- Czy jesteśmy w stanie uniknąć bankructwa? Jestem pesymistą - mówi doradca Roberta Bobba, nadzorcy systemu szkół w Detroit. Szkoły nie są już prowadzone przez miasto, bo nadzór nad ich finansami od pogrążonego w kryzysie Detroit przejął pół roku temu stan Michigan.
Kryzys gospodarczy i ogromne kłopoty przemysłu samochodowego są jednymi z głównych, ale nie jedynymi powodami zapaści miasta, w którym mają swoje siedziby Ford, Chrysler i General Motors. Detroit znane jest od lat jako amerykańska stolica korupcji i nepotyzmu. Wieloletni burmistrz Kwame Kilpatrick skończył niecały rok temu swą karierę procesem oraz wyrokiem sądowym za utrudnianie śledztwa i odsiedział cztery miesiące w więzieniu.
Śledztwa policji i FBI wykazały, że za jego kadencji większość kontraktów przyznawano za łapówki i dojścia, a system szkolny miasta wypłacał pensje co najmniej 257 "martwym duszom". Tylko jego skarbnik wypłacił sobie, rodzinie i znajomym 400 tys. dol. w cztery lata. Obecny sekretarz (minister) edukacji USA Arne Duncan powiedział niedawno: - System szkół w Detroit to wstyd narodowy.
W połączeniu z narastającymi kłopotami koncernów samochodowych i całej gospodarki USA efekt jest taki, że system szkół Detroit, który jeszcze w 2002 r. miał 104 mln dol. nadwyżki budżetowej, w tym roku ma 259 mln deficytu. Przyczynia się do tego także to, że przez ostatnie lata trwał exodus zamożniejszych i bardziej energicznych obywateli na przedmieścia - i białych, i zwłaszcza czarnoskórych (miasto jest w 82 proc. czarne). Spośród tych, którzy zostali, wielu przeniosło dzieci ze słabych i skorumpowanych szkół publicznych do prywatnych. W sumie liczba dzieci w szkołach miejskich zmalała ze 160 tys. w 2002 r. do 93 tys. obecnie.
Nadzorca Robert Bobb po objęciu w marcu kontroli nad finansami szkół zamknął kolejne 29 szkół (w sumie od 2000 r. zamknięto ponad 100, czyli prawie 40 proc. wszystkich). Wymienił większość dyrektorów podstawówek i gimnazjów, a prowadzenie 17 z 22 liceów powierzył firmom prywatnym.
Ogłoszenie bankructwa, tak jak w wypadku firm samochodowych Chrysler i General Motors, nie będzie oznaczało końca systemu szkół publicznych w Detroit, a jego drastyczną reorganizację. Podczas procedury upadłościowej sędzia wraz z nadzorcą Robertem Bobbem zredukują zapewne długi szkół wobec firmy energetycznej, wydawnictw dostarczających podręczniki i przewoźników obsługujących autobusy szkolne. Ale wymuszą też na potężnych związkach zawodowych nauczycieli dalsze cięcia w liczbie szkół i etatów nauczycielskich.
Szkoły w Detroit dostały właśnie prawie 150 mln dol. z narodowego planu stymulowania gospodarki prezydenta Baracka Obamy. Ale większość muszą, z godnie z założeniami planu, wydać na budowę nowych szkół i remonty. Na spłatę długu Bobb może przeznaczyć tylko 11 mln.
Wielu ekspertów obawia się, że Detroit może być pierwszym, ale nie jedynym systemem szkolnym w USA, który ogłosi bankructwo. - Wziąwszy pod uwagę stan finansów publicznych, obawiam się, że Detroit tylko rozpocznie przypływ dużej fali bankructw szkół i innych instytucji prowadzonych przez miasta i hrabstwa - mówi "The Wall Street Journal" Samuel Gerdano, dyrektor Amerykańskiego Instytutu Bankructw.