprawa jest symptomatyczna. - Zauważyliśmy, że ze strachu przed utratą reputacji wiele firm szybciej reaguje na skargi w internecie niż pod presją urzędu - przyznaje Małgorzata Cieloch, rzecznik Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Klient z reklamacją jest dla firmy niczym brzęcząca mucha. W sieci brzęczenie nabiera gigantycznej mocy.

- To oręż w rękach konsumentów, którego biznes, ale i politycy powinni się obawiać. Bo odbiera im władzę -wtóruje prof. Kazimierz Krzysztofek, socjolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. - Internet działa na zasadzie epidemii. Pojedynczy wpis może wywołać lawinę.

Siły Twittera doświadczyły władze Iranu. Gdy założyły knebel korespondentom zagranicznych mediów i zakazały im wychodzić z biur, źródłem informacji o wydarzeniach w Teheranie stał się Twitter. Podobnie w Chinach - nim Pekin zdążył zablokować internautom dostęp do Twittera, tysiące zdjęć z masakry w Sinkiangu obiegło świat.

Jak działa lawina, pokazuje też przypadek mało znanego kanadyjskiego piosenkarza Dave'a Carrolla, któremu pracownicy linii lotniczych United Airlines zniszczyli gitarę za 3,5 tys. dol.

Przez dziewięć miesięcy krążył między kolejnymi osobami w biurze United, licząc na rekompensatę. W końcu stracił cierpliwość. -Ostatniej osobie, która powiedziała stanowcze "nie", obiecałem, że napiszę piosenki o przygodzie z United Airlines. I udostępnię je w sieci - mówił Carroll.

Jak obiecał, zrobił. Pierwsza, utrzymana w stylu country, zrobiła furorę. -United rozwaliło moją gitarę - śpiewa Carroll w "United Breaks Guitars".



Przebój podłapały media, u nas regularnie gra go TVN 24. Carroll udziela wywiadów wielkim stacjom -CNN i BBC. Przez dziesięć dni na YouTubie klip obejrzało ponad 3 mln osób.

Firma się przebudziła. -Odezwali się, może nieco za późno. Nie chcę już rekompensaty. Ale byłoby miło, gdyby te pieniądze przeznaczyli na jakiś charytatywny cel - mówi Carroll w oświadczeniu. Umieszczonym - oczywiście - na YouTubie.

Niektóre firmy już starają się wyprzedzić wydarzenia. Linie lotnicze Virgin America monitorują wpisy, jakie na ich temat pojawiają się na Twitterze. I włączają się w dyskusję, starając się ugłaskać klienta, nim o jego problemie będzie huczał cały internet.

Dzięki sieci firmy reagują nawet na listy, które normalnie w sekundzie trafiłyby do kosza.

„26 listopada 2008r. nastąpiło otwarcie pierwszego państwa sklepu w Koszalinie. Tego dnia rozdawano prezerwatywy z hasłem: »Nie pękaj, korzystaj! «. Myślałem, że są to promocyjne czekoladki, i jako łasuch skusiłem się, biorąc 20 sztuk. Moja partnerka, z którą jestem ponad trzy lata, oznajmiła mi dzisiaj, iż będę ojcem” - pisał do sklepu jeden z klientów sieci MediaMarkt. W ramach rekompensaty domagał się miksera albo lodówki.

Kiedy ten list - nie wiadomo, czy wygłup, czy nieporozumienie - pojawił się w internecie, rzeczniczka MediaMarktu Wioletta Batóg wysłała autorowi kwiaty z okazji Dnia Ojca. Jak twierdzi, klient wykazał się wyjątkowym poczuciem humoru. Do kwiatów dołączono prezent. Batóg nie chce zdradzić jaki.

Może czekoladki?

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów