Do UKE wpłynęło już pismo z Centralnego Biura Antykorupcyjnego, w którym poinformowano Annę Streżyńską, prezes UKE, że "po przeprowadzeniu czynności analityczno-informacyjnych CBA nie stwierdziło nieprawidłowości, które stanowiłyby podstawę do wszczęcia postępowania kontrolnego".
Sprawa była głośna na początku roku, to wtedy - m.in. we "Wprost" i w "Newsweeku" - ukazały się teksty opisujące
przetarg rozstrzygnięty 7 listopada 2008 r. Dwie rezerwacje częstotliwości wygrał w nim pierwotnie Play, a po rezygnacji tej spółki z droższego pasma przypadło ono spółce Aero2. To mało znana firma należąca do Krzysztofa Żyty z kancelarii prawnej Chajec, Don-Siemion & Żyto, która od dawna współpracuje z właścicielem Polsatu Zygmuntem Solorzem (Aero2 wyrasta zresztą na potentata telekomunikacyjnego - w ostatnich dniach kupiła Mobyland - operatora, który wygrał przetarg na telefonię komórkową).
Zwycięskie spółki zaoferowały odpowiednio 217 i 223 mln zł - te pieniądze już wpłynęły do
budżetu państwa. Wygrały jednak nie ze względu na wysokość tych kwot, ale dlatego, że - zdaniem UKE - mogą wpłynąć na zwiększenie konkurencyjności rynku. Nie wszystkim konkurentom podobało się takie rozstrzygnięcie - w nieoficjalnych rozmowach podkreślali, że warunki
przetargu preferowały Play, a skarb państwa stracił, bo za oferowane częstotliwości mógł zyskać znacznie więcej.
Po ukazaniu się artykułów Streżyńska postanowiła wyjaśnić wątpliwości i sama doniosła na siebie do CBA. W komunikacie UKE napisano wtedy: "Publikacja dyskredytuje regulatora rynku telekomunikacyjnego i jego działania demonopolizacyjne, jednocześnie stawiając podejrzenia o nielegalne związki biznesu z administracją".
Dziś Streżyńska przyznaje, że odczuwa przede wszystkim ulgę i radość. - Przetarg to
praca zespołowa i odpowiadać mogę tylko za siebie, ale cieszę się, że postępowanie okazało się w pełni prawidłowe. To spora ulga po półrocznym życiu w świetle podejrzeń o nieprawidłowości - podkreśla.