Biznes Ludzie Pieniądze

WZL traci rządowe zamówienia i zwalnia ludzi

Sandra Federowicz, Jacek Gałęzewski, Bydgoszcz
30.07.2009 , aktualizacja: 30.07.2009 11:23
A A A Drukuj
Wojskowe Zakłady Lotnicze wstrzymały produkcję z powodu braku zamówień z MON. Na razie na dwa tygodnie, ale przyszłość firmy jest poważnie zagrożona. Zarząd próbuje ratować zakład, zwalniając cześć pracowników, a pozostałym obniża zarobki

Fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Gazeta
Od poniedziałku hale bydgoskich WZL stoją puste. Wszyscy pracownicy - w sumie 620 osób, zostali odesłani na przymusowy urlop. Zarząd nie miał innego wyjścia, nie było dla nich pracy.

- W tym roku drastycznie spadły zamówienia z MON, które są naszym głównym źródłem dochodów - tłumaczy Bogdan Adamczyk, rzecznik firmy.

Wojskowe Zakłady Lotnicze pogrążyły, podobnie jak całą zbrojeniówkę, budżetowe cięcia zlecone w ministerstwach przez premiera Donalda Tuska. Pierwotnie MON miał przeznaczyć na zamówienia w polskich firmach 4,7 mld zł, po wprowadzeniu kryzysowych oszczędności zostało zaledwie 2,2 mld. W przypadku WZL te proporcje są jeszcze bardziej niekorzystne. W zeszłym roku wartość zleconych remontów samolotów wyniosła blisko 100 mln zł, w tym zaledwie 23 mln.

- W tej sytuacji, aby utrzymać się na powierzchni, musieliśmy wprowadzić daleko idące oszczędności. Wstrzymaliśmy wszystkie inwestycje i szkolenia, w uzgodnieniu ze związkami zostały również o 25 proc. obniżone płace - mówi Adamczyk.

Konieczna okazała się też redukcja załogi. Do końca roku z pracy odejdzie ok. 30 osób. Kolejnym oszczędnościowym posunięciem było wysłanie wszystkich pracowników na dwutygodniowy urlop.

Niestety, na razie nie widać perspektyw na poprawę. - Nie otrzymaliśmy z Ministerstwa Obrony żadnych deklaracji, kiedy poziom zamówień wróci do normy - przyznaje rzecznik WZL.

To oznacza, że przyszłość firmy jest poważnie zagrożona. - To, co zrobiono z WZL, to skandal! To jasne, że za 23 mln te zakłady nie przeżyją - oburza się bydgoski eurodeputowany Janusz Zemke, były wiceminister obrony narodowej. - Ministerstwo mydli nam wszystkim oczy wielokrotnymi zapowiedziami zwiększenia zamówień, a ciągle nic nie robi. Polska ma tylko jeden taki obiekt i trzeba na niego chuchać i dmuchać. Bo sprawa jest jasna: jeśli nie znajdą się pieniądze na WZL, samoloty nie będą remontowane i modernizowane. A to oznacza, że w ogóle nie będą latać - przestrzega. - Jeśli resort cztery razy w roku zmniejsza zamówienia, doprowadza zakłady do ruiny. A jednocześnie kupuje nowe, niepotrzebne nam Bryzy. Takie działanie jest nieodpowiedzialne.

MON uspokaja jednak, że nie pozostawi bydgoskiej firmy bez pomocy. - W ramach rządowego programu, który będzie realizowała Agencja Rozwoju Przemysłu, zaprosimy zakłady do rozmów. Resort przedstawi propozycję współpracy. Mam nadzieję, że nastąpi to w ciągu najbliższych kilku dni - zapowiada płk Wiesław Grzegorzewski, dyrektor departamentu prasowego MON. Nie chce jednak mówić o szczegółach. - Oczywiście, idą za tym pieniądze. O konkretnych pomysłach i kontraktach będziemy jednak rozmawiać jedynie z przedstawicielami WZL - ucina.

Tymczasem zakłady przy ul. Szubińskiej próbują w większym stopniu uniezależnić się od rządowych zamówień. - Prowadzimy rozmowy o ewentualnej współpracy z amerykańskim koncernem Sikorsky produkującym helikoptery. Szukamy też innych zleceń na rynku cywilnym. Jednak dla firmy tak jak nasza wyspecjalizowanej w obsłudze wojskowych samolotów nie jest to łatwa sprawa - mówi Adamczyk.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy