Tomasz Prusek: Mamy dziurę budżetową, rząd szuka na gwałt dochodów. Namawia pan ministra skarbu do przyśpieszenia prywatyzacji przez giełdę? Ludwik Sobolewski, prezes
Giełdy Papierów Wartościowych w
Warszawie: Oczywiście. Zresztą jest to w planach ministra jedna z podstawowych dróg prywatyzacji. Ale nie chodzi przecież tylko o zmianę właściciela z państwowego na prywatnego i zasilenie budżetu. Jeśli spółka jest prywatyzowana przez giełdę, to mamy wartość dodaną, bo wzmacniamy cały rynek kapitałowy, a więc również jakość i szanse całej gospodarki. Z tego punktu widzenia byłoby świetnie, gdyby wszystkie państwowe blue chipy znalazły się na giełdzie, ale w niektórych przypadkach strategia biznesowa może wskazywać inne rozwiązanie.
Czy sukces oferty publicznej kopalni Bogdanka i jej świetny debiut przełamią słabą koniunkturę na rynku pierwotnym i skłonią spółki, także ze stajni państwa, do wchodzenia na giełdę? - Bogdanka ma wszystkie zalety firmy, która wchodząc na giełdę w czasie kryzysu, świetnie prosperuje, prowadzi czytelny i zrozumiały biznes, a do tego jest innowacyjną firmą odległą od stereotypu kopalni. Jeśli nie nastąpi radykalne pogorszenie sytuacji na światowych giełdach, to sukces Bogdanki jest uzasadnieniem dla kolejnych prywatyzacji przez
GPW. A najważniejszy debiut, jaki nas czeka, to
Polska Grupa Energetyczna. Warto pamiętać, że w zasobach skarbu państwa są nie tylko potężne firmy z pierwszych stron gazet, ale również kilkaset małych i średnich, których
prywatyzacja jest bardzo trudna. Chcemy stworzyć dla nich nowy rynek, taki NewConnect bis, i "oświetlić" je na rynku publicznym, a przez to stworzyć zupełnie nowe możliwości dla ich upłynniania przez skarb.
Skarb państwa chce wypłacić ogromną dywidendę z GPW. Czy giełda może oddać kilkaset milionów i nie zaszkodzi to jej rozwojowi ani konkurencyjności? - Dywidenda została tak obliczona, aby uwzględniała potrzeby rozwojowe. Nie spowoduje zagrożenia dla projektów, które są już realizowane i do których trzeba jeszcze dopłacać, ani dla nowych przedsięwzięć. Giełda też zarabia na bieżąco. W tym roku przyniesie prawdopodobnie tyle zysku, ile w 2008 r., czyli w najtrudniejszym roku w historii, gdy nastąpił rekordowy odpływ inwestorów. A zeszłoroczny zysk netto to prawie 80 mln zł.
Jak sprywatyzować GPW, aby giełda utrzymała swoją rolę w gospodarce? - Warszawska giełda jest nie tylko systemem transakcyjnym - ma też swoją misję w gospodarce: buduje nowe segmenty obrotu, wyznacza standardy na rynku kapitałowym, wciąga "małą" gospodarkę na rynek publiczny, buduje sieć, którą zarzuca na międzynarodowych inwestorów. Nowa struktura własnościowa musi pielęgnować zadania, jakie giełda ma do spełnienia w młodej, transformującej się gospodarce. Właśnie dlatego, że GPW ma taką szeroką misję, którą z powodzeniem wypełnia, twórczą dla całej gospodarki, prywatyzację GPW nazywamy najważniejszą tego typu transakcją po 1989 r. Jestem przekonany, że zmiana struktury właścicielskiej stwarza nowe szanse rozwojowe, przede wszystkim dzięki aktywnej obecności inwestorów międzynarodowych.
Giełda ostatnio usunęła z indeksu WIG wiele małych spółek, niektóre spekulacyjne "grzanki" z akcjami groszowymi dostały ostrzeżenie, że mogą pożegnać się z parkietem. Sprzątacie po hossie, kiedy przybyło wiele spółek niedobrych jakościowo? - Nie jest naszym celem eliminowanie mniejszych czy słabszych firm. Chcemy tylko, by nie robiły rzeczy, które mogą zagrozić bezpieczeństwu obrotu i interesom inwestorów. Chcemy uświadomić głównym akcjonariuszom i zarządom spółek, że powinni się interesować tym, jak spółka zachowuje się w obrocie giełdowym. Zarząd ma nie tylko znać się na biznesie, który prowadzi, ale również musi wiedzieć, jak wypowiadać się publicznie, jak prowadzić relacje z inwestorami, analizować przebieg notowań. Może powstrzymać się od robienia np. głębokich splitów, czyli podziałów akcji w celu osiągnięcia wartości groszowej.
Kiedy będzie reforma indeksów? WIG20 aż dusi się od kilku dużych spółek, które zdominowały indeks. Powstanie wreszcie WIG30, w którego skład wejdzie 30 największych spółek? - Zmiana nie może odbyć się w obecnym zestawie spółek. Pierwsza dziesiątka z WIG20 ma 70-80 proc. udział w obrocie w indeksie. Gdybyśmy dołożyli teraz kolejne dziesięć już notowanych spółek, to proporcja niewiele by się zmieniła - nadal dominowałyby te same spółki. Nowe, duże firmy, takie jak PGE, która wejdzie zapewne do czwórki największych firm na GPW, zmienią sytuację. Nowa dziesiątka w WIG30 będzie zapewne skomponowana zarówno z nowych, jak i starych spółek. Rozszerzenie WIG20 do WIG30 jest konieczne, bo obecnie zbyt dużą wagę ma sektor bankowy - ok. 40 proc. Są tacy inwestorzy, którzy inwestują w indeks blue chipów, ale nie lubią nadmiernej ekspozycji na jeden sektor, dlatego ograniczają inwestycje. Po "rozwodnieniu" sektora bankowego w indeksie waga banków powinna wynosić ok. 20, najwyżej 25 proc. Gdyby nie kryzys finansowy, byłby już WIG30. W najbardziej optymistycznym scenariuszu wydarzy się to w drugiej połowie 2010 r.