Wirth, z wykształcenia geolog (zrobił
doktorat na AGH w
Krakowie), jest związany z KGHM od 1998 roku, gdy zaczął
pracę w Centrum Badawczo-Projektowym Miedzi "Cuprum". Po czterech latach trafił do biura zarządu spółki, gdzie odpowiadał jako dyrektor za wdrażanie nowych przedsięwzięć i zarządzenie projektami. Do Cuprum wrócił w marcu 2006 roku jako wiceprezes zarządu.
W kwietniu 2008 roku został wiceprezesem KGHM w zarządzie nowego prezesa Mirosława Krutina. Wirth odpowiadał za produkcję. Został p.o. prezesa w czerwcu, gdy Krutin zrezygnował z ubiegania się o kolejną kadencję. Jego rezygnacja była formalnością, bo wcześniej skarb państwa złożył wniosek o zmiany w zarządzie, gdy Krutin w maju zgodził się na premię dla związkowców KGHM po zakończonej awanturą demonstracji pod siedzibą spółki.
Wirth ma zapewnić dobry kontakt z potężnymi związkowcami jako człowiek związany ze spółką od lat. - I nie będzie opierał się wypłacie dużej dywidendy dla skarbu państwa, gdy to będzie konieczne - mówi proszący o anonimowość polityk PO związany z Zagłębiem Miedziowym.
Na razie przed nowym prezesem KGHM trudne zadanie. Będzie musiał skrócić liczącą 200 pozycji listę inwestycji na ten rok. Na ostatnim walnym zgromadzeniu akcjonariuszy skarb państwa zdecydował, by z liczącego ponad 2,92 mld zysku wypłacić 2,33 mld, czyli aż 80 proc., na dywidendę. Wirth przyznał po tym, że niektóre priorytety spółki trzeba będzie ograniczyć. W strategii jego autorstwa, która ma obowiązywać do 2018 roku, zapisane są zakupy zagranicznych złóż miedzi, a w dłuższej perspektywie znaczna dywersyfikacja źródeł przychodów, m.in. przez dalsze inwestowanie w telekomy.
Zysk KGHM ma wynieść w tym roku 1,9 mld zł.