Biznes Ludzie Pieniądze

Kryzys zmienia strategię biznesową Millennium

Nina Hałabuz
28.07.2009 , aktualizacja: 28.07.2009 20:37
A A A Drukuj
Bank sparzył się na kredytach hipotecznych, które przez lata były jego sztandarowym produktem
Oddział Banku Millennium
Fot. Michal Lepecki / Agencja Gazeta
Oddział Banku Millennium
- Ostatnie miesiące to był prawdopodobnie najtrudniejszy okres w historii banku - mówił Bogusław Kott, prezes banku, podczas konferencji, na której prezentował wyniki finansowe. Przez sześć miesięcy tego roku bank zarobił 21 mln zł, mniej niż jedną dziesiątą togo co w pierwszej połowie 2008 r.

- Kryzys obnażył słabe strony strategii biznesowej Millennium - mówi jeden z analityków sektora finansowego. W 2007 r. bank zapowiedział, że zamierza awansować do pierwszej trójki banków udzielających najwięcej kredytów hipotecznych. I - zdawałoby się - odniósł sukces: w połowie ubiegłego roku, z 11-proc. udziałem w rynku hipotek, deptał po piętach PKO BP. Pożyczki mieszkaniowe stanowiły ponad 60 proc. wszystkich udzielonych przez Millennium kredytów. - Wprawdzie miał niskie marże, ale za to zarabiał na wymianie walut i dodawanych do kredytów kartach i ubezpieczeniach - mówi Marek Juraś z Domu Maklerskiego BZ WBK.

Ale gdy jesienią ubiegłego roku rynki finansowe zadrżały po bankructwie amerykańskiego Lehman Brothers, główny filar biznesowy banku okazał się kruchy. Nagle koszty pozyskania franków, które bank co miesiąc musiał dostarczyć klientom na spłatę rat, skoczyły trzykrotnie. Jednocześnie nasza waluta zaczęła się gwałtownie osłabiać - frank, za którego w sierpniu płaciliśmy poniżej 2 zł, w ciągu pół roku podrożał o połowę. W lutym jego kurs przekroczył 3 zł. To był dramatyczny czas dla tysięcy kredytobiorców, którzy nagle orientowali się, że w przeliczeniu na złote ich kredyty są o połowę wyższe niż pół roku wcześniej. Bank Millennium był w takiej samej sytuacji: jego portfel udzielonych kredytów zaczął niepokojąco puchnąć i pod koniec roku okazało się, że pożyczki zaczynają przekraczać wartość zebranych od klientów oszczędności.

Bank nie miał innego wyjścia, niż zaciekle walczyć o pieniądze klientów, oferując bardzo wysokie oprocentowanie lokat, co wyraźnie nadszarpnęło jego zyski.

Do tego doszedł problem opcji walutowych. Prezes Bogusław Kott szacował, że Millennium ma od 5 do 8 proc. udziałów w transakcjach opcyjnych. Zaszkodziło mu nie tylko gwałtowne osłabienie złotego, ale również wypowiedzi polityków, którzy przekonywali przedsiębiorców, że zawarte kontrakty da się unieważnić. Słysząc to, wiele firm, zamiast szukać porozumienia z bankami, czekało w nadziei, że uniknie strat. A Millennium musiał zawiązać wielomilionowe rezerwy, które ograniczały jego możliwości zarabiania.

Prezes Kott przekonuje, że temat opcji jest już dla banku zamknięty: - Z częścią klientów udało nam się porozumieć. Czasem oznaczało to konieczność udzielenia im kredytów. Z niektórymi cały czas jesteśmy w sporze.

Teraz Millennium ma być zupełnie innym bankiem - oszczędnościowym. Kredyty - zwłaszcza mieszkaniowe - mają być tylko dodatkiem. Nie będzie powrotu do hipotek w walutach. Zarabiać chce na kredytach gotówkowych, kartach i prowadzeniu kont. Poza tym ma się odchudzić (robił to gwałtownie, zwalniając w pierwszym półroczu ok. 9 proc. załogi) i lepiej wykorzystywać swoją sieć oddziałów. Nie chce już obsługiwać dużych firm - interesują go tylko indywidualni klienci oraz małe i średnie firmy.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy