Zgodnie z umową w portalu Yahoo! pojawi się Bing, nowa wyszukiwarka Microsoftu i to ona ma być bramą do sieci dla użytkowników. Yahoo! za to dostanie wyłączność na sprzedaż reklam przy wynikach wyszukiwaniach. I to zarówno na swoich stronach, jak i w serwisach Microsoftu.
- Wierzę, że to porozumienie otwiera nową erę innowacji w internecie - mówi szefowa Yahoo! Carol Bartz.
Microsoft ma się dzielić z Yahoo! przychodami - w ciągu pierwszych pięciu lat umowy, ma wpłacać do kasy internetowej spółki ok. 88 proc. wpływów z reklam wyświetlonych na witrynach Yahoo! (chodzi wyłącznie o reklamy przy wynikach wyszukiwania, w tradycyjnych banerach spółki nadal będą ze sobą konkurowały). Microsoft ma też zagwarantować Yahoo!, że w każdym kraju, w którym koncerny będą współpracowały, osiągnie w ciągu półtora roku określone wpływy z jednego wyszukania.
Yahoo! szacuje, że dzięki transakcji z Microsoftem zysk operacyjny spółki zwiększy się o 500 mln dol. Jednocześnie szacuje, że na współpracy zaoszczędzi rocznie ok. 200 mln dol. Oba koncerny liczą na to, że sfinalizują transakcję - po uzyskaniu zgody regulatorów - na początku 2010 r. Microsoft nie zapłaci jednak Yahoo! 3 mld dol. w gotówce z góry, jak wcześniej spekulowano.
- Dzięki umowie Yahoo! z Microsoftem reklamodawcy nie będą musieli polegać tylko na jednej spółce, która opanowała ponad 70 proc. rynku wyszukiwarek - czytamy we wspólnym komunikacie obu koncernów.
Porozumienie obu firm tak czy inaczej poprawi ich sytuację na rynku - dziś pozostają one w cieniu
Google. Według danych firmy ComScore w czerwcu Google miał 65 proc. udziałów w amerykańskim rynku wyszukiwarek. Na drugim miejscu uplasowało się Yahoo! z niespełna 20 proc., na trzecim Microsoft z wynikiem 8,4 proc. A na świecie ten dystans jest jeszcze większy.
- Google powinien się obawiać. Ta umowa da Microsoftowi znacznie większe udziały w rynku wyszukiwarek - przekonuje Danny Sullivan z serwisu SearchEngineLand.com. Inni przestrzegają, że plany obu koncernów mogą pokrzyżować regulatorzy rynku, jeśli uznają, że współpraca Microsoftu i Yahoo! mogłaby zakłócić konkurencję na rynku.
Podpisana dziś umowa kończy jedną z najdłuższych sag informatycznego świata. Podchody giganta z Redmond pod Yahoo! ciągną się bowiem od lutego 2008 r. - Microsoft chciał wówczas kupić najbardziej znany portal internetowy na świecie i wykładał na stół nawet 47 mld dol. Ale ofertę - jako zbyt niską - odrzucono. Wydawało się, że obie strony nie usiądą już do stołu, tym bardziej że Yahoo! próbowało zawrzeć pakt reklamowy z Google'em (ostatecznie nie doszedł do skutku), a kolejne oferty Microsoftu Yahoo! konsekwentnie odrzucało.
Rozmowy z gigantem z Redmond wznowiła Carol Bartz, następczyni Jerry'ego Yanga. W maju mówiła publicznie, że jakakolwiek współpraca wymagałaby partnera z "wielkimi rezerwami gotówki". Przyznawała też, że Yahoo! rozmawia "trochę" z Microsoftem nie wdając się jednak w szczegóły.