Biznes Ludzie Pieniądze

Łotwie nie będzie łatwo

Leszek Baj
27.07.2009 , aktualizacja: 27.07.2009 11:25
A A A Drukuj
Obcięcie pensji i emerytur to dopiero początek złych wiadomości dla Łotyszy. Zimą zdrożeje energia, nie będzie już pomidorów z przydomowego ogródka. - Jeszcze wyjdziemy na ulice - zapowiadają związki zawodowe
Czerwiec 2009. Łotewski minister finansów Einars Repše próbuje rozmawiać z uczestnikami antyrządowej demonstracji
Czerwiec 2009. Łotewski minister finansów Einars Repše próbuje rozmawiać z uczestnikami antyrządowej demonstracji
Zobacz też: Sami jesteśmy sobie winni

- Łotwa jeszcze nigdy nie przeżyła takich problemów na rynku pracy - przyznaje w rozmowie z "Gazetą" Linda Liepa, wicedyrektor departamentu ubezpieczeń społecznych w łotewskim resorcie polityki społecznej. Wyższe niż na Łotwie bezrobocie ma w Unii tylko Hiszpania.

Łotysze masowo rejestrują się jako bezrobotni. Rok temu zasiłek pobierało około 30 tys. osób, w styczniu tego roku już 42,5 tys., a w maju ponad 69 tys. Szacunki resortu wskazują, że w grudniu będzie to aż 123,5 tys.! Od początku roku do końca maja wydatki na zasiłki dla bezrobotnych wzrosły o 60 proc. - z 7,7 mln łatów miesięcznie do 12,3 mln (75 mln zł). Zasiłki otrzymuje nieco ponad połowa bezrobotnych, średnio wychodzi sporo - 170 łatów, czyli ponad tysiąc złotych, ale na Łotwie zasiłek dostaje się tylko przez 9 miesięcy, a z czasem jego wysokość spada. - W ostatnich 3 miesiącach ludzie dostają tylko około 45 łatów (270 zł). Później nic. Mogą tylko pójść do gminy po wsparcie dla najbiedniejszych czy dodatek mieszkaniowy - mówi Ilze Zvidrina z departamentu pracy w resorcie polityki społecznej.

- Wielu młodych ludzi sądziło, że należy do klasy średniej. Po kryzysie może się okazać, że nie mają nic - stwierdza Morten Hansen, szef wydziału ekonomicznego w Stockholm School of Economics w Rydze.

- Przez bańkę na rynku budowlanym dużo ludzi rzuciło szkoły, by pracować. Teraz są bez pracy i bez wykształcenia - dodaje Zvidrina.

Eksperci nie mają wątpliwości, że najgorsze przyjdzie zimą. - Pula na zasiłki dla bezrobotnych wzrosła do 170 mln łatów (ponad miliard złotych). Ale może się okazać, że pieniędzy i tak nie wystarczy dla wszystkich - mówi Imants Lipskis, szef departamentu pracy w łotewskim ministerstwie polityki społecznej.

Kiedy gabinet premiera Valdisa Dombrovskisa obciął od lipca pensje w budżetówce o 20 proc., a emerytury o 10 proc., odbyła się w zasadzie tylko jedna większa demonstracja. - Wyobrażam sobie, co by się działo we Francji czy w Grecji. Ale Łotysze trzymają swoje emocje na wodzy - mówi Morten Hansen, Duńczyk.

Za to pracujący emeryci masowo składają wnioski do Trybunału Konstytucyjnego. Rząd aż o 70 proc. obniżył im emerytury, więc chcą sprawdzić, czy to zgodne z konstytucją. Wnioski złożyło już ponad 3 tys. Łotyszy.

- Były już demonstracje i z pewnością jeszcze będą - mówi "Gazecie" Egils Baldzens, wiceprezydent Konfederacji Wolnych Związków Zawodowych Łotwy. - Jako konfederacja związków zawodowych jesteśmy gotowi w każdej chwili, ale to zależy od gotowości związków branżowych. Cały czas powtarzamy, że na rząd należy wpływać bardziej radykalnie - dodaje.

- Już strajkowali policjanci, nauczyciele, przymierzają się też urzędnicy publiczni - mówi Imants Lipskis z resortu polityki społecznej. - Ale przecież cięcia budżetowe są niezbędne.

Tymczasem ludzie są coraz bardziej zdesperowani. Coraz więcej osób ma kłopoty ze spłatą rat kredytów. W ogarniętym kryzysem kraju ludzie chwytają się brzytwy. Niejaki Viktor Miroszenko wpadł na pomysł, by dawać kredyty pod zastaw... duszy. Szarlatan czy zbawca biedaków?

- Niemoralne banki udzielały pożyczek na setki tysiące łatów, teraz zabierają ludziom domy i wyrzucają na bruk. My dajemy małe kwoty na słowo honoru - tłumaczy "Gazecie". Jak przyznaje, 90 proc. jego klientów to ludzie biedni. Na razie jego firma Kontora udzieliła kilkuset pożyczek. - Jeśli ktoś nie zwraca pieniędzy, to nic nie możemy zrobić. Ale działamy od 3 miesięcy i już pierwsi ludzie oddają długi - mówi. Liczy, że jego biznes przyniesie zyski, a wtedy otworzy inne biura za granicą. Na razie jednak finansuje go "bogaty inwestor".

Łotewski rząd zdaje sobie sprawę, że w społeczeństwie buzuje. - Dlatego już się przygotowujemy na niepokoje - mówi Ilze Zvidrina z ministerstwa polityki społecznej. Jaki plan ma rząd?

•  Prace publiczne dla bezrobotnych - głównie dla tych, którzy stracili prawo do zasiłku. Pracowaliby w pełnym wymiarze godzin, od 2 tygodni do pół roku. Za proste czynności, np. sprzątanie, dostawaliby ok. 100 łatów miesięcznie, a więc poniżej pensji minimalnej. Prace organizowałyby gminy. Jak przyznaje ministerstwo, to rodzaj eksperymentu przygotowanego wspólnie z Bankiem Światowym. Program ma kosztować 24 mln łatów, większość da Europejski Fundusz Społeczny. Resort polityki społecznej oblicza, że w programie może wziąć udział nawet 26 tys. osób.

•  Dotacje dla firm. Aby zachować miejsca pracy, pracodawcy mogliby zatrudniać pracowników np. na pół etatu i w zamian dostawać wsparcie od rządu.

•  Podwyżka dodatków dla najbiedniejszych. W tej sprawie rząd rozmawia już z gminami. Być może na ten cel pieniądze pożyczy Łotwie Bank Światowy.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy