Tegoroczne dochody państwa z VAT będą o 20,7 proc. niższe od zapisanych w
budżecie. Tak przynajmniej wynika z nowelizacji ustawy budżetowej, którą w zeszłym tygodniu przyjął Sejm. Skąd tak dramatyczny spadek?
Były wiceminister finansów, twórca polskiego VAT, dziś
doradca podatkowy prof. Witold Modzelewski lansuje w mediach tezę, że to skutek złagodzenia przepisów.
Chodzi o zniesienie tzw. 30 proc. sankcji VAT. Dopóki sankcja istniała od każdego wykrytego zaniżenia podatku, trzeba było oddać fiskusowi 30 proc. Do tego oczywiście jeszcze zaległy podatek, odsetki, a czasami także grzywnę. Sankcję zlikwidowano po tym, gdy Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że nie można podatnika karać za ten sam czyn dwukrotnie. Sankcją i grzywną.
- Podatnicy przestali się bać VAT i mniej płacą - dowodzi Modzelewski. Tłumaczy, że nikt nie chce być frajerem i płacić, gdy inni nie płacą. Jego zdaniem 90 proc. ubytków we wpływach
budżetu z VAT to efekt złagodzenia przepisów. Profesor mówi o tąpnięciu w VAT, demontażu tego podatku.
W latach 90. sankcja w VAT wynosiła początkowo aż 300 proc. Zgodnie z logiką prof. Modzelewskiego w tamtych czasach podatnicy musieli się bać tego podatku jak ognia. I bali się, wszak sankcja mocno dopiekła bardzo wielu firmom, także uczciwym, które po prostu pomyliły się przy rozliczeniu skomplikowanego podatku. Mimo tego strachu przekręty w VAT były jednak powszechne. Większe i bardziej spektakularne niż dziś.
Co ciekawe, w 2003 r. budżet dostał z VAT 61 mld zł, w 2004 r. - 62,5 mld zł, w 2005 r. - 75,4 mld zł, w 2006 r. - 84,4 mld zł, w 2007 r. - 96,3 mld zł. Tak się składa, że w tym czasie stopniowo, ale systematycznie łagodzono zasady prowadzenia biznesu. Firmom pozwolono działać i rozwijać się, a to mimo istnienia sankcji w VAT przełożyło się na coraz wyższe wpływy z podatków. Może więc trzymanie podatników krótko przy uździe i wymachiwanie im batem nad głową, to nie jest najlepszy pomysł na politykę podatkową.
Zgadza się z tym szef resortu finansów Jacek Rostowski. W poniedziałkowym wywiadzie dla naszego magazynu "Ludzie i Pieniądze" w "Gazecie" powiedział, że "dla
doradców podatkowych jest lepiej, gdy ludzie się boją fiskusa i muszą wypełniać jak najwięcej dokumentów. Nie chcę, by ludzie się bali fiskusa, tylko by się z nim uczciwie rozliczali". Tłumaczył też, że złagodzenie przepisów miało pewien wpływ na obniżenie się dochodów budżetu z VAT. Dodał jednak, że oznacza to ulgę dla przedsiębiorców, a ich trzeba w kryzysie wspierać. Rostowski obarcza kryzys odpowiedzialnością za 90 proc. spadku wpływów z podatków.
Spory udział w tym spadku ma też samo Ministerstwo Finansów, które zbyt optymistycznie szacowało dochody z VAT. W ustawie budżetowej na 2008 r. zaplanowano dochody z tego podatku na poziomie 111,7 mld zł. Nie udało ich się zrealizować. Budżet dostał 91,1 proc. tej kwoty, czyli 101,8 mld zł. Mimo to w planie budżetowym na ten rok dochody z VAT jeszcze zwiększono - do 118,6 mld zł! To od początku było mało realne. W nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej właśnie obcięto wpływy z VAT o 24,6 mld zł - do 94 mld zł. Gdyby tę kwotę porównać z wpływami z VAT w zeszłym roku (101,8 mld zł), to spadek dochodów nie wygląda już tak fatalnie. Ot, po korekcie budżetu mają być niższe o niecałe 8 proc. To można wytłumaczyć kryzysem.