Biznes Ludzie Pieniądze

Frank daje odetchnąć. Banki nie

Nina Hałabuz, mać
24.07.2009 , aktualizacja: 24.07.2009 10:49
A A A Drukuj
Szwajcarska waluta jest najtańsza od pół roku. Część banków stara się wykorzystać sytuację, żeby więcej zarobić na widełkach kursowych.
Frank szwajcarski
fot. AG
Frank szwajcarski
Wczoraj po południu kurs szwajcarskiej waluty spadł do 2,77 zł. Kredytobiorcy mają powody do radości, bo w ich kieszeniach zostanie nawet po kilkaset złotych. Ktoś, kto zaciągnął 25-letni kredyt na 300 tys. zł przy obecnym kursie zapłaci ratę nawet o 180 zł niższą niż w czerwcu. Na dodatek ekonomiści nie mają wątpliwości, że będzie jeszcze lepiej. Maja Goettig z BPH prognozuje, że pod koniec roku frank będzie kosztował 2,67 zł, a Radosław Cholewiński z Noble Banku obstawia kurs 2,65 zł.

Frank daje nam odetchnąć, banki - niekoniecznie. Klienci, którzy spodziewali się, że po wejściu w życie rekomendacji S II (zobowiązała ona banki do przyjmowania rat bezpośrednio w walutach, które klienci mogą kupić taniej, np. w kantorze) banki zrezygnują z pobierania horrendalnych marż za sprzedaż walut, mogą czuć się rozczarowani. Rekomendacja obowiązuje od początku lipca. Razem z serwisem Comperia.pl sprawdziliśmy, co w tym czasie stało się ze stosowanymi przez banki widełkami kursowymi. Niestety, nie spadły. Wręcz przeciwnie - od maja widełki kursowe np. w Fortis Banku urosły z 17 do 20 gr.

Manipulują przy widełkach

Co więcej, zauważyliśmy, że niektóre banki przesuwają widełki kursowe tak, żeby na sprzedaży franków zarobić więcej. Tak robi np. Bank BPH, który sprzedaje klientom walutę po 12 gr drożej, niż wynosi średni kurs banku centralnego. W czerwcu, gdy średni kurs franka przekraczał 2,9 zł, bankowy kurs sprzedaży był wyższy od średniej NBP o 10 gr. Podobnie postępuje DomBank, znany z tego, że najbardziej zdziera z klientów za franki, sprzedaje szwajcarską walutę po kursie o 20 gr wyższym od kursu NBP. W czerwcu różnica wynosiła ok. 16 gr.

Sens bankowych manipulacji wyjaśnia Michał Macierzyński, analityk portalu Bankier.pl. Wskazuje, że do niedawna banki zarabiały na kredytach frankowych podwójnie: najpierw przy wypłacie, kiedy przewalutowywały franki po kursie niższym od średniego kursu NBP, a potem jeszcze raz - sprzedając klientom franki na spłatę rat drożej. To była dla banków prawdziwa żyła złota: rekordziści, a do takich należał np. Bank Millennium, w ubiegłym roku zarabiali na wymianie walut ponad 100 mln zł. - Problem w tym, że większość banków już kilka miesięcy temu przestała udzielać kredytów w szwajcarskiej walucie, a to oznacza, że ich zyski z przewalutowania drastycznie spadły. Teraz część z nich stara się odkuć, podnosząc kursy, po których sprzedają franki na spłatę rat - mówi Macierzyński.

Duży krok w stronę klientów wykonał na razie ING, który przed kilkoma miesiącami w ogóle zrezygnował ze stosowania widełek kursowych. Z kolei Citi Handlowy postanowił tanimi frankami przyciągnąć do siebie nowych klientów. Różnica w kursach, po których sprzedaje i kupuje walutę, nie przekracza 10 gr, ale na tak atrakcyjnych warunkach Handlowy sprzedaje franki tylko tym, którzy otworzą sobie tam konto.

Będzie sposób na drogie aneksy?

Sposobem na uniknięcie bankowych widełek miała być dla klientów możliwość spłacania rat bezpośrednio w walucie. Dziś każdy bank ma obowiązek przyjmować od kredytobiorców bezpośrednio np. franki szwajcarskie, euro, dolary. Problem w tym, że część banków robi wszystko, żeby zniechęcić klientów do przynoszenia do kasy franków kupionych taniej np. w kantorze. Najprostszym sposobem jest wprowadzenie horrendalnie wysokiej opłaty za niezbędny aneks do umowy. Fundacja KupFranki.org, zrzeszająca 11,5 tys. osób spłacających kredyty we frankach, obliczyła, że przy kredycie na 140 tys. franków (ok. 350 tys. zł pożyczonych przy kursie 2,5 zł) za zmianę sposobu spłaty rat ze złotówek na franki w Banku Nordea trzeba zapłacić aż 3,1 tys. zł. W Metrobanku taka operacja kosztuje 2 tys. zł, a w Millennium i Polbanku - 500 zł.

Spytaliśmy rzeczniczkę UOKiK Małgorzatę Cieloch o to, czy Urząd ma jakiekolwiek możliwości interwencji w sprawie cen aneksów. Niestety, okazuje się, że Urząd ma związane ręce. - Z informacji, które udało mi się zebrać, wynika, że nie możemy kwestionować wysokości opłat za aneksy do umów. Tak jak nie możemy kwestionować cen innych usług czy produktów - mówi Cieloch.

Ale jej zdaniem jest iskierka nadziei. - Sprawa jest nam znana dzięki skargom konsumentów. Dlatego przy okazji prowadzonej obecnie kontroli spreadów w bankach postaramy się wyjaśnić, jakie czynniki kształtują w poszczególnych bankach opłatę za aneks. Jeśli pojawią się jakieś warunki do interwencji UOKiK, będziemy działać - obiecuje rzeczniczka Urzędu.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy