Jak wynika ze sprawozdania giełdowego złożonego przez Time Warner,
Google pakietu 5 proc. akcji w AOL pozbyło się 8 lipca. I sporo straciło - z każdego dolara zainwestowanego w 2006 r., koncern z Mountain View z powrotem dostało raptem 28 centów.
Transakcja była gorącym tematem w mediach, bo na AOL chrapkę miał też
Microsoft - już 2005 r. proponował Time Warnerowi, że odkupi całą spółkę. Chciał też, by to z jego wyszukiwarki korzystali użytkownicy stron America Online.
Ostatecznie AOL porozumiał się z Google.
O sprzedaży udziałów mówiło się od dłuższego czasu. Już w styczniu br. koncern dokonał odpisu aktualizacyjnego udziałów w AOL, obniżając ich wartość o ponad 700 mln dol. I w lutym zasygnalizował zarządowi Time Warner, że jest gotów akcje odsprzedać. Zaś w maju władze medialnego giganta potwierdziły, że pakiet odkupią, ogłaszając jednocześnie plan wydzielenia internetowego AOL ze struktury całej grupy jako osobnej spółki.
Kierując się ceną, jaką za swoje udziały dostało Google, wartość AOL można szacować na ok. 5,7 mld dol.
To grosze w porównaniu z ogromnymi oczekiwaniami, jakie dziewięć lat temu budziła fuzja AOL i Time Warner. "Alleluja, rewolucja się zaczęła", tak w styczniu 2000 r. analitycy i inwestorzy powitali tę wiadomość. Spodziewano się wówczas, że z połączenia największego dostawcy internetu z największym koncernem medialnym wyrośnie gigant równie wpływowy jak Microsoft.
Warta 129 mld dol. transakcja przeprowadzona na szczycie tzw. bańki internetowej zamieniła się jednak w koszmar dla obu firm - AOL zaczął tracić abonentów, a plany podbicia rynku reklamy internetowej spełzły na niczym.