Podpisana wczoraj umowa kończy jedną z najdłuższych sag informatycznego świata. Podchody Microsoftu pod najbardziej znany portal internetowy ciągną się od lutego 2008 r. - gigant z Redmond chciał wówczas Yahoo! kupić, wykładając na stół 47,5 mld dol. Ofertę zarząd portalu odrzucił. Yahoo! próbował nawet zawrzeć pakt reklamowy z
Google (ostatecznie nie doszedł do skutku), wczoraj skończył jednak w objęciach Microsoftu.
O rozmowach huczało już w mediach od dwóch tygodni, teraz spółki ujawniły szczegóły współpracy. W portalu Yahoo! pojawi się Bing, nowa wyszukiwarka Microsoftu - to ona ma być bramą do sieci dla użytkowników. Yahoo! dostanie za to wyłączność na sprzedaż reklam przy wynikach wyszukiwania. I to zarówno na swoich stronach, jak i w serwisach Microsoftu.
- Wierzę, że to porozumienie otwiera nową erę innowacji w internecie - mówi szefowa Yahoo! Carol Bartz.
Microsoft ma się dzielić z Yahoo! przychodami - w ciągu pierwszych pięciu lat umowy ma oddawać do kasy Yahoo! 88 proc. wpływów z reklam wyświetlonych na witrynach (chodzi wyłącznie o reklamy przy wynikach wyszukiwania, w sprzedaży tradycyjnych bannerów spółki nadal będą ze sobą konkurowały). Microsoft ma też zagwarantować Yahoo!, że w każdym kraju, w którym koncerny będą współpracowały, osiągnie w ciągu półtora roku określone wpływy z jednego wyszukania.
Dla Yahoo! taki zastrzyk gotówki będzie nie do przecenienia - spółka szacuje, że współpraca z Microsoftem zwiększy jej roczny zysk operacyjny o 500 mln dol. I jednocześnie zaoszczędzi ok. 200 mln dol. na wydatkach na sprzedaż i infrastrukturę.
W ub.r. zysk operacyjny Yahoo! wyniósł 13 mln dol., głównie ze względu na restrukturyzację i pokaźne odpisy. W 2007 r. było to 695 mln dol. Koncerny liczą na to, że sfinalizują transakcję - po uzyskaniu zgody regulatorów - na początku 2010 r.
- Dzięki umowie Yahoo! z Microsoftem reklamodawcy nie będą musieli polegać tylko na jednej spółce, która opanowała ponad 70 proc. rynku wyszukiwarek - czytamy we wspólnym komunikacie.
- Mamy poważnego konkurenta na rynku wyszukiwarek - mówiła wczoraj Bartz. - W tej umowie najważniejsze jest osiągnięcie skali.
Porozumienie obu firm może poprawić ich sytuację na rynku - bo dziś pozostają w cieniu Google. Według danych firmy ComScore w czerwcu Google miał 65 proc. udziałów w amerykańskim rynku wyszukiwarek. Na drugim miejscu uplasowało się Yahoo! z niespełna 20 proc., na trzecim Microsoft z wynikiem 8,4 proc. A na świecie ten dystans jest jeszcze większy.
- Google powinien się obawiać. Ta umowa da Microsoftowi znacznie większe udziały w rynku wyszukiwarek - przekonuje jednak Danny Sullivan z serwisu SearchEngineLand.com. Zdaniem Bryana Wienera, szefa agencji reklamowej 360i, współpraca z Yahoo! pozwoli przyciągnąć Microsoftowi więcej reklamodawców i internautów do nowej wyszukiwarki Bing. Dotąd często ją pomijano ze względu na niewielki udział w rynku. Microsoft zyska też dostęp do ogromnej bazy zapytań, które wpisują użytkownicy Yahoo! To powinno mu pozwolić dopracować wyszukiwarkę.
Czy to zagrozi Google? - Z ich dominującą pozycją, o ile nie będą zapominać o potrzebach użytkowników, nic im nie grozi - mówi Wiener.
Google nie komentuje porozumienia Yahoo! z Microsoftem. Niewykluczone, że będzie starało się storpedować umowę, przekonując regulatorów, że jest ona szkodliwa dla rynku (byłby to jednocześnie rewanż na Microsofcie, który protestował, gdy Google chciało podpisać umowę z Yahoo!).
Steve Ballmer, szef Microsoftu, przyznał wczoraj, nie wymieniając Google z nazwy, że spodziewa się po "rywalu" podobnych zagrywek. - Sądzimy jednak, że nasza umowa to raczej przykład na to, jak poprawić konkurencyjność na rynku - dodał.
Po ogłoszeniu umowy notowania Yahoo! spadły o 7,5 proc., papiery Google potaniały o nieco ponad 1 proc. Zyskał tylko, choć nieznacznie, Microsoft - jego akcje podrożały o 36 centów, do 23,8 dol.
- Ten dziesięcioletni pakt nie jest zły. Nie jest jednak tak dobry, jak oczekiwali inwestorzy - mówi Marc Pado z firmy doradczej Cantor Fitzgerald & Co. Jego zdaniem część obserwatorów była zawiedziona, że Microsoft nie zapłaci z góry Yahoo! 3 mld dol. w gotówce, o czym spekulowały wcześniej amerykańskie media.