Dojna giełda fiskusa
Mimo głębokich zeszłorocznych spadków na warszawskim parkiecie fiskus zebrał od akcjonariuszy grubo ponad miliard złotych podatku za 2008 r.
W uzasadnieniu do nowelizacji tegorocznego
budżetu znaleźliśmy informacje o wpływach z podatku giełdowego za 2008 r. Inaczej niż np. w przypadku opodatkowania pensji zaliczki na ten podatek nie są pobierane w ciągu roku. Wszystko więc, co fiskus dostaje z opodatkowania akcji, wpływa na jego konta dopiero po zakończeniu roku, w czasie czterech miesięcy rozliczeń z PIT. Według danych z uzasadnienia do nowelizacji budżetu na początku tego roku fiskus dostał 1,155 mld zł z podatku od dochodów z giełdy uzyskanych w 2008 r. To oczywiście znacznie mniej niż rok wcześniej, kiedy do budżetu trafiły pieniądze z opodatkowania giełdy u szczytu hossy z 2007 r. Aż o 44,2 proc. mniej. Wtedy budżet dostał od inwestorów giełdowych 2,070 mld zł podatku. Jednak dane dotyczące 2008 r. pokazują, że mimo głębokiej bessy na giełdzie inwestorzy osiągnęli łączny dochód przekraczający niebagatelną kwotę 6 mld zł (19 proc. podatku od takiego dochodu daje 1,155 mld zł wpływu z podatku do budżetu).
Wielka hossa na
warszawskiej giełdzie rozpoczęła się wiosną 2003 r. i trwała cztery lata. W tym czasie najszerszy indeks WIG zyskał aż ponad 330 proc. A wiele firm np. deweloperskich pozwoliło inwestorom pomnożyć pieniądze dziesięciokrotnie i więcej. Od zysku z akcji kupionych przed końcem 2004 r. nie płacili podatku. Wprowadzenie
podatku Belki wcale nie zahamowało hossy, bo inwestorzy zarabiali takie krocie, że płacenie podatku przychodziło im lekko. Ceny akcji osiągnęły swój szczyt latem 2007 r., potem w
USA pękła bańka spekulacyjna na rynku
nieruchomości i zaczęła się bessa. Mimo to jeszcze w 2007 r. indeks WIG urósł o 10 proc. W kolejnym roku była prawdziwa katastrofa, bo indeks poleciał na łeb na szyję, o 50 proc.
Jakim cudem w tak katastrofalnym roku dla giełdy inwestorzy osiągnęli aż tak duże zyski, aby zapłacić fiskusowi ponad 1 mld zł podatku? Można to wytłumaczyć następująco: wielu sprzedało akcje kupione dużo wcześniej, na których mieli wysoki zysk, czasem skumulowany przez kilka lat. Tak postępują inwestorzy hołdujący zasadzie "trend is your friend" (trend jest twoim przyjacielem), czyli kupujący w hossie akcje i trzymający je aż do zmiany trendu, nawet jeśli trwa to kilka lat. Sprzedają je dopiero po załamaniu cen, gdy jasne jest, że rozpoczyna się długa bessa. Mimo że nie sprzedają oni nigdy na szczycie hossy, to i tak zgarniają ogromne zyski z długiego okresu wzrostu cen, a płacą podatek dopiero za rok, w którym przeprowadzili transakcję. Poza tym bardzo mocne spadki, takie jak w 2008 r., to raj dla tzw. day-traderów, którzy na okrągło kupują i sprzedają akcje, wykorzystują panikę i zarabiają np. w ciągu jednego dnia 10-20 proc. na pojedynczej spółce.
Niestety spadek wpływów kasy państwa z opodatkowania giełdy ani trochę nie przybliża nas do zapowiadanego przez polityków, zwykle w okresie poprzedzającym wybory, zniesienia tego opodatkowania. Do tej pory kolejne ekipy w Ministerstwie Finansów otwarcie przyznawały, że trudno im się będzie rozstać z pieniędzmi z tego podatku. Teraz jest jeszcze gorzej. Tegoroczny budżet rząd właśnie stara się jakoś połatać nowelizacją. Tymczasem przyszły rok ma być jeszcze trudniejszy. Broniąc się przed podwyższaniem podatków, rząd szuka pieniędzy m.in. w NBP, chce też ograniczać zapisany w ustawie poziom wydatków na obronność. Zniesienie opodatkowania giełdy tylko by sytuację budżetu dodatkowo pogorszyło. Szanse na to są więc teraz właściwie zerowe.
- To nie są pieniądze, którymi się pogardza, i nikt, kto konstruuje budżet państwa, nie machnie ręką na taką kwotę - tłumaczył kiedyś "Gazecie" jeden z wiceministrów finansów. Mówił o dochodach budżetu z podatku giełdowego za 2005 r., czyli o kwocie sporo niższej niż ta za zeszły rok.
• W okresie styczeń-maj 2009 r. wpływy z podatku od przychodów z odsetek oraz od dochodów z udziałów w funduszach kapitałowych wyniosły 990,1 mln zł. To o 14,1 proc. więcej niż w tym samym okresie 2008 r. Ministerstwo Finansów tłumaczy, że ten wzrost wynika głównie z realizacji wysokich dochodów odsetkowych z lokat bankowych.