Biznes Ludzie Pieniądze

Anatomia łotewskiego kryzysu

lez
27.07.2009 , aktualizacja: 26.07.2009 22:10
A A A Drukuj
ZOBACZ TAKŻE
Początek 2007 r. Łotwa to jeden z podziwianych bałtyckich tygrysów. Wzrost gospodarczy sięga 11-12 proc., więcej niż w Chinach. Bezrobocie jest poniżej 6 proc., kto chce pracować, ma pracę od ręki, choćby przy budowie osiedli mieszkaniowych w Rydze lub w jednej z licznych restauracji obsługujących codziennie tysiące szwedzkich i niemieckich turystów. Co ważne, można żądać podwyżek. Średnia pensja sięga już 400 łatów, o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej. - Mam nieźle płatną pracę, banki dają tanie kredyty w euro. Nic, tylko brać - myśli niejeden Łotysz. Wszyscy na wyścigi kupują samochody, mieszkania. Ceny nieruchomości w Rydze rosną o kilkadziesiąt procent rocznie.

Lato 2009 r. Przegrzana gospodarka wpadła w recesję, dobił ją światowy kryzys. Pękła bańka spekulacyjna i ceny domów spadły o kilkadziesiąt procent. Skandynawskie banki liżą rany, bo coraz więcej Łotyszy zalega ze spłatą rat kredytowych. Nic dziwnego, przecież bezrobocie sięga już 16 proc. Zarejestrowanych bezrobotnych jest już 130 tys., do końca roku według prognoz resortu pracy przybędzie kolejne 50 tys. - Ciągle rozmawiamy o kryzysie. Jesteśmy w szoku, bo naokoło wszyscy tracą pracę - mówi Anna pracująca w jednym z ryskich hoteli.

Rząd gwałtownie tnie wydatki, zabierając wszystko to, co rozdawał na lewo i prawo. Dwa lata temu 20-30-proc. podwyżki dla nauczycieli i lekarzy były na porządku dziennym. Wydatki na administrację rządową od 2004 r. wzrosły z 475 mln łatów do ponad 1,1 mld łatów (6,6 mld zł)! Teraz rząd obcina pensje w sektorze publicznym o 20 proc., emerytury o 10 proc. Inaczej nie dostanie pomocy z Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos